Postscriptum do Powstania Warszawskiego

Udostępnij dalej

 

Są dwie możliwości: dopuszczamy różnice zdań i wyrażanie argumentów. Nie dopuszczamy zdania innego niż nasze i poprzez agresję, oczernianie, szantaż emocjonalny i wszelkie inne, nastawione na skrzywdzenie drugiego, techniki staramy się drugiego uciszyć, zniszczyć, pokonać, tak by dyskusja NIE ZAISTNIAŁA. Najlepiej do tego nadają sie wszelkiego rodzaju odniesienia emocjonalne.

Generalną postawą osób krytykujących decyzję o wybuchu PW, jest szacunek dla żołnierzy i potępienie dla decydentów. Chwała bohaterom, hańba decydentom. Dlatego podstawową techniką agresorów i ludzi podłych, służących diabłu, jest uporczywe wmawianie – z angielska gaslighing – że krytycy decyzji o wybuchu PW „szczają na groby powstańców”, gardzą tymi bohaterami, nie okazują właściwego szacunku tym niezwykłym żołnierzom. Jest to oczywiście kłamstwo, ale diabeł jest ojcem kłamstwa i jest ono tym ludziom niezbędne aby z głupoty lub z zadania uniemożliwić Polakom namysł i racjonalną refleksję nad przeszłością, aby nie mogli tego samego namysłu i racjonalnej refleksji stosować dzisiaj, do dzisiejszych postaw i wyborów.

Ci co wątpią i negują sens decyzji i za szkodliwe uważają skutki Powstania Warszawskiego mają się zamknąć. Bo jak nie, to zostaną opluci i podeptani. Ma zakrólować nie tylko akceptacja ale i aprecjacja takiego oto zachowania, że 40 tysięcy najlepszych i najbardziej wartościowych młodych ludzi uzbraja się tak, że uzbrojony jak żołnierz jest co 10, i wysyła się w śmiertelny bój, przeciw umocnionemu i okopanemu wrogowi.

Polacy mają w kółko – pięknie umierać rzuceni bez uzbrojenia na karabiny maszynowe. Mają nie myśleć i nie dyskutować. ONI mieli i mają dla NAS następne zadania. Mamy zamknąć dziób, bo zostaniemy tchórzami i mamy umierać godnie i pięknie.  Tu się kłania największy dowódca II wojny światowej. „Synu – twoim zadaniem nie jest umierać za ojczyznę. Twoim zdaniem jest sprawić, żeby te skurwysyny umierały za swoją”. Terroryści emocjonalni piszą jednak Polakom ten nasz, tragiczny w skutkach, powtarzający się scenariusz. I bardzo dobrze. Zasłużyliśmy widocznie na to.

Gnoje, judasze, prowokatorzy i głupcy piszą do innych na „ty”, by okazać im brak szacunku i/lub pogardę. Wytworzenie atmosfery braku wzajemnego szacunku jest niezbędne pracownikom diabła, terrorystom emocjonalnym do tego, by zabić wszelką możliwą rozmowę, dyskusję, by uciąć myślenie, by wszystkich przerabiać na bezmyślne stworzenia.

„O PW najlepiej wypowiadają się ci komuniści którzy nigdy żadnego Powstańca na oczy nie widzieli”

To powyżej, to przykładowa podła insynuacja, polegająca na sugestii, że negatywnie o decyzji o wybuchu PW wypowiadali się wyłącznie komuniści, zaś powstańcy i prawdziwi patrioci Polacy wypowiadali się jednoznacznie pozytywnie. Tak wcale nie jest.

„Żołnierz nie rozumie celowości powstania w Warszawie. Nikt nie miał u nas złudzeń, żeby bolszewicy pomimo ciągłych zapowiedzi pomogli stolicy. W tych warunkach stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy, kto ponosi za to odpowiedzialność”
napisał zwycięzca spod Monte Cassino, generał Władysław Anders


„W powstaniu zginęła większość moich przyjaciół, po powstaniu mój świat się zawalił, moje miasto przestało istnieć. Nie rozumiem tego zachwytu nad powstaniem”

Stanisław Likiernik żołnierz Kedywu, brał udział w najważniejszych akcjach sabotażowych, wykonywał wyroki podziemnego sądu. W Powstaniu Warszawskim walczył na Woli, Starym Mieście i Czerniakowie. Był kilkakrotnie ranny. Został odznaczony orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych

– Gdyby nie padł rozkaz rozpoczęcia walk 1 sierpnia, poszlibyście walczyć spontanicznie? To jeden z argumentów za tym, że powstanie musiało wybuchnąć – pada pytanie do Likiernika
– Skąd! Nie wierzę, żeby wybuchło spontanicznie. Właśnie dlatego, że byliśmy żołnierzami. Nikt by bez rozkazu nie rozpoczął powstania. To zbyt poważna sprawa. Zresztą wcześniej była już mobilizacja, czekaliśmy w konspiracyjnych lokalach na rozkaz, rozkazu nie było i rozeszliśmy się do domów. Byliśmy „stale gotowi”, nie trzeba było ogłaszać żadnego pogotowiaodpowiada Stanisław Likiernik

– W dyskusji o sensie powstania pojawił się argument, że dowódcy obawiali się, że nie zdołają was powstrzymać.
Bzdura odpowiada powstaniec... – posyłali szesnastolatków z pistoletami albo i bez na ufortyfikowane bunkry niemieckie. Doskonale zdając sobie sprawę, jaki jest stan uzbrojenia wiedzieli, że powstańcy nic nie mają.

– Mimo że 7 lipca odesłano z Warszawy broń, dwa dni później generał Okulicki w rozmowie z pułkownikiem Pluta-Czachowskim powiedział: „Musimy bezwzględnie wystąpić w  Warszawie. Warszawa, miasto niezłomne, musi zaprotestować. Nie możemy znieść zdrady aliantów, choćbyśmy musieli zostać na gruzach. Warszawa musi powstać przeciwko Teheranowi, przeciwko całej trójcy zbójów”. Trudno o lepszy dowód na determinację Okulickiego. W sensie politycznym to może być nawet zrozumiałe…

– Moim zdaniem to wszystko razem nie miało najmniejszego sensu, chyba żeby było pewne, że Stalin nam pomoże. Ale ja i moi koledzy absolutnie wiedzieliśmy przed 1 sierpnia, że  nam nie pomoże. To było takie oczywiste! Gdyby Rosjanie choć zbombardowali lotnisko, skąd co czterdzieści pięć minut startowały niemieckie samoloty bombardować Warszawę…  zień przed powstaniem byłem na ulicy i patrzyłem, jak się biją niemieckie myśliwce z lotnictwem radzieckim, bardzo to było zabawne, efektowne. Następnego dnia żadnego rosyjskiego samolotu na niebie nie widziałem. Żadnego! Pamiętam – to było już we wrześniu – że patrzyłem na niebo przez okno jakiejś kamienicy na Czerniakowie. Lecą te sztukasy: jeden,  drugi, trzeci, czwarty, piąty… pięć, w moją stronę. I się tak charakterystycznie kiwają, zrzucając bomby. Wypada jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta… Byłem ciekaw, czy się kiwną akurat nad moim domem, ale nie… Rąbnęło w inną kamienicę, więc przeżyłem. Oni nie mieli żadnych, absolutnie żadnych obaw, że ktoś im w tych manewrach przeszkodzi. Bezkarnie  zrzucali sobie bomby przez całe powstanie. A my co mogliśmy zrobić? Strzelać z karabinów? My nawet nie mieliśmy amunicji, żeby do ludzi strzelać! – odpowiada Stanisław Likiernik, żołnierz Kedywu, wielokrotnie ranny Powstaniec Warszawski

 

– Panie profesorze, jakby znowu miał pan czternaście lat i byłby 1 sierpnia 1944 roku, to poszedłby pan do Powstania Warszawskiego?

– Poszedłbym, bo jeszcze jedną rzecz powiem na zakończenie. Dla mnie, jako czternastoletniego chłopca, Powstanie było chyba najpiękniejszym okresem w moim życiu. Właściwie wszystko było proste. Trzeba bić się z Niemcami, bo jeżeli ktoś się podda, to go zabiją. Lepiej bić się i czekać na pomoc, która – zresztą wiadomo już później było, że nie przyjdzie, więc myśmy bili się do końca. Taki był rozkaz, to myśmy ten rozkaz wykonywali. Dla mnie to była wielka gra z ostrą amunicją, więc marzyłem w czasie okupacji o tym. Ale dzisiaj, jako historyk, jako dojrzały człowiek, jak pomyślę, że zginęło dwieście tysięcy ludzi, osiemdziesiąt trzy procent miasta zostało zniszczone, Niemcy – tylko o tym się tak głośno nie mówi – 1570 zabitych mieli i 9043 rannych, to właściwie ich straty były niewspółmierne. Tak, jak generał Anders powiedział kiedyś, że Powstanie właściwie ułatwiło komunistom skomunizowanie tego kraju, a Niemcom wyniszczenie całej naszej Warszawy, elity, skarbów narodowych. Jest pytanie: czy to się opłacało? Są ludzie, którzy mówią: „A tak, opłacało się, bo przez sześćdziesiąt trzy dni byliśmy wolni”. Co to znaczy wolni? Siedzieli ludzie w piwnicy, dostawali rozgrzeszenie i czekali. Na co? Bo myśmy jednak byli w akcji, a ci ludzie? I to ginęli starcy. Nie, tu trzeba się zastanowić, czy to było warte.

prof. Jan Ciechanowski,  żołnierz Armii Krajowej w zgrupowaniu „Siekiera”, pseudonim „Jastrząb”. Dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Walczył w powstaniu warszawskim, w trakcie którego został ranny. {LINK do rozmowy opublikowanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego

„Wstąpiłem do AK i wiedziałem, że gdzieś na końcu tej przygody będzie walka, tylko nie spodziewałem się, że to będzie tego rodzaju walka. I że to będzie beznadziejna walka, walka bez szans wygrania, bo byłem po tygodniu przekonany, że to się skończy tragicznie.”

„Rozczarowałem się Powstaniem, uważałem, że to się ciągnie, że to jest nieszczęsne, że to była zła kalkulacja wojskowa. Uważałem, że Powstanie jest stracone, i byłem na wpół przekonany, że zginę. Więc – trudno powiedzieć. Gdybym wiedział, jak to się potoczy, myślę, że nie, i uważam, że to była dość beznadziejna walka, która nie przyniosła ani wojskowych, ani politycznych sukcesów – według mnie – a przyniosła kolosalne straty, zwłaszcza cywilom, których tylu zginęło, również moich kolegów.”
– Zbigniew Pełczyński, powstaniec warszawski – „Jagiełło”, rozmowa opublikowana przez Muzeum Powstania Warszawskiego

***

Stanisław Likiernik bardzo krytycznie wypowiada się o decyzji podjęcia walki w Warszawie 1 sierpnia 1944 roku. Przypomina jak Okulicki szantażował dowódcę AK, gen. Bora-Komorowskiego, że zarzuci mu brak patriotyzmu, jeśli powstanie nie wybuchnie, a Chruściel, przedstawiając na kilka dni przed wybuchem powstania mizerny stan zaopatrzenia w broń wyjaśnił, że zostanie on zrekompensowany żądzą walki i „furią odwetu”. Okulicki dodawał, że broń zdobywa się na nieprzyjacielu.

Stanisław Likiernik jest zdania, że ci, którzy parli do powstania i zdecydowali o jego wybuchu, nie działali racjonalnie, „byli chyba w amoku”. …

Likiernik uważa, że o powstaniu warszawskim można mieć rozmaite opinie, „ale to, że to była tragedia, jest pewne i oczywiste. Bo jeśli jest inaczej, to nie rozumiem słowa tragedia. Dwieście tysięcy zabitych, miasto zniszczone i tak dalej – to nie jest tragedia? No to, co w takim razie jest tragedią? Dla mnie ktoś, kto neguje, że powstanie było tragedią i katastrofą, to zupełny osioł”.

Gdy Marat i Wójcik przywołują argumenty obrońców sensu powstania, że było konieczne ze względów moralnych i psychicznych a także wpłynęło wychowawczo na przyszłe pokolenia, Likiernik odpowiada: „Niedobrze mi się robi od takiego myślenia. Jakie wartości wychowawcze ma totalna klęska? Jakie ma pozytywne działanie przez wiele wieków? Chyba to, że już nigdy kretyni nie będą wiedli dzieciaków na barykady!”. – źródło

***

I o to wrogom Polski i Polaków chodzi, o wywołanie – za pomocą emocjonalnego terroryzmu – amoku, stanu agresji, bezmyślności, pogardy i oskarżeń, w którym możliwe jest poprowadzenie po raz enty kwiatu Polski ku tragedii. Mendy, judasze i głupcy NIE DZIELĄ losu tych, których popychają ku śmierci opowiadaniami o honorze i pięknym umieraniu, gdy bez broni atakuje się stanowiska karabinów maszynowych. Beck wyjechał z Polski 17 września. Bór Komorowski umarł, ale w Wielkiej Brytanii, na serce, na polowaniu. Monter pojechał do USA. Gajcy, Baczyński 16 tysięcy najpiękniejszych i najwaleczniejszych młodych ludzi, ponad 100 tysięcy pozostałych, którzy nie mieli wyboru, znalazło – dzięki decyzjom tych pierwszych – drogę do grobu w ginącej Warszawie. Teraz tych, co cenią bohaterstwo, ale namawiają do rozsądku, gnoje, głupcy i judasze starają się obrzucać łajnem. Może w końcu się  obudzimy, bo jak nie, to powtórzymy jeszcze raz w tragiczny sposób historię, która już była.


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.