Trzeba strasznie uważać, na to, co się je. Nie tylko ustami! Jemy też oczami, trochę myślami. Chłoniemy treści, obrazy, dźwięki, idee. Potem je trawimy, a potem organizm wchodzi w odpowiedni stan. Nieuchronnie, naturalnie, nieodwołalnie. Więc jak chcesz mieć w organizmie frustrację, to jedz politykę, zwłaszcza tę światową, ale także naszą. Skup się na konfliktach i zagrożeniach. Zwróć uwagę na niesłuszną krytykę, kłamstwa i zło. Efekt gwarantowany. Choć jak w przypadku trawienia tych fizycznych składników żywnościowych, niewidoczny do czasu, aż symptomy pojawią się, zwiastując problemy.
Więc… dieta dla oczu i uszu jest niezbędna! Róbmy post zdrowotny psychiczny. Zero polityki, zero patrzenia na… no – tamto wszystko. Spożywamy zdrowe, czyli dobra muzyka, dobry humor, koniecznie kontakt z naturą – bez tego przepadniemy. To znów, niepostrzeżenie, zmieni nasze wnętrze, barwę światła w pokoju, gdzie mieszka nasze tak zwane serce. Może tam światła w ogóle było mało, tylko kurz i cienie? Więc zdrowotnościowe posty oczowe są absolutnie wskazane, żeby lżej i weselej. A… i mecze naszej reprezentacji piłkarskiej warto oglądać, ale jak walczą i wygrywają, bo w przeciwnym razie robią się ciężkostrawne.
Pojechałem ostatnio nad jezioro. Ostry post, jakim jest post Dąbrowskiej, stawia wyzwania i pytania przed człowiekiem: Czy jedząc 600 kcal/dzień (to mniej więcej moja dawka) możemy w miarę efektywnie funkcjonować? Więc na rower i pedałujemy. Zobaczymy, co się wydarzy. Mijałem ludzi. Ładne dziewczyny, ładnych starych ludzi. Miesiąc wcześniej przejechałem węża, tym razem obyło się bez bliższych kontaktów. Za to jak wracałem towarzyszyła mi ważka. Ja se jadę, a ona przodem z prawej strony z tą samą szybkością. Czułem się jak lecący jumbo jetem prezydent w eskorcie takiego F16 z przodu. Na szczycie jeziora, to znaczy w najdalszym jego punkcie jest mostek, pod którym wpada do niego rzeka. Zatrzymałem się tam. Popatrzyłem w dół. Tam cień tego mostku i mnie na płynącej wodzie. Co jest stałego? Ta woda? Ten cień? Widziałem go wiele lat temu, bo przecież tu przyjeżdżam. Kim jestem? Częścią życia przepływającego przez czas? Częścią czegoś większego?
Potem trochę na piechotę, bo przez las jest tak klawo, że trochę szkoda jechać na rowerze. Ja Tarzan bez koszulki, więc jakoś tak czułem, każdy powiew wiatru, ruch liści, zmieniające się plamy słońca spadającego z góry, przez korony drzew. Aż tak se stanąłem. I słuchałem. Mam takiego – nie jednego – hopla, że lubię słuchać lasu. Ty powiesz, że nic tam się nie dzieje, ale nawet wtedy, kiedy kompletnie cicho, to ta cisza jakaś pełna taka, gęsta. Od czego? Nie wiem. Stałem i słuchałem. I słyszałem, wszystkie te drzewa, liście, co niebawem spadną. Każdy ruch powietrza, przechylenie się łodygi czegoś, co nie umiem nazwać, a co się przegląda w słońcu. Młode sosny naprzeciwko mnie – jak to młode – dumne i ho ho ho. Liściaste chyba dziewczyny, po giętkie bardziej, smukłe takie. Ten las był tu sto lat temu. Co było sto lat temu? Jacy ludzie chodzili. Które drzewa przetrwały? Był pewnie i 500. Las żyje, drzewa przemijają. Życie jest i my w tym życiu. Zanurzeni, czasem zagubieni. To stałem i słuchałem, tego Życia.
Potem już drogą do ścieżki rowerowej. Zrobiło się szeroko. Jedna sosna – śmiesznie – ze dwadzieścia metrów gołego pnia, dopiero wysoko tam czapa igieł i gałęzi. Przechylona taka. Czy wytrzyma? – pomyślałem. Da radę – upewniłem się. Potem na pedały, pod kołami kostka brukowa, jezioro z prawej strony i ta ważka, co mnie pilotowała dzielnie przez jakiś czas. Ważka żyje tylko jeden sezon, od wiosny do jesieni. To jej całe życie. Tym bardziej ta eskorta była coś warta.
W domu walka z warzywkami. Szczególnie brokuł stawiał zaciekły opór, gdy próbowałem go włożyć do ust i przełknąć. Pomogłem sobie niewielkim jabłkiem. Może to oszustwo, ale jakieś pomocy przecież w życiu potrzebujemy! Ty pomożesz mi, ja pomogę tobie… Z tego wzięła się ludzkość i człowieczeństwo, a nie z „ja użyję ciebie albo ci dowalę”. Wieczorem poczułem się zmęczony. Przedwcześnie położyłem się na chwilę naciągając koc.
Rankiem stwierdziłem, że minęło 11 godzin. To chyba rekord. Poprzednio spałem 6, 8, ale nie tak długo. Nawet na poście, taki długi sen mi się nie przydarzył. Ale się nie martwię, bo czytałem, że właśnie w czasie snu zachodzą najlepsze procesy w człowieku. Te odchudzające, te odbudowujące. Bez snu jak bez ręki, tak jak bez postu. Stanąłem na wagę. I… większy spadek niż normalnie. Ile to jest normalnie? To jakieś 0,2-0,3 kg dziennie, choć to się waha, w zależności od przyboru wody, wypróżnień – sorry takie życie – czy czasowych pauz bo i takie występują.
Siedzę i rozkminiam metabolikę postu Dąbrowskiej. Z dotychczasowych moich prac wynika, że jest silna niechęć wobec niego ze strony mainstramu. Generalnie świat ostrzega i przestrzega: uważaj, to groźne, lepiej inaczej, lepiej nie. Niech się pocałują. Tyle razy kłamali. Może teraz też kłamią. To rozkminiam. Jak wpływa deficyt kaloryczny na hormony. Jak wpływa brak protein czyli białek. Co zmienia lub nie masa nisko-węglowodanowych warzyw. Zmienia dużo. W zależności od warunków. Więc trochę czasu trzeba, żeby to złożyć w jakąś całość. Po co to robię? Przede wszystkim dla siebie. Lubię rozumieć, nie polegać wyłącznie na tym, że ktoś tak głosi, mówi. Nie jestem autoryteto-podatny. Albo coś jest logiczne i działa, albo to ściema. Post Dąbrowskiej ściemą nie jest. To go sprawdzam sobie, żeby choć trochę lepiej rozumieć. Może to się i komuś przyda, a jak nie, to przyda się mi.
Niestety wróciły gołębie. Jeden właśnie bezczelnie chodzi po balkonie, mimo, że widzi mnie przez szybę. Czyli nadchodzi czas walki i zmagania. Inne ptaki nie są takie nachalne. Najlepsza czapla. Widziałem ją nad jeziorem. Leciała pod wiatr, te szerokie i długie skrzydła, trochę tak majestatycznie. Ile ona ma rozpiętości skrzydeł? Na moje oko, gdy tak szybowała w powietrzu, ze dwa metry spokojnie.
Dziś jest nowy dzień. Nowy dzień życia i Życia. Chociaż dla Życia chyba każdy dzień istnieje, nie przemija, nie ginie i nie znika. I ja zawsze jestem już tam, na tym mostku na szczycie jeziora, tak samo jak na plaży nad Bałtykiem, czy w Santiago. Po prostu jestem, teraz tu, tak jak ty, jesteś tam. Wszyscy jesteśmy, częścią Życia. I Post też taką częścią jest:) Czas na warzywka – na zdrowie! 🙂
