#post ?/?/????….. Hej! Kochane poszczaki i poszczaczki! Witam was z mojej otchłani, siedziby, zajęcia, eksperymentu, przygody. Bo dla mnie post Dąbrowskiej to jest przede wszystkim PRZYGODA. I już! Żadnych tam wyzwań, żadnych sztywnych granic. Żadnych wymagań. Ale za to ciekawość, odwaga, eksperyment i radość, jak coś nowego się odkrywa, doświadcza, przeżywa.
W sumie to już z 10 lat od czasu, gdy pierwszy raz. Same wieta, zawsze jest ten „pierwszy raz”. Odwrotnie niż w przypadku … pierwszy raz postem Dąbrowskiej był taki sobie, no może to też trochę jak w innych sprawach. Trzeba się dopasować, zgrać, poznać wzajemnie. Więc z tym postem się poznaje i poznaje, ale że mam wykształcenie ścisłe, to mnie ciekawi po prostu nie sam efekt – ja poszczę dla wagi (i urody) – ale mechanizm! Jak to się dzieje? Jakie reakcje przebiegają?
Więc ostatnio zacząłem rozkminiać, bo wiecie, lepiej coś wiedzieć, jak nie wiedzieć. Zatrudniłem parę sztucznych inteligencji, pooglądałem ludzi, co się znają, poczytałem nawet trochę prac naukowych, co by się przekonać. Ale czytałem pobieżnie, głównie streszczenia, wnioski, może jakieś tabele. W środku to nie mam czasu.
Więc lada moment, za godzinę, za dzień, za rok, wyprodukuję moje wnioski nt. Zalety, wady, szanse i zagrożenia Postu Dąbrowskiej. Będzie to dla mnie na zaś, a dla chętnych na już.
Sam post przebiega u mnie bez większych sensacji. Początek to poniedziałek 1 września, dzisiaj znów początek. A może koniec? Zobaczymy. Jestem elastyczny. Nie cierpię ludzi sztywnych. Sztywnych w poglądach, sztywnych w zachowaniach, sztywnych w reakcjach. Sztywny znaczy zdechły. Szkoda gadać. Ja lubię ludzi, a ludzie lubią czasem swoje „święte prawdy” na ten lub tamten temat, bardziej niż ludzi.
Aha. Dlaczego bez większych sensacji? No bo może:
a) przyzwyczajenie – to już któryś raz
b) post przerywany – uprawiałem przez rok. Niestety nie uchronił mnie przed nabyciem wagi, ale uczy chyba organizm elastyczności, tzn. korzystania raz z węglowodanów raz z tłuszczów. Dzięki temu być może stres biologiczny tym razem był mały i wchodziło się w post bez zwykłych przejść, jak ból głowy itp.
c) zastosowałem dodatek do postu, w postaci kilku ziarenek soli himalajskiej. Taka różowa. Są też czarne ziarenka, ale tych nie wcinam, bo się boję. Że tam błoto z Himalajów. To może być ważne, bo niebezpieczeństwem postu Dąbrowskiej jest utrata elektrolitów wraz ze spustem wody z organizmu, szczególnie w pierwszej fazie.
Kupiłem sobie w Lidlu marchewkę eko mini. Haha, taka jak palec gruba. Ostruga człowiek 3, doda ogórka, pół papryki i już szafa gra!
Trzymajcie się dzielnie w swoich postach i poza nimi, to tak samo ważne. Wspomagajcie się też wzajemnie. To wspomaganie to skarb, jak se ludzie wzajemnie pomagają, a nie stroszą sie na siebie. Kończąc – dla mnie post to przygoda. Smacznej sałaty! A jakby ktoś nie mógł wytrzymać, tylko chciał poznać wrażenia z poprzednich postów, to można je sobie pobrać ze strony: https://blog.zbyszeks.pl/4245/przygody-z-postem-dabrowskiej/