Wyznanie skruszonego grzesznika

Udostępnij dalej

Zgrzeszyłem, przyznaję. Szczerze mówiąc to – wielokrotnie. Miało to miejsce… wczoraj, w godzinach zarówno przedpołudniowych jak i popołudniu oraz wieczorem. Robiłem to bez zastanowienia, choć przyznam, przecież, była myśl, jakieś ostrzeżenie – że tak nie powinno się, że prawo tego zabrania.

Zgrzeszyłem łamaniem przepisów prawa. Ksiądz uczył nas kiedyś, że łamanie prawa to grzech, jeśli prawo nie sprzeciwia się prawu bożemu, a w jaki sposób prawo ruchu drogowego może wejść w konflikt z bożymi przepisami ? Nie może, to oczywiste.

No więc na niektórych terenach zabudowanych przekraczałem dopuszczalną prędkość o …ścia, a nawet tak, tak …dzieści kilometrów na godzinę. Stworzyłem w ten sposób zagrożenie dla samego siebie i wszystkich obywateli, którzy potencjalnie mogli ucierpieć na skutek mojej lekkomyślności, albo raczej perfidnego egoizmu.

Na swoje usprawiedliwienie chciałbym podać aspekt społeczny. Nie widziałem nikogo, kto by jechał przez owe tereny z dopuszczalną prędkością. Co więcej, inni jeździli szybciej ode mnie. Jednak tylko mojemu wrodzonemu przywiązaniu do wygody zawdzięczać należy, że nie nadążałem za tymi, których tempo jazdy zmuszało do trzymania się kierownicy na zakrętach – taka była siła odśrodkowa.

Zrobiłem to także na, obłożonym ograniczeniem do 50km/h, odcinku remontowanej drogi. Remontowane (chyba) były pobocza bowiem stały na nich takie biało czerwone słupki. Z jednej strony cyniczny umysł podpowiadał, że to dla ochrony tych słupków, z drugiej zaś przecież wiedziałem – że to dla ochrony mnie samego i innych użytkowników drogi. Bo choć na drogach bez żadnego pobocz, z drzewami po obu stronach, takich ograniczeń nie ma, to nie zaszkodzi ostrożności.

Także ostrożności, jakże przecież chwalebnej zawdzięczać należy wszystkie ograniczenia prędkości. Sam słyszałem przejmujące wyznanie WPO (wysoko postawionej osoby), że jeśli choć jedno życie może być uratowane dzięki ograniczaniu prędkości to warto to zrobić. I proszę mi tu nie mówić, że to droga by wprowadzić 40km/h na terenie zabudowanym.

Na koniec linia ciągła. Tak, przekroczyłem. Oczywiście, że mogłem jechać za traktorem najbliższe 2 kilometry. Nic by mi się nie stało. Włos z głowy by mi nie spadł. No … najwyżej bym trochę osiwiał, ale to dodaje tylko uroku w oczach kobiet. Więc lekkomyślnie i egoistycznie, wyprzedziłem.

Ostatecznie gdy patrzę na te wszystkie swoje przestępstwa przychodzi mi na myśl przygnębiające pytanie. Gdzie my jesteśmy? Co się z nami stało? Przecież 90% użytkowników dróg, w przypadku braku fotoradaru albo wygłodniałego policjanta z suszarką, jedzie przez teren zabudowany co najmniej 70 km/h ach… żeby tylko. Notorycznie wyprzedzają licznych rowerzystów i maszyny rolnicze, niemal bez zwracania uwagi na linie na jezdni. Przecież w ten sposób łamiemy jako społeczeństwo przepisy prawa! Żyjemy i funkcjonujemy obok prawa, albo wbrew niemu, właściwie wbrew Państwu.

Tłumaczenia, że drogi krajowe są często jedyną drogą w okolicy, przez co rolnicy do prac polowych oraz w zwykłych sprawach poruszają się po nich swoimi maszynami, albo używają rowerów, jest nie na miejscu. Równie niedopuszczalne są uwagi, że częstokroć droga między miastami wojewódzkimi na ponad 50% swoich odcinków posiada oznaczenie „Teren zabudowany”. Jak się nie ma tego co się lubi, to się lubi to co się ma.

Narzekania na stan dróg są już najmniej przekonywujące. Jazda po dziurach powinna być wolniejsza, a drogowcy co raz to kładą nowe odcinki nawierzchni zakończone miłym 3-4 centymetrowym progiem, najechanie na który z dopuszczalną prędkością 90 km/h skłania do refleksji na słowem „dopuszczalna”.

Jak więc podróżować i być w zgodzie z prawem? Jak uniknąć „społecznej presji” łamania przepisów, gdy przy prędkości 50km/h samochód z tyłu zaczyna świecić drogowymi, a przez CB radio płyną radosne wyznania na temat stanu umysłowego takiego użytkownika dróg?

Jest rozwiązanie – jeździjmy pociągami! Co prawda właśnie zlikwidowano szereg połączeń inter-regio, ale pociąg nie łamie przepisów, choć ostatnio ciągle notorycznie się spóźnia…


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *