W kontekście {notki}
I.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
@Beret w akcji :
„@Zbyszek: „Popularne „kochać” to niby co?” „Co to znaczy właściwie – kochać”?” No właśnie. Jest problem. Kapłani (niektórzy) twierdzą, że to po prostu posłuszeństwo – spełnianie Bożych przykazań. Nie muszą temu towarzyszyć żadne emocje. Hmm… Jako dziecko rozumiałam to prosto – kochałam Dziadziusia. Z całego serca.”
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
– Różne rozumienia słów kochać i miłość –
1. Sposobów rozumienia znaczenia słowa „kochać” może być więcej niż jeden.
- a) Pragnienie bycia RAZEM, które to bycie „razem” jest dla pragnącego źródłem szczęścia. Razem oznacza tu nie tylko bliskość fizyczno-geograficzną, ale całkowite otwarcie się na drugiego i wzajemne przenikanie – emocji, tożsamości, świadomości, w wyniku którego powstaje właśnie owo RAZEM, które nie anuluje żadnej części składowej, ale podtrzymując je, tworzy nową jakość, nowe „coś”, co trudno opisać. A więc pragnienie RAZEM, którego „efektami ubocznymi” są: – pragnienie dobra drugiego – współodczuwanie stanów i emocji (smutek, krzywda ukochanego -> smutek kochającego i pozytywnie też)- przeżywanie euforii, uniesienia, pozytywnego stanu z bycia z kochanym
- b) Pragnienie dobra drugiego, ale bez całej reszty. To też wydaje się miłość lub forma miłości. „Kochajcie nieprzyjaciół waszych” – znaczy właśnie to – życzcie im dobra, ale nie znaczy ani owego głębokiego RAZEM, ani współodczuwania itd. Być może większość ludzi jest w tym znaczeniu – naszymi nieprzyjaciółmi.
- c) Pragnienie drugiego, jedynie dla przyjemności jaką bliskość tego drugiego daje. To już ociera się o patologię miłości, ale może to jest najbardziej popularna wersja promowana w pop-kulturze, filmach itd.2.
II.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
@Beret w akcji: ” Boga powinnam/musiałam więc kochać co najmniej tak samo – a właściwie o wiele bardziej. Taki był nakaz. „Ze wszystkiego serca swego, ze wszystkich sił swoich i ze wszystkiej duszy swojej” .
……………………………………………
To było dla mnie niewykonalne – choć starałam się ze wszystkich sił. Lęk, lęk, przerażenie. Czy przerażenie i paraliżujący lęk można nazwać miłością?””
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
– Przykazania jako nakazy lub rady –
Przykazania można traktować jako nakazy – to jest wersja percepcyjna ludów sprzed 2000 lat. Można je traktować i rozumieć jako rady: jak sobie nie zrobić krzywdy i jak osiągać najlepsze rezultaty. W tej drugiej perspektywie poznawczej, wspomniane przykazanie – nie jest NAKAZEM, tylko radą.
– Lęk i miłość –
Nie, przerażenia i lęku nie można nazwać miłością.
Zbudowanie, ba – usilne promowanie lęku jako fundamentalnej postawy względem Boga – mogło być zabiegiem instrumentalnym w przeszłości, mającym na celu:
- a) zwiększenie siły oddziaływania zaleceń zawartych w przykazaniach
- b) dyscyplinowanie populacji także względem „głosicieli i nadzorców realizacji przykazań”Stąd „Bóg mściwy”, stąd „bogobojny”, stąd „Bojaźń Boża”.
Odczucie lęku w kontakcie z rzeczywistością poza-ludzką jednak może być zupełnie naturalne i może być częścią relacji z „POZA”. Stąd właśnie rola Pana Jezusa, który owo nieskończone i nieokreślone sprowadził do człowieczeństwa w sobie, w swoim wcieleniu.
Pan Jezus przewrócił w pewien sposób judaizm, używając w odniesieniu do Boga aramejskiego słowa „Abba”. Co prawda nie jest ono równoznaczne z „tatuś”, jednak było słowem używanym przez dzieci (choć także i dorosłych) w stosunku do męskiego rodzica. Słowem zawierającym ładunek ufności i bliskości – miłości. Tego typu zwrócenie się do Boga w judaizmie nie było używane i było nie do pomyślenia. Być może KK w pewnym stopniu odtworzył judaistyczne rysy relacji do Boga, także w tym aspekcie, że w miejsce ufności i bliskości, promował podległość i lęk.
Jednak pomimo dominacyjno-lękowego przesłania obu tych religii, stale obecne w jednej i drugiej były aspekty, które w pełni rozwinął i wypełnił Pan Jezus, a więc to relacja, a nie prawo, to miłość, a nie ślepe wykonywanie nakazów. Prawda jako osoba, a nie stwierdzenie, teza, przepis, idea.
III.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
@Beret w akcji :
================
@Piko: „Autentyczna miłość do Boga jest czymś pozazmysłowym i nie każdemu dana.”
@Beret w akcji:
Otóż to.
Chyba tylko nieliczni ją otrzymali (?)
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
– Czy istnieje i na czym polega „Autentyczna miłość do Boga” –
„Chyba tylko nieliczni ją otrzymali (?)”
Nie. To jest tworzenie bytów sztucznych, fikcyjnych, zapędzających ludzi w kozi róg, w sytuację przegraną, ale tylko w wyniku przyjętych założeń i oczekiwań.
Nie istnieje żadna „Autentyczna miłość do Boga” poza autentyczną dla konkretnego człowieka, taką na jaką konkretnego człowieka, w konkretnym momencie jego życia, stać. Koniec kropka. Bóg nie oczekuje niemożliwego. To my wymyślamy sobie niemożliwe i potem oceniamy samych siebie i rzeczywistość, i naszą relację z Bogiem, wymyślonymi przez siebie kryteriami, które są fikcją.
Każdy może doskonale i w stu procentach kochać Boga. Ta miłość może zawierać nawet okresy sporu, wyrzutów, odrzucenia i odejścia. Natomiast musi zawierać w pełni szczere zwrócenie się, w taki sposób jaki jest dla człowieka naturalny, a nie: sztuczny, przyjęty, narzucony, wymyślony. Nie mają żadnego znaczenia „odczucia” – pozostające w związku z relacją człowieka z Bogiem i dążenia para-protestanckie do uniesień i „doświadczeń Boga żywego”, których karykaturalną i patologiczną formą było powodowanie „upadków w Duchu Świętym” – co mogła być obrazą Ducha Świętego. Przyjęcie za kryterium oceny relacji z Bogiem, istnienia pozytywnych uniesień emocjonalnych, to błąd. One mogą być, a równie dobrze może ich nie być. Człowiek jest stworzony do radości i szczęścia, ale jednocześnie jego droga i doświadczenie zawierają ogromne połacie cierpienia, smutku i innych trudnych przeżyć.
– Kwestia wyboru rodzącego konsekwencje –
Więc ostatecznie człowiek pozostaje sam na sam, ze sobą, z prawdą, z tym jak jest, z tym, co czuje i naprawdę myśli sam, a nie powtarza za przewodnikami, którzy mogą być ślepi, choć mają super szaty, pozycję i „autorytet”. I w tej samotności, ale i prawdzie, człowiek może zdecydować – wybieram… ( i tu jest niewypowiedziane, nienazwane, co my chrześcijanie określamy pojęciem Trójjedyny Bóg ). Ten wybór, w tej sytuacji, w ten sposób jest doskonały w swojej niedoskonałości, bo jest – PRAWDZIWY i AUTENTYCZNY. Cała reszta to udawanie, powtarzanie, z lęku, w celu osiągnięcia korzyści i tak dalej.
Nieważne też są odczuwalne konsekwencje tego wyboru dla człowieka. Bo to, co ludzi spotyka, nie jest prostym wynikiem ich postawy, wiary itd. A jednak, te konsekwencje są realne, nieodwołalne itd. tyle, że w długim, niemożliwym czasem do ogarnięcia przez człowieka horyzoncie czasowym. Stąd – nieuniknione jest – właściwie ślepe, dziecięce – zaufanie, przekraczające wszelką możliwą racjonalność. To wybór, wiara i relacja rodzą zrozumienie, a nie rozumienie rodzi wiarę. Taki paradoks.