„ALL IS LOST”

Udostępnij dalej

„ALL IS LOST”

 

Wszystko się kiedyś kończy. Nasze walki, starania, nasza dzielność i niezłomność. – Amen – brzmi w końcowej piosence. Jakoś pasuje ona do Roberta Redforda, do tych wszystkich przygód, do tej whisky, słońca i rekinów krążących w błękicie.

W sumie jest to film bez słów i bez słów się obywa. Trywialna katastrofa, niezłomny mężczyzna. Żywioły natury i świata. Całkiem jak w życiu każdego z nas. Wraz z kolejnymi huśtawkami wywracającymi wszystko do góry nogami, widz jest uwodzony, obrazem i dźwiękiem. Zapomina o słowach, brzmią jak nieproszeni goście, tylko kilka, przez radiostację.

I ostatecznie mija go wszystko. Wielkie statki, ludzie. „All is lost” – wszystko stracone – unosi się zamknięte w słoiku. Bo szkoda, tego wszystkiego, co tracimy z naszym odejściem. Tej miłości, tych bliskości, tego zapału, tego wszystkiego, co nazywamy naszym życiem. A ocean ciemności wydaje się nie mieć dna.

Oddzielają nas od niego, jak bohatera filmu, cienkie powierzchnie naszego świata. Tego, w którym się urządzamy, konserwujemy, bronimy zaciekle, przegrywając… Bo koniec jest przecież pewny. „Walczyłem” – pisze Redford (w filmie nie występuje pod jakimś imieniem postaci). I chyba to „Walczyłem” też jest ważne. W tej mieszance kataklizmów i cudowności, osuwający się z każdym dniem w ocean, – walczymy.

To nie prawda, że wszystko stracone, choć to prawda, że nic nas od tej głębi nie uchroni. – Walczyłem do końca. Nie jestem pewien, czy warto było, ale mam nadzieję, że tak – padają słowa rozbitka na początku filmu. I chyba to jedno pytanie film stawia przed każdym z nas: Czy było warto? Czy walczyliśmy jak jego bohater?

Na koniec przychodzi światłość i wyciągnięta ręka. Reżyser zostawia pole do interpretacji. Cały film w sumie jest medytacyjny. Bezsłowne wydarzenia, walka przegrywającego człowieka, nieziemskie, piękne obrazy natury i ta muzyka. Obraz artystyczny i ascetyczny. Zapadający w pamięć. Zostawiający ślad, tak jak nasze życie, w życiu tym większym. Wszystkich innych ludzi. I może jeszcze większym. W Życiu, które przekracza nasze własne, które kiedyś – miejmy nadzieję – wyciągnie do nas swoją rękę, zabierając nas w jasność, jak bohatera tego niezwykłego filmu.


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *