Muzyka na gorące wieczory – Whishbone Ash 1970

Udostępnij dalej

Muzyka na gorące wieczory – Whishbone Ash 1970

 

Gorąca, surowa, intensywna, chropowata, taka jest muzyka czterech gości z 1970 roku, kiedy byznesy jeszcze jej nie zjadły, kiedy to ludzie tworzyli muzykę. Słuchać nie należy. W drodze do, w trakcie spożywania hamburgera, w tle pochłaniania czegokolwiek, bo życie to pochłanianie – dzisiaj. Trzeba – noc, słuchawki na uszach, ale nie te najtańsze, co razem z komórką. Niestety dźwięk musi być. Zamknąć oczka, odchylić łeb albo się gdzieś walnąć i puścić w miarę głośno.

Blind Eye (3:07) to dobry rockowy kawałek na początek. Trzy minuty rytmu. Trzy minuty reakcji na przymykanie oka. Świetnie się słucha.

Lady Whiskey (6:18) jest już bardziej drapieżna. Fantastyczny rytm – motyw od początku, charakterystyczna dla WbA melodyka no i ta whiskey, której obecność czuć. Tutaj też po raz pierwszy mamy do czynienia z fantastycznymi solówkami, w które można się spokojnie zasłuchać, bo opowiadają o życiu jakie jest, rzeczywiście, a nie tym malowanym czy wystudiowanym. Świetne harmoniczne przejścia, improwizacje, powrót do głównej linii melodycznej. Aż szkoda, że tylko 6 minut.

Errors Of My Way (6:47) To coś unikatowego na tym albumie. Kosmiczna – jak na WbA – śpiewność i melodyka piosenki, która szeroko i zamaszyście, z gestem, ale i z ornamentyką opowiada o życiowych błędach jakie każdy z nas robi. Aż by się chciało zaśpiewać razem z Powellem i Turnerami, bo jest o czym i jak. I te gitarowe wykończenia oraz tła, palce lizać, ściany mazać!

Queen Of Torture (3:34) Po chwili romantyzmu i melodyki robi się znów drapieżnie, tekstowo i muzycznie. Ostry, twardy kawałek o „bejbe”, która wie jak pogrążyć faceta. Rasowe gitary, szybki rytm, dobry rock.

Handy (11:32) to poezja rocka. Czy gitarą prowadzącą może być basowa? Ta, która zawsze wyrabia tło? Może i to jak! Coś fantastycznego, nie sposób się nie zasłuchać w ten „biały wiersz” rocka, który zaczyna „Handy”. Po chwili tak charakterystyczny dla WbA dialog dwóch pozostałych gitar, który niczym akwarelami maluje przed słuchaczem martwe natury, krajobrazy i wszystko, co człowiek może pomyśleć. Spokojnie, ale niezbyt łagodnie. Perkusja? Ona zawsze jest czymś znacznie więcej niż tło u WbA. Jest jak bas, pełnoprawnym członkiem rozmowy instrumentów, słyszalnym, mającym swoją niezastąpioną rolę i miejsce.

Handy to utwór w 9/10 instrumentalny. I po dialogu gitar prowadzących wraca ten cudowny bas, niesamowity, urokliwy, ale oczywiście tak – surowy, bo męski. Po czym utwór się rozpędza, jak to w życiu i jedziemy z chłopakami naprzód, bez oglądania się do tyłu.

Phoenix (10:31) To właściwie kawałek legenda, coś co miał WbA najlepszego. Mistyka, po prostu – mistyka. Ludzka, normalna, przerastająca wszelkie układności i poprawności. Rockowa. Phoenix się budzi, rozgląda wznosząc głowę z popiołów. Może i my potrafimy tak jak on, zostawić za sobą to, co było, co minęło, co zgliszczami i popiołem, żeby się podnieść, rozpostrzeć skrzydła i na dźwiękach kapeli w upalny, letni wieczór wyruszyć choćby w muzyczną, ale może nie tylko podróż.

Za wiele więcej o Phoenix powiedzieć się nie da, bo to trzeba posłuchać, od deski do deski, przejechać się z tą muzyką, wyobraźnią i tonacją. A jazda będzie, co się zowie. Chyba tylko warto dodać, że wykonania tego utworu na żywo są jeszcze lepsze niż ta wersja studyjna, no ale od czegoś trzeba zacząć. Ach te solówki! 🙂

Fajnego słuchania 🙂

Link do albumu na youTube {LINK}


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.