Precz z posiadaniem dzieci, uwolnijmy Planetę!

Udostępnij dalej

Precz z posiadaniem dzieci, uwolnijmy Planetę!

 

W mediach od długiego czasu, promocja zachowań, postaw i poglądów depopulacyjnych. Właściciele i administratorzy rozmaitych mediów mają prawo propagować poglądy jakie im się podoba i na tym polega ich wolność, na odpowiednim publikowaniu, podkreślaniu, przekazywaniu do świadomości odbiorców komunikatów, że ten i ów myśli: „Dlaczego dobrze jest nie mieć dzieci” albo że  „Ludzie nie chcą mieć dzieci? I dobrze!„.

Oczywiście właściciele mediów w dupie mają, co myślą ci biedni ludzie wypisujący swoje brednie w internecie, będące dość ułomną kalką złowróżbnych, skierowanych przeciwko ludziom w ogólności trendów i procesów. Nie chodzi o żadne myślenie, tylko o przechylanie wskazówki wagi, w kierunku akceptacji zawartych w tytułach antyludzkich haseł. Na tym polega promocja. Kto nie wyczuwa „trendu”, ten się nie załapuje i wypada, w obszar wskazany owymi hasłami, jako zbędny.

W 1968 roku w Belaggio we Włoszech odbyło się założycielskie spotkanie Klubu Rzymskiego, potężnej organizacji skupiającej polityków i naukowców, której pierwszy raport został wydany w 1972 roku. W raporcie tym, sporządzonym na podstawie i z użyciem – skąd my to znamy – modelowania komputerowego, zgromadzeni w Klubie Rzymskim zaapelowali o „zrównoważony rozwój” rozumiany jako ograniczenie rozwoju populacji oraz produkcji i konsumpcji. W razie braku przeciwdziałania politycy i naukowcy przewidywali poważne światowe problemy.

Od tamtego czasu z różnym, obecnie szczytowym natężeniu, antynatalistyczne hasła są propagowane na świecie przez pracujące dla elit instytucje, ludzi, media. Teza jest prosta: Ludzi jest za dużo. Planeta jest dla takiej ich liczby za mała. Trzeba ograniczyć ich rozrodczość i ilość.

Metody są też dość proste. Szczęściem nie gwałtowne, ale to może jest nieszczęście, bo metody miękkie, polegające na korekcie psychiki, mentalności i środowiska ludzi, mogą dać zmiany tyleż ewolucyjne, co nieodwracalne, jak w eksperymencie Calhouna, gdzie raz zaistniałe zmiany w „mentalności” szczurów doprowadziły do nieodwołalnej zagłady całej populacji.’

Chodzi o to, by do głowy wbijać ludziom, że „Dobrze jest nie mieć dzieci”. Że to właściwe, słuszne, korzystne itd. Że ci, to nie powinni, a tamci to nie wiadomo. Że Planeta. Że zrównoważony rozwój. Że to moralne. Dzięki tym uporczywym zabiegom, ludzie się zmieniają. Przyjmują stopniowo wtłaczane im przekonania. 500+, programy, a dzieci rodzi się mniej, mniej, mniej.

Chińczycy pracują wytrwale nad sztucznymi łonami. In vitro jest rozwijane i udoskonalane. Ilość plemników w spermie mężczyzn od dziesiątek lat powoli, systematycznie spada. Kobiety, bo to ostatecznie od nich wszystko zależy, mają w głowie seriale firmy Netflix i inne kiełbie we łbie, i szukają wszystkiego poza rodzeniem dzieci, co odbierają jako proces upokarzający, ograniczający, zniewalający, gdy tymczasem chcą być „silne” i „wolne” i zapierdalać w korporacji, co często się zaczyna i kończy na opętańczym zajęciu na stanowiskach w galeriach handlowych.

Gdy elity zdobędą władzę i kontrolę nad reprodukcją ludzi, tak jak obecnie zdobywają ją nad reprodukcją i produkcją żywności, wtedy ich władza będzie pełna i wtedy niepotrzebna część – jakieś 90% – ludzkości będzie mogła w spokoju komory eutanazyjnej odejść w niebyt.

Wszystko to futrują dzisiaj media, o wszystko to zabiegają tekstami idioci i idiotki, czasem – z oczywistych względów – nie zdając sobie sprawy ani z wtórności swoich kalekich wysiłków, ani z procesu w jakim uczestniczą.

Prognozy Klubu Rzymskiego okazały się błędne. Ekstrapolacje matematyczne i komputerowe były funta kłaków warte. Ale jak to właściwie jest? Warto czy nie warto mieć dzieci? To dobrze czy to źle, mieć dzieci? Tylko bez pitolenia, że ten to powinien a tamten nie powinien, bo nie ma kwalifikacji.

Jeśli istniejemy jeśli ty i ja istniejemy, to znaczy jedno, że w nieskończenie niemal długim ciągu, wszystkie osoby i organizmy począwszy od pierwszego, podejmowały działania skutkujące potomstwem. Nie było wyjątku. Nikt się nie zawahał.

Całe istniejące życie istnieje nie dlatego, że w Monsanto dokonywano manipulacji na ziarnach pszenicy, nie dlatego, że in vitro, tylko dlatego, że dokonywała się raz, po raz, nieprzerwanie aż do ciebie i mnie – reprodukcja. W okresie ludzkim, że ludzie posiadali dzieci.

Życie jest bardzo dziwnym procesem, przeczącym zasadzie wzrostu entropii, przeciwstawiającym się rozpadowi, nieustannie ewoluującym ku bardziej skomplikowanym, wyrafinowanym, doskonałym formom. Koroną życia są ludzie wraz ze swoją świadomością, która jest lustrem i widzem całej natury i całego życia. Życie poprzez ludzi po raz pierwszy poznaje i widzi samo siebie. Ludzie na określenie tego źródła, ale i procesu, używają i używali pojęcia Bóg.

Każdy człowiek, ty i ja, jest elementem tego procesu, poznania, samopoznania, wznoszenia się ku nieznanym wcześniej formom istnienia i świadomości. Życie jest spójne, inaczej by się nie toczyło od miliardów lat. Nagradza ono odczuciami formy życia, za to, że uczestniczą w przekazywaniu życia, a ludzi także, że uczestniczą we wzroście innych ludzi. Stąd ludzie posiadający dzieci, przy braku indoktrynacji bilionerów posługujących się mediami, prostytutkami i idiotami, mają odczucia bardzo pozytywne. Odczucia spełnienia, jakiejś formy szczęścia itp. Ale te odczucia nie są w żadnym wypadku celem. Są one dodatkowym pozytywnym elementem. Elementem zrodzonym przez Naturę, przez Życie samo, które jeśli nie jest przypadkowym procesem interakcji materii ze sobą, a wiele wskazuje, że nie jest, to nas… CHCE. I chce byśmy się rozwijali jako ludzie dalej.

Czy to znaczy, że każda rodzina ma mieć nieustannie po 10 dzieci? To nie znaczy, ale to znaczy, że propagowanie postaw antyrozrodczych ociera się o ludobójstwo.  Jak zawsze ciemniacy, usiłują wszystko sprowadzać do egoistycznej korzyści, do indywidualnych przypadków. Kultura z jej przymusem obyczajowym, ta, która formowana była naturalnie, piętnowała życie samotne i bezdzietne określeniami np. stara panna, stary kawaler itd. To piętnowanie służyło dobru ludzi, motywowało ich do zachowań prowadzących do związków dających życie. Jednocześnie ta sama kultura pielęgnowała szacunek dla postaw rezygnacji z rodziny i dzieci, np. ze względów religijnych czy innych. Nie ma w tym sprzeczności, bo celem kultury jest dobro społeczeństwa choć i dobro jednostek. Zatem to, co służy całości społeczeństwa jest dobre, bo gdy społeczeństwo się załamie, zwiędnie, skarleje lub zniknie, to jednostki go tworzące znajdą się na łasce i niełasce otoczenia. Więc posiadanie dzieci jest NIEZBĘDNE dla przetrwania. Wszystkich.

Termin ludobójstwo wprowadził na scenę świata polski prawnik Rafał Lemkin. To tego pojęcia użyto w Procesie Norymberskim. Na trwałe do systemu prawnego wszedł ten termin za sprawą konwencji ONZ z 9 grudnia 1948 roku. Wyróżniono tam pięć kryteriów, spełnienie których pozwala mówić o ludobójstwie, z których czwarty brzmi: „stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy„.

Profesor Jordan Peterson mówi tak:

This idea that the planet has too many people on it – there is no sentiment more implicitly genocidal than that statement.

Ta myśl… że na Ziemi jest za dużo ludzi – nie ma w konsekwencji bardziej ludobójczego stwierdzenia niż to właśnie.

W sumie chodzi o to, czy człowiek żyje dla siebie. To jest wielki dylemat ludzkości i człowieczeństwa. Religie jak judaizm, chrześcijaństwo, islam, buddyzm, hinduizm i inne postulują, że życie dla siebie jest drogą do piekła, jakkolwiek by je rozumieć. Drogą ludzi do zatracenia.

Z drugiej strony od zawsze jest tendencja do wykorzystywania „nagród” natury dla samych wrażeń, nie zaś w kontekście w jakim one zostały przez proces Życia w nas wpisane. Jest to tendencja do korzystania, do wykorzystywania, do doświadczania.

Mamy statysfakcję płynącą z poświęcenia się dla dzieci i mamy satysfakcję wynikającą z dokonania aborcji na dziecku nienarodzonym. Obie są, bywają obecnie deklarowane. Mamy radość z „my” i mamy satysfakcję z „ja” podporządkowującego sobie wszystko wokół.

Mamy możliwość „spalić się” w procesie życia lub kurczowo do siebie przywrzeć, zamrażać się w komorach z ciekłym azotem, przedłużać życie za wszelką możliwą cenę i każdym możliwym kosztem.

To są wszystko wybory fundamentalne. Te wybory niosą z pewnością jakieś owoce. Część z tych owoców znamy, części nie. Dziś gdy religią świata stała się konsumpcja i egoizm, wykwity antyrodzicielskie są propagowane i pchane ludziom przed oczy. Rośnie poziom samotności, frustracji i nieszczęścia mierzony i mierzalny na szereg sposób w nowoczesnych społeczeństwach. Media na ludziach żerują. Chca ich wykorzystać albo wcale ich nie chcą, bo media realizują takie czy inne polityki.

Życie, Bóg sobie poradzi. Jakich środków do tego użyje – nie wiadomo. Może lepiej jednak mu pomóc niż się przeciwstawiać w przywarciu do samego siebie, do swoje, do ja, do moje, do więcej, do chcę. Wszystko będzie dobrze. „My – możemy umierać” – {LINK}.

 


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.