Dlaczego wybory nie odnoszą skutku czyli ciemna strona polityki.

Udostępnij dalej

Po wielokroć słyszanym utyskiwaniom „Te wybory i tak nic nie zmienią” wypada oddać rację. Nie w takim zakresie, iżby wybory nie zmieniały nic. Ale w takim, że nie zmieniają one zasadniczo – nic istotnego. Nic istotnego w życiu państwa i nic istotnego w życiu obywatela, który z wypiekami na twarzy, albo z wyrazem znudzenia wrzuca kartkę wyborczą.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wybory tak niewiele (lub zgoła nic) nie zmieniają w rzeczywistości życia państwa i obywateli. Obserwując bieg zdarzeń, odnosi się wrażenie jakby realne życie polityczne biegło gdzieś obok, procesów demokratycznych, procedur wyborczych. Jakby jakieś niewidoczne młyńskie koła mełły rzeczywistość polityczną niezależnie od decyzji obywateli wyrażanych kartkami do głosowania.

Czy zatem poprawny jest posiadany przez nas obraz, że to my sami wpływamy na polityków poprzez wybieranie ich lub nie, do politycznych instytucji przedstawicielskich. Dlaczego politycy jako warstwa zdają się tylko w ograniczonym zakresie kierować opiniami i interesami tych, którzy decydują o ich bycie lub nie bycie politycznym?

Otóż najprościej jest założyć, że polityk jako osoba wykonująca pewien zawód, pełniąca pewną funkcję, w swoich decyzjach i zachowaniu kieruje się swoim interesem (tak wiem dla nich liczy się tylko ojczyzna itd.). Zatem muszą istnieć inne podmioty aniżeli głosujący obywatele, które wpływają na „interes polityka”. Te inne podmioty to ciemna strona polityki. Nie jest ona ciemna, ze względu na negatywne etyczne konotacje. Jest raczej ciemna jak ciemna strona księżyca. Niezauważana. Niemal – niewidoczna. Gdybyśmy na co dzień wiedzieli i zdawali sobie sprawę, kto i w jakim zakresie ma wpływ na los polityków, o ileż łatwiej byłoby zrozumieć bieg spraw i przewidzieć skutek naszych działań.

Zatem od kogo zależą politycy jak pewna warstwa społeczna.

1. Od mediów.

„Czym się różni polityk od muchy?” – brzmi popularne pytanie. „Niczym” – brzmi odpowiedź. „Jedno i drugie można zabić gazetą”. W Polsce mamy tego wiele przykładów (patrz Romuald Szeremietiew i „Rzeczpospolita”). Media decydują tak naprawdę o być albo nie być polityka, znacznie bardziej aniżeli wyborcy. Stąd właściciele mediów, wynajęci przez nich redaktorzy naczelni i programowi – są rzeczywistymi politykami. To oni bezpośrednio oddziałują na politykę, kształtując postawy polityków oraz skład klasy politycznej.

2. Od lobbystów.

Wg. różnych szacunków w Brukseli, w otoczeniu instytucji UE pracuje ok. 20 000 lobbystów (słownie dwadzieścia tysięcy). Liczby te są różne w zależności od kraju i instytucji ale mówią jedno. To jest sfera lukratywnych usług. Lobbyści zajmują się z samej definicji – wpływaniem na polityków. Serio. Oni się zajmują wpływaniem na polityków. Gdy tymczasem obywatele tym się nie zajmują (między innymi dlatego, bo nikt im za to nie płaci). Mamy więc jawny (ale nie zauważany) mechanizm niedemokratycznego wpływu na polityków. Na czymże polega ten wpływ. Lobbyści będą nam wpierać, że na „przekonywaniu” do racji „za pomocą argumentów intelektualnych”. Śmiechu warte? Gorzkiego? Tak więc po drugie los polityka zależy od zawierania pomyślnych układów z lobbystami. Oczywiście tymi, którzy wpływają w ten sposób na politykę, nie są bynajmniej lobbiści, ale ci co ich finansują. Nazwisk właścicieli fortun, którzy za pomocą lobbystów, kształtują zachowania polityków nie poznamy. Znajdują się one na ciemnej stronie polityki.

3. Od rynków finansowych.

Enigmatycznie określana sfera, mam tu na myśli rynki finansowe, oznacza de facto wielką prywatną bankowość i sektor finansowy. W aktualnych warunkach instytucje te są wierzycielami większości państw. Ukształtowany model funkcjonowania wymaga od Państw, stałego dalszego zadłużania się (emisji obligacji), o którego oprocentowaniu decydują rynki finansowe. Decydują one także o ilości pieniądza w obiegu danego kraju, bo emitują go na podstawie systemu rezerwy częściowej. Stąd w znacznym stopniu realnie decydują o funkcjonowaniu gospodarki współczesnych państw. Tego wpływu politycy nie mogą pomijać.

Stąd kartka wyborcza zaczyna jawić się jako dokument mało poważny. Jako element ogłupiającego teatru, którego jedynym celem jest wytworzenie u głosujących przekonania, iż oni sami są autorami politycznej rzeczywistości, w której żyją. Jest to oczywiście wniosek przesadzony. Istnieją przykłady świadczące o tym, że nie w pełni prawdziwy. Czy wolno nam go jednak, tak po prostu – zignorować?


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *