Czy Polska jest już krajem głupców?

Udostępnij dalej

wallpoper.com

Ludzie głupi są jak ślepi, robią różne rzeczy, które innym i im samym nieustannie przynoszą szkody. Głupiec ma ten problem, że nie jest świadom własnej głupoty, zupełnie odwrotnie, im człowiek głupszy, tym bardziej pewny swojej wiedzy i racji.

Proces ogłupiania społeczeństwa jest konsekwentny, rozciągnięty na dekady przynosi, jak się wydaje, zamierzone owoce. Oto Najwyższa Izba Kontroli wnioskuje do Ministerstwa Edukacji Narodowej o rezygnację z powszechnego egzaminowania na maturze, znajomości matematyki. MEN odmawia. Przyjrzyjmy się argumentom obu stron:

Argumentacja NIK:

  1. Uczniowie mają słabe wyniki z matematyki:
    –  „w latach 2015 – 2017 średnio co szósty uczeń nie zdał matury z matematyki”
    – oceny jedynie dopuszczające, a więc 2 mieli uczniowie szkół: 10% podstawówek, 23% gimnazjów, 42% ponad gimnazjalnych
  2. Uczniowie mają z matematyką większe problemy niż z pozostałymi przedmiotami, bowiem średni wynik egzaminu maturalnego z matematyki w latach 2015 – 2017 wyniósł 55 proc., podczas gdy z języka polskiego – 60 proc., a z języka angielskiego – 73 proc.
  3. Proces nauczania matematyki ma wady:
    – Nauczyciele nie dzielą klas na grupy w zależności od umiejętności matematycznych.
    –  Nauczyciele nie dostosowują zadań i tempa pracy na lekcji do możliwości uczniów.
    – W ocenie NIK, w szkołach brakuje także odpowiedniego wyposażenia sal lekcyjnych.
    – W 85 proc. zbadanych szkół nauczyciele, choć mieli takie prawo, nie skorzystali z możliwości opracowania własnych programów nauczania. Korzystali wyłącznie ze sposobu realizacji programu zaproponowanego przez wydawnictwa oświatowe w ich książkach.

Argumentacja MEN:

  1. Zniszczyłoby obiektywne i porównywalne w skali kraju narzędzie rekrutacyjne polskich szkół wyższych
  2. Matematyka uczy logicznego myślenia i je porządkuje, co ułatwia rozwiązywanie problemów, a przede wszystkim – rozwija wyobraźnię. Umiejętności kształcone głównie w ramach zajęć z matematyki są niezbędne do rozwiązywania problemów w wielu dziedzinach i dyscyplinach naukowych takich jak: medycyna, inżynieria, biznes i ekonomia czy informatyka.
  3. Trudno dostrzec, jak obowiązkowa matura z matematyki mogłaby, choćby w najmniejszym stopniu, przeszkadzać w doskonaleniu procesu nauczania matematyki.
  4. MEN planuje „rozwijanie kompetencji innowacyjnych uczniów, m.in. przez stosowanie innowacyjnych metod nauczania, jak np. metoda projektu, a także wykorzystywanie w szkole nowych technologii od najmłodszych klas.”
  5. „Minister edukacji narodowej widzi konieczność wspierania metodycznego nauczycieli matematyki. Dostęp nauczycieli do doradztwa metodycznego był dotąd bardzo nierównomierny zarówno ze względu na liczbę nauczycieli przypadających na jednego doradcę”

W tym sporze NIK występuje w roli wariata, a MEN niechcący powie czasem coś do rzeczy. Kluczowy jest jednak SŁOŃ w składzie porcelany, czyli ukryta przed wszystkimi oczywistość, która zmienia obraz rzeczywistości. Owa oczywistość, o której się nie mówi, to fakt, że dawniej POZIOM UMIEJĘTNOŚCI MATEMATYCZNYCH BYŁ WYŻSZY!

Nie było programów innowacyjnych, książek tonami drukowanych, chodzi o tzw. „ćwiczenia”. Nie było doradców metodycznych i matematycznych dla nauczycieli. Nie było, prawie jak u Kononowicza, NIC. Był nauczyciel, który miał za zadanie nauczyć matematyki i był uczeń, który miał za zadanie nauczyć się matematyki i… basta. Koniec kropka.

Dziś mamy ucznia, którego zadaniem jest zaspokajać własne poczucie godności oraz realizować swą osobowość w szkole, która to osobowość pod byle pozorem jest ciężko poszkodowana, stąd nauczycielowi z grubsza nic nie wolno. Mamy też nauczyciela, którego zadaniem jest zaspokajanie własnego poczucia godności, przeżywanie niewystarczającego  – do w pełni godnego życia – ostatnio podniesionego uposażenia, litowanie się nad przeciążeniem pracą, obowiązkami i sytuacją.

Z sytuacji, gdzie podstawową rzeczywistością była powinność i obowiązek, przeszliśmy do czasu, gdzie najważniejsze jest egoistyczne nastawienie na SIEBIE. I to zarówno u nauczycieli jak i uczniów. Uczeni jesteśmy agresywnego egoizmu. Całe życie społeczne na nim się opiera, na egoistycznych zachowaniach grup społecznych, wskutek których czerpią one korzyści. W zachowaniach indywidualnych zysk najłatwiejszą drogą, a więc roszczeń, agresji, wymuszeń itp. też stał się normą.

Postulat NIK, który celnie skomentował MEN, by zrezygnować z egzaminu z matematyki, bo wyniki tego egzaminu są niskie, jest dowodem na to, że ludzie w tej instytucji są głupkami. Cofnięcie bowiem egzaminu, w żaden sposób nie zmieni niskich umiejętności uczniów. Co więcej, mogą one łatwo ulec dalszemu pogorszeniu, bo nie będzie wiadomo jakie są.

Jeśli dawniej poziom umiejętności matematycznych wśród uczniów był wyższy, to postulaty NIK o dzieleniu klas na grupy czy doposażaniu sal są idiotyczne. Takich podziałów nie było, a wyposażenie sal za PRLu było tekturowe. Sami kleiliśmy modele prostopadłościanów, ostrosłupów itp. To nie ma żadnego związku. Liczy się zaangażowanie nauczyciela i ucznia.

Krytyka NIK, że nauczyciele źle uczą i nie stosują autorskich programów w miejsce ministerialnych jest kolejnym przykładem głupoty osób formułujących zalecenia w imieniu tej instytucji. Przecież, gdyby nauczyciel stosował własny, autorski program nauczania matematyki i miał takie same, czyli mierne i złe, wyniki jak przy stosowaniu programu ministerialnego, to poniósłby poważne konsekwencje. Wszyscy by się na niego rzucili. Aż taki głupi to żaden nauczyciel nie jest, bo każdy wie, że w pracy, to trzeba dbać o siebie i pracę, a nie o jej efekty.

MEN z kolei wygłupia się z powszechnym narzędziem rekrutacyjnym, bo przecież w całym szeregu kierunków studiów wyższych, matematyka jest do niczego niepotrzebna. Jeśli nauczyciele matematyki nie potrafią jej dobrze uczyć, tylko potrzebują doradców z ministerstwa, to pora wyjeżdżać na kasztany, a wprowadzanie innowacyjnych metod – gdy drzewniej skuteczna była tablica, zeszyt, długopis i wiedza, że trzeba się tego nauczyć – jest kolejnym wstawianiem kitu.

To światopoglądowo-osobowościowe przesłanki decydują o efektywności procesu nauczania. Gdy nastawiony egoistycznie nauczyciel, wiem, wiem, to nieprawda, i nastawiony egoistycznie uczeń spotykają się w szkole, na zasadzie rynkowego kontraktu, to figa z tego wychodzi, społeczeństwo głupieje. Potem, szamoce się w polityce, w historii, niezdolne do podejścia racjonalnego, napchane niewiedzą i emocjami, wolne od realnej moralności, prawdziwych a nie pozornych wartości, ponosi ciągłe straty i szkody. Ktoś by powiedział i dobrze mu tak. Ja tak nie powiem.


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *