1 dniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej #10 – popijam

Udostępnij dalej

1 dniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej #10 – popijam


Niestety zacząłem popijać. Nie wiem, co się na to złożyło. Pewnie jak zwykle depresja. Niskie stany. Ciemne kolory, w których widzę życie, to, co było, to, co będzie. Wszystko na nic. Ludzi, jakby brak, chociaż przecież są.

Opublikowali informację, że Irena Dziedzic zmarła. Strasznie popularna kiedyś była, gwiazda telewizji. Lubiłem jej programy. Sława na kraj. Serio. Przez dwa miesiące nikt się nie zgłosił po ciało. Bo i po co. Kogo ona obchodzi? Kogo my obchodzimy? Czy obchodzimy siebie nawzajem?

Tak mówimy. Że tak. Że obchodzimy. Ja tam się uśmiecham i rękę podaję. Ale… czy naprawdę zajmuje mnie to, co u kogoś? Czy to naprawdę, czy tylko pozory, kultura, gesty, bo tak wypada.

Więc nastrój i wszystko jakoś tak w dół. A przecież można inaczej. Można inaczej – tak sobie powtarzam, na przekór. Co jadłem?

  1. Śniadanie: Duża tarta marchewka i pół grapefruita z cynamonem.
  2. Obiad: Pieczone warzywa. Jarmuż. Natka pietruszki. Surowa papryka. Herbata z mięty, pokrzywy i skrzypu.
  3. Deser: Jabłko pieczone z cynamonem.
  4. Kolacja: Niewielka ilość pieczonych warzyw: plasterek dyni, selera, buraka plus jedno kiwi.

Samopoczucie fizyczne bardzo dobre. Jeść się w zasadzie nie chce. Ta tarta marchewka na śniadanie robi furorę. Wszystkie funkcje ciała i czaszki w porządku. Tylko, że jak napisałem na wstępie, zacząłem popijać.

Ciągnie mnie po prostu do tej butelki. Post nie post, człowiek czasem musi, inaczej się udusi. Polewam, biorę kieliszek i już, nawet zanim umoczę usta, jakoś lepiej.

Na początku miało być tylko do obiadu. Przecież tak ze 40 gram, to można. Nic się nie stanie. No wiem, że może butelkę powinienem trzymać w barku, a nie w lodówce, ale co mi tam. Zimne lepiej wchodzi. Ale na obiedzie się nie skończyło. To zawsze taka wymówka. Żeby zacząć. Godzinę później, no dobra półtorej, znów… wycieczka do butelki. Znów kieliszek napełniony, że niby będę patrzył przez balkon w tą straszną dal, co za oknem, ciągnącą się kilometrami aż po jakieś dalekie drzewa, tory, zabudowania. Jak się tak człowiek patrzy, to wzrok rozlewa się jak rzeka w tej przestrzeni i ginie człowiek i zapomina, że… jest. Więc ręka samoczynnie ten kieliszek do góry, a człowieka nie ma, tylko wykroty, wyłogi, nić rzeki, most, zimno…

Potem jakby wraca się do siebie. Już jestem tu i teraz. Już wszystko na swoim miejscu. I ta zapomniana Irena Dziedzic i ta szalejąca nienawiść dookoła, i ta straszna obcość między ludźmi. Patrzę – kieliszek pusty. Trzeba polać. Trzeba polać, żeby żyć.

Właściwie przez ten post, to już nie wiem, kim jestem. No bo zawsze myślałem, że to ciało to ja. Te prężne ramiona, ta nieskazitelnie urokliwa, ciemna cera, ten sprawny grzbiet i nogi, po potrafią tysiącami kilometrów człowieka nieść, gdzie tylko chyba zamarzy.

Ale ten post mi mówi, że to ciało, to wcale nie ja. Że ja się tylko jakoś w nim zainstalowałem. Że to maszyna, która ma swoje tryby i trybiki, mechanizmy i sposoby funkcjonowania. Działa sobie zupełnie samodzielnie i jakby mnie nie było, albo ktoś inny był w moje miejsce, to też by sobie działała.

Chyba tylko ten zakwas nas jakoś może połączyć, pogodzić, zgodzić. Ma dziwny kolor. Właściwie jak czerwony atrament. Taki atrament nigdy nie był czerwony, tylko takim złamaniem fioletu. No więc jest tak czerwony, że fioletowy. Zapach nie nastraja, ale po pierwszym łyku chce się więcej i więcej. Produkt natury, w sztucznym do bólu świecie.

Więc trzymam go w butelce w lodówce. Wyszło trochę ponad litr z dwu i półlitrowego słoika. Zero pleśni, sama natura, buraki zrobiły się jak nasiąknięta gąbka i rozpadały się, gdy je wyjmowałem.

Więc teraz sobie polewam, tę dziwną ciecz. Nieunormowaną, bez żadnych niezbędnych badań i przepisów. Zaprzepisują nas kiedyś na śmierć. Może już… nas przetwarzają w takie przewidywalne roboty, co tylko reagują na wybrane komendy? Przeważnie gryź albo szczekaj.

Więc się wypada oderwać od tego widoku za oknem. Ubrać buty, zakręcić szalik na szyi i iść. Trzeba z przyrodą się pobratać. Ze światem przeprosić. Zwierzęta pozdrowić. Póki czas. Póki jeszcze choć one, zachowały resztki naturalnego rozsądku.



Dni postu od 1 do 10 {TUTAJ}
Fajny film jaki zrobiłem o swojej książce: {TUTAJ}


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *