37 dni na poście Zbyszka wg Dąbrowskiej czyli dlaczego warto pościć

Udostępnij dalej

MedonetZdrowie5 aspektów diety dr Dąbrowskiej, które niepokoją lekarzy  Data publikacji: 08.09.2017, 11:12 5 faktów diety dr Dąbrowskiej, które niepokoją lekarzy Spektakularne metamorfozy gwiazd, korzystny wpływ na zdrowie, rewolucyjne podejście do odżywania – dieta opracowana przez doktor Dąbrowską wydaje się najlepszym sposobem na utratę zbędnych kilogramów. Ale czy na pewno? W odpowiedzi na to pytanie pomaga nam dietetyk Małgorzata Stankiewicz. Dieta dr Dąbrowskiej Fot. Shutterstock / monticello

 

A więc to już koniec. Wczoraj, trzydziestego ósmego dnia od tego,w  którym zacząłem pościć, zjadłem „coś innego”, rozpoczynając proces „wychodzenia” z postu.

Nie zamierzałem pościć 37 dni. Chciałem jeden, jeden dzień. Następnego dnia znów jeden. I tak ten jeden zaczął się powtarzać, rozciągać. Ja z kolei, zacząłem w niego wrastać. Pobrataliśmy się tak jakoś, on stał się częścią mnie, ja częścią jego. Może tak w życiu jest, że się jakoś przenikamy z jego okolicznościami, okolicami, drzewami, domami, ludźmi, losami. Może wszystko przesycamy naszą obecnością i jednocześnie sami nasiąkamy ludźmi, ich bólem i śmiechem, polityką, oczami psa, który wieczorem wskoczy na łóżko i patrzy pytająco.

Więc ten post mi się w sumie spodobał. Jak się rzekło, zaprzyjaźniliśmy się. Ale… człowiek potrzebuje odmiany i chyba ta właśnie potrzeba popchnęła mnie do przodu. Nie miałem problemów z tą dietą. Nic mnie nie bolało, nic nie dokuczało. Odwrotnie, wszystko było „jak się patrzy”. Ale… ileż można.

Więc wczoraj polałem tartą marchewkę łyżką oliwy z Lidla, wiem, powinienem napisać, że z oliwek i to extra, i bio, i w ogóle, i w szczególe. Posypałem ziarnami słonecznika i… zjadłem. No ale wróćmy do postu i jego merytorycznej oceny:

Dlaczego 1 dniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej, a nie po prostu post lub dieta Dąbrowskiej?

Fundamentalna różnica jest głównie w zamiarze. Osoby podejmujące decyzję o takiej diecie i poście zadają sobie najczęściej takie pytania: Ile mam pościć? Jak długo dam radę? Czy to w ogóle możliwe?

Ja naprawdę zdecydowałem się pościć jeden dzień. Podejść do tego spontanicznie. Obserwować organizm i siebie, i następnego dnia decydować, co dalej. To zdejmuje cały bagaż niepewności, napięcia, obaw, przed „porażką”, obaw „czy dam radę”, obaw „co to będzie”. Jeden dzień każdy da radę, a potem się zobaczy. Ja tak patrzyłem i patrzyłem aż… trochę mi się znudziło, bo dla mnie post, to była pewna przygoda i tak… zabawa.

Drugą różnicą pomiędzy moim postem a dokładną dietą Dąbrowskiej było to, że nie liczyłem kalorii. Mnóstwo osób, bierze do ręki książkę pani doktor, aplikację lub stronę internetową i zaczyna: jabłko tyle gram = tyle kalorii, tyle gram kapusty, selera kalafiora = tyle kalorii. Naprawdę? Serio?

Ja myślę, że tak można, jeśli post ma cel medyczny. Ale u mnie nie miał. Był trochę nieodpowiedzialną przygodą. A może właśnie odpowiedzialną. W miejsce dokładnego przyglądania się zaleceniom, ja wziąłem sobie do serca zasady ogólne i przyglądanie się efektom.

 

Co jadłem przez 37 dni?

Generalnie jadłem dwa posiłki dziennie, śniadanie i obiadokolację. Wyłącznie niektóre warzywa oraz wybrane owoce w niewielkich ilościach. Piłem herbaty z ziółek i używałem przypraw. Oto spis:

Warzywa na surowo: marchew, pomidor, ogórek, jarmuż, szpinak, papryka, natka pietruszki, cebula, czosnek, rzodkiewka.

Warzywa na parze i pieczone: kalafior, brokuły, papryka, cebula, seler, burak, marchew, pietruszka, dynia (b. małe ilości), kapusta.

Kiszonki: Ogórki. Zakwas z buraków.

Owoce: Jabłka, grapefruity, cytryny, kiwi. (W niewielkich ilościach np. 1/4 lub max 1/2 grapefruita dziennie).

Przekąski do obiadu: Suszone pomidory.

Desery: Jednak sporadycznie – jabłko duszone lub pieczone z cynamonem.

Herbata: Mieszanka suszonych liści pokrzywy, mięty i skrzypu.

Przyprawy: Curry (takie bez cukru), kurkuma, rzadko sól.

 

Jak smakuje jedzenie na poście Dąbrowskiej?

Generalnie smakuje gorzej niż to jedzenie przed postem. Oczywiście, że są fajerwerki jak pieczone jabłko z cynamonem, po których „niebo w gębie”. Jednak powiedzmy sobie prawdę, przy tradycyjnym sposobie życia jedzenie to źródło przyjemności. Przepisy, składniki, cały wysiłek przemysłu spożywczego idzie w tym kierunku, żebyśmy przeżywali przyjemność z jedzenia.

Więc tej przyjemności, w takim zakresie – już nie będzie. Marchewka z surową cebulą jest pyszna, ale już moja próba zjedzenia brokułu na surowo zakończyła się jednodniowymi poważnymi nudnościami.

Jedzenie na poście Dąbrowskiej jest za to bardzo kolorowe. Nawet jeśli to nie będzie twoim celem, to talerz będzie się mienił kolorami, bo takie są właśnie warzywa. Trzeba eksperymentować i sprawdzać jakie warzywa w jakiej postaci najbardziej nam smakują. To się może zmieniać nawet z postu, na post. Przy odrobinie cierpliwości można dojść do stanu, gdzie przez większość czasu, będziemy jeść z zadowoleniem i bez problemów.

Jakie są minusy postu Dąbrowskiej?

Do wad zaliczyłbym wspomniany powyżej smak jedzenia. Pomimo cierpliwości, inwencji i konsekwencji, były takie dni, kiedy warzywka musiałem wpychać sobie do gardła obcasem buta prawej nogi, tak nie chciały wejść. Po tym wepchnięciu, myślałem, że zaraz „z powrotem”. Na szczęście – dałem radę.

Wadą jest też okres wstępny. Z reguły trwa on trzy dni, u mnie tym razem było ich aż pięć. W tym wstępnym okresie czujemy się raczej źle. Organizm jest w szoku i śle nam sygnały, że zaraz koniec. To nieprawda. To trzeba przeczekać inteligentnie. Co to znaczy inteligentnie? To znaczy, że w ciągu tych pierwszych trzech dni, nie należy wykonywać intensywnego wysiłku fizycznego, nie przemęczać się.

O innych niedogodnościach trzeba poczytać na internecie lub popytać tych, co pościli. Ja ich nie doświadczyłem oprócz niewielkiego drgania mięśni, ale to po 28 dniach i rozpoczętą suplementację cytrynianem magnezu odpuściłem przed końcem postu, bo nie było takiej potrzeby.

Można, i warto, znaleźć w internecie szereg informacji o szkodliwości diety Dąbrowskiej. Widziałem, przeczytałem. W mojej ocenie są one nieistotne, naciągane i często błędne. No ale mogę się mylić. Ponadto, jak szukasz pełni bezpieczeństwa – nic nie rób. Bezpiecznie… już nie powiem co.

 

Jakie są korzyści postu Dąbrowskiej?

Poprawa nastroju.
Paradoksalnie i wbrew potocznym oczekiwaniom, za największe korzyści postu Dąbrowskiej uznałbym pozytywne zmiany w sferze emocjonalnej. Prawdopodobnie jest cały szereg czynników wpływających na zmianę emocjonalności w trakcie tego postu. Będą to czynniki biochemiczne, obcięcie pewnych substancji stale spożywanych, obfitość innych powodować mogą zmiany w gospodarce hormonalnej i innej organizmu. Będą też czynniki funkcjonalno-percepcyjne, a więc doświadczenie przez poszczącego, że ma wpływ na własny organizm, że może „coś ze sobą zrobić”. Jedną z przyczyn depresji jest poczucie bezradności i niemocy. Post działa więc jako „antydepresant” 🙂 Szerzej pisałem o tym {TUTAJ}.

Spadek wagi.
Wiele osób podejmuje taki post w celu pozbycia się zbędnych kilogramów. I tu pojawia się pytanie o czas po poście. W wielu przypadkach, waga z powrotem „wraca”, jakby miała nogi i koniecznie chciała mieszkać z nami. Wypędzona ostrym postem, przylatuje pod dom i czyha dniem i nocą, patrząc w rozświetlone okna, jak tu tylko wślizgnąć się do środka. Ale… myślę, że nawet jeśli z powrotem waga wróci to i tak – warto. Dieta Dąbrowskiej w zakresie likwidowania nadwagi jest bardzo skuteczna. Po niej zaś, łatwiej przestawić się na umiarkowane i zdrowsze żywienie.

Podniesienie sprawności psychofizycznej.
Jednym z najbardziej niewiarygodnych, acz doświadczalnych przez każdego poszczącego, skutków postu Dąbrowskiej, jest ogólny wzrost sprawności fizycznej i psychicznej w jego trakcie. Jest to efekt dokładnie przeciwny intuicyjnemu postrzeganiu postu.

– Próbowałem przepościć jeden dzień – powie ktoś – wiesz jak się czułem?

Tymczasem tuż po okresie przejściowym (w większości przypadków 3 dni), osoby poszczące zaczynają doświadczać nieoczekiwanego „zastrzyku energii”. Głowa staje się jasna, myśli się szybko i wyraźnie. Nogi – same człowieka niosą i dystanse, dawniej znaczone cierpieniem i zmęczeniem, teraz są spokojnie i bez tych negatywnych objawów pokonywane. Sam po miesiącu takiego postu wyszedłem na spacer i w dobrej formie, bez objawów wyczerpania, bólu czy zmęczenia przeszedłem 30 kilometrów, nie odpoczywając po drodze. Można? Można.

Osoby poszczące relacjonują pewnego rodzaju eksplozje energii jakiej doświadczają. W moim przypadku mogę powiedzieć o stałej wyraźnie podniesionej sprawności i odporności na zmęczenie, zarówno w sferze fizycznej jak i tej umysłowej.

Oczyszczenie organizmu.
Na temat oczyszczenia organizmu nie wiele mi wiadomo, bo nie zaczynałem tej diety z jakimiś bolączkami do usunięcia. Na zdrowy rozum, organizm się oczyszcza. Ponadto jest cała masa informacji (książki p. Dąbrowskiej) oraz relacji, o oczyszczającej funkcji postu. Funkcję tę podaje się często jako podstawową.

Poprawa zdrowia.
Tu również nie będę autorytetem. Ludzie podejmują tę dietę, robiąc sobie szereg badań, gromadząc ich wyniki, mając pewne bolączki do usunięcia. Ja zrobiłem to trochę dla fantazji i z wkurzenia na swoją żarłoczność, która niestety przyniosła mi już zbyt wiele kilogramów.

Myślę, że sama likwidacja „brzucha”, to już jest pozytywny efekt zdrowotny, bo wiele niedomagań, ma swoje źródło właśnie w nadmiernej wadze. Poza tym duża ilość osób dzieli się pozytywnymi skutkami zdrowotnymi tej diety. Powszechność tych „zeznań” wskazuje na ich autentyczność i prawdziwość.

 

3 mity związane z poszczeniem wg Dąbrowskiej.

1. Będzie mi się chciało jeść.

Nie nie będzie. Nie będziesz głodny. Możesz się spodziewać zjawiska odwrotnego, będziesz czasem się musiał zmuszać do jedzenia!

2. Będę zmęczony i bez sił.

Nie nie będziesz. Będzie dokładnie odwrotnie. Będziesz miał więcej energii i sił. Oczywiście dopiero po okresie przestawienia organizmu w tryb tego postu, tj. po ok 3 dniach.

3. To nie dla mnie.

To jest dla ciebie. Możesz po prostu spróbować od jednego dnia. Okres do 14 dni jest, myślę, całkowicie bezpieczny. Pozwoli ci doświadczyć „cudu odżywiania wewnętrznego”, zastrzyku energii, pozytywnego nastroju i utraty kilku zbędnych kilogramów wagi.

 

Mechanika postu Dąbrowskiej.

Tu trzeba by poczytać naukowe książki w tym samej pani doktor. Moje wyjaśnienie może być kompletnie błędne i laickie. Ale może wcale nie. Więc je przytaczam:

Organizm w warunkach współczesnego życia używa jako „paliwa” głównie węglowodanów. Naszym problemem jest to, że niektóre węglowodany generują w naszym mózgu bardzo pozytywne odczucia i emocje. Chodzi o cukier (glukoza+fruktoza) oraz mąkę (głównie pszenną). Obie substancje silnie podnoszą poziom cukru we krwi (mąka bardziej), na co organizm reaguje wyrzutem insuliny. Insulina powoduje dwa skutki jednocześnie otwiera kanał wlotowy do magazynu tłuszczu w organizmie i zamyka kanał wylotowy z tego magazynu. Więc cukier zostaje przetworzony w tkankę tłuszczową.

Wraz z rozpoczęciem postu Dąbrowskiej, dostawa węglowodanów nie pozwala na funkcjonowanie organizmu, gdyż stanowi ok 1/5 – 1/3 zapotrzebowania na energię i, co ważne, nie ma żadnych węglowodanów silnie podnoszących poziom cukru we krwi.

Organizm przestawia się więc na inny rodzaj energii, to znaczy na tłuszcze. Nazywa się to ponoć „ketony”. Z racji braku tłuszczu w pożywieniu oraz niskiego poziomu insuliny dostępny dla spalania staje się tłuszcz zgromadzony w naszym brzuszku, biodrach itd. I zaczyna się… spalanie. Czas postu staje się więc czasem, w którym organizm pali głównie ketony i to pochodzące z zasobów wewnętrznych. Ten proces zasilania jest, na to wygląda, efektywniejszy od zasilania węglowodanami. Stąd, poczucie większej energii, odporność na zmęczenie itd.  O diecie ketogennej, można znaleźć wiele materiałów, z tym, że będzie tam o diecie polegającej na produkcji „ketonów”, ze spożywanych tłuszczów.

 

Podsumowanie i moja ogólna ocena postu Dąbrowskiej.

W mojej ocenie post/dieta Dąbrowskiej jest bardzo fajną praktyką, którą w zakresie 14 dni można każdemu polecić do wypróbowania. Pozytywnie wpływa na osobowość i emocje. Daje wartościowe doświadczenie tego, czym jest nasz organizm, tj. tego, że można się odżywiać zgromadzonymi zapasami tłuszczu zamiast stale dostarczanymi kaloriami z węglowodanów. Uzmysławia, że poczucie głodu jest efektem pewnych procesów biochemicznych, a nie jakimś obiektywnym odczuciem (kto wie, czy podobnie nie jest z innymi odczuciami). Pozwala na efektywną utratę wagi. Podnosi świadomość wpływu tego, co jemy, na to, jak się czujemy i jak żyjemy. Na czas postu, podnosi sprawność psychofizyczną. Owszem niedogodnościami są: rezygnacja z pączków, smażonego boczku, ciepłych bułeczek „prosto z pieca” oraz konieczność przejścia okresu adaptacyjnego, ale korzyści zdecydowanie przeważają. Warto spróbować samemu. To proste. To łatwe. To ciekawe. To… jest możliwe dla Ciebie 🙂

 


Reszta relacji z mojego postu {TUTAJ}


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *