1 dniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej #6

Udostępnij dalej

https://www.facetikuchnia.com.pl/wp-content/uploads/2013/11/Jablka-z-cynamonem-L_01.jpg

Dzień jak co dzień wypadałoby napisać. I może to jest jakiś jasny punkt w tunelu, do którego weszliśmy z obawą, pogrążając się w ciemności, aż wreszcie to światło – nadjeżdżający z przeciwka pociąg 🙂 Żartuję.

Co jadłem?

  1. Śniadanie: Tarta marchew, jedno kiwi, ząbek czosnku.
  2. Obiad: Kalafior z parownika – sporo. Papryka czerwona na surowo. Pół cebuli. Jarmuż. Natka pietruszki. Resztki szpinaku mrożonego z poprzedniego dnia. Suszone pomidory.
  3. 1,5 godziny po obiedzie: Jabłko na surowo.
  4. Kolacja: Jabłko „pieczone” na parze oraz na patelni.

Wrażenia z jedzenia. Apel: Uważajcie z gotowaniem kalafiora. Robiłem dwie rzeczy na raz, gotowałem kalafiora na parze i jednocześnie robiłem coś na komputerze. Oczywiście. Kalafiora rozgotowałem. O matko, co za paskudztwo. Kalafior twardawy, tylko trochę podgotowany jest jednym z przyjemniejszych do jedzenia warzyw. Kalafior uparowany za bardzo, zamienia się w niesmaczną pulpę, którą z bólem potem trzeba ładować w otwór gębowy. Moi drodzy czytelnicy, różnica jest kolosalna! Nigdy nie popełniajcie takiego błędu. Gotować warzywo tylko trochę!

Suszone pomidory uratowały obiad. Bez nich pewnie nie dałbym rady zjeść tego nieprzyjemnego czegoś, co przez własny brak dbałości wyprodukowałem. Suszone pomidory są fantastyczne. W biedro 4,99. Pięćdziesiąt zeta za kilogram, ale warto.

Zupełnym objawieniem było dla mnie pieczone jabłko z cynamonem. Ludzie doradzili, spróbowałem. Odlot. Zatrzymałem się gdzieś pod sufitem, a może dalej, nie pamiętam dokładnie, bo uczucie, gdy w ustach miałem krążek jabłka posypany cynamonem i delikatnie „przypieczony” na patelni – bezcenne.

Większość jabłka zrobiłem na parze. Też pycha i bardzo dobre. W sumie to dla mnie odkrycie. Chyba pierwszy specyficznie „dietowy” element, który mnie zachwycił smakiem. To się nadaje – mam na myśli pieczone w piekarniku lub „na patelni” do podania jako deser dla gości. Kiedyś na pewno tak zrobię.

Jak się czułem?

Chyba po raz pierwszy, od kiedy zacząłem swój jednodniowy post czułem się w miarę normalnie. To znaczy – nic się nie działo. Przecierpiałem mocno tą rozgotowaną pulpę z kalafiora, ale jabłko zakończyło dzień miłym akcentem. Brak senności i objawów większego zmęczenia. Brak depresyjności. Ot, stan równowagi.

W dwóch słoikach stoi przede mną (na regale) zakwas z buraków. Pierwszy jest otwarty, nastawiony w poniedziałek. Drugi szczelnie zakręcony, nastawiony w środę. Dziś niedziela – tak dla jasności. Nie wiem kiedy próbować. Czytałem – siedem dni. To może tak zrobię.

Ten wcześniejszy i otwarty jest ciemniejszy i sporo wyleciało, bo narobiło się piany a słoik był prawie pełny. Nie wiem czy pleśnieje, bo nakryty pucharkiem. Jutro sprawdzę. Pojawia mi się tu takie pytanie o sól. Bo do obu zakwasów dodawałem sól. Sól w diecie Dąbrowskiej nie jest dozwolona, ale kiszonki ją zawierają, np. kiszone ogórki. Więc może jednak można.

Zauważyłem pojawiające się czasem pod moim adresem przejawy niechęci i przygany wyrażane w mniej lub bardziej agresywny sposób. Tak mi przyszło do głowy, że ludzie dzielą się na takich, którzy dają żyć innym i takich, którzy nie potrafią znieść, gdy inni są inni. Misją tych drugich jest skłonienie innych do myślenia, życia i postępowania wg ich własnego widzimisię, które jest oczywiście najsłuszniejszą i bywa najświętszą nawet prawdą.

Ci pierwsi też znają „prawdę” przynajmniej częściowo, też mają swoje poglądy, wartości i zasady. Jednak jeśli innym je jakoś przekazują to przez dobrą radę, dzielenie się doświadczeniem i przede wszystkim przez przykład.

Ci drudzy chcą po prostu nagiąć innych do swojej „prawdy”. Świat ludzi innych jest dla nich – zły. Trzeba go podbić, napiętnować i zaorać, razem z jego mieszkańcami, by… nasze było na wierzchu. Be bez tego – zagrożenie. Fundamentalizm idzie bardzo często w parze z zakamuflowanym, ale skrajnym, egoizmem. Broń nas Panie Boże 🙂

Więc dzielić się warto tym, co się ma dobrego. To nie zawsze musi być roześmiana gęba, bo i przykład ze smutku bywa wartościowy. Generalnie jednak warto być tym, czym chcielibyśmy być obdarzani: słońcem, wsparciem, zrozumieniem, uśmiechem, pomocą, ale – po swojemu!

W sumie, to nawet nie wiem dlaczego warto. Tak mi jakoś przyszło do głowy, na progu mojego jednodniowego postu, który zaczynam dziś po raz siódmy. No i już się czaję na to jabłko z cynamonem!


Udostępnij dalej

2 thoughts on “1 dniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej #6

  1. Ahoj przygodo!
    Codziennie przelatuję FB w poszukiwaniu Twojego wpisu, na wstępie, bo jesteśmy towarzyszami doli i niedoli, szczególnie Antoś, ktory, wypisz, wymaluj, doświadczał, takich jak Ty, uroków postu. Teraz szukam i czytam, bo jesteśmy ciekawi, jak minął Twój kolejny dzień. A dzisiaj jeszcze utażsamiamy się z dwoma ostatnimi akapitami Twojego wpisu.
    Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *