Uczta

Gdy trzydziestodwuletni Agaton, wygrał w Atenach w 416 roku przed Chrystusem, konkurs na tragedię, wydał z tego powodu ucztę. Jego sukces oklaskiwało przeszło trzydzieści tysięcy Greków, co może dać wyobrażenie o zainteresowaniu i roli jaką to parające się częstokroć wojną społeczeństwo, przywiązywało do sztuki.

Uczta przeciągnęła się na dwa dni i w drugim przybył na nią Sokrates z Arystodemosem. Arystodemos, choć nie zaproszony wcześniej przez gospodarza, przybył na ucztę pierwszy, gdyż Sokrates swoim zwyczajem gdzieś się zapodział, dyskutując na niedalekim ganku.

Gdy wszyscy już zajęli miejsca, stanął przed zebranymi istotny problem:

„Dobrze, moi Panowie – powiada Pauzaniasz – ale jakby to można sobie ułatwić to picie. Co do mnie, to powiadam wam, że doprawdy, bardzo mi jest niedobrze z tego wczorajszego pijaństwa.

Wtóruje mu Arystofanes:

„To naprawdę, Pauzaniuszu, dobrze mówisz: to, żeby sobie na każdy sposób urządzić jakąś ulgę w tym pijaństwie, bo i mnie dziś cięży łeb; wczoram pił – dzisiem kiep!”

Po dłuższej wymianie zdań na temat właściwego sposobu picia, biesiadnicy postanawiają wspaniałomyślnie acz nie przewidująco, że „przymusu żadnego nie będzie” zaś czas wypełnią pochwałami na temat Erosa.

Kolejni mówcy przed Sokratesem chcąc wywiązać się z zadania, wygłaszają mowy pochwalne na temat bóstwa miłości, chwaląc tego boga, raz za to, że najstarszy ze wszystkich, innym znowu razem za to, że najmłodszy i najdelikatniejszy. Arystofanes, który przyszedł z Sokratesem wywodzi nawet, że Eros jest wynikiem zaszłości, polegającej na tym, że „Obojnakowa płeć istniała” czyli człowiek miał cztery nogi i podwojone wszystko, zaś bogowie go przecięli na pół i dlatego ludzie na powrót łączą się ze sobą bo tęsknią za swoim stanem pierwotnym.

Jedyną interesującą myśl przed Sokratesem, zdaje się wypowiadać lekarz Eryksimachos:

„Lekarz musi umieć poprzyjaźnić z sobą i węzłem miłości powiązać najbardziej wrogie pierwiastki w ciele ludzkim.”

Przytaczając analogię z dziedziny muzyki wskazuje, że

„umiejętna muzyka stwarza harmonię z elementów różniących się zrazu wysokością, a dopiero następnie zgodzonych.”

Na koniec dyskusji (ale nie uczty) głos zabiera sam Sokrates, na użytek przedstawienia swoich poglądów na miłość ( być może dla ostrożności procesowej ) wkłada je w usta bliżej nieznanej Diotymy.

Eros jest czymś pośrednim pomiędzy człowiekiem a bogiem, a mianowicie „Wielkim duchem. Tak rozumiana miłość czyli Eros jest „tłumaczem” między bogami a ludźmi, „tylko przez niego się odbywa wszelkie obcowanie, wszelka rozmowa bogów z ludźmi.”

Diotyma zwraca uwagę Sokratesowi, że myli przedmiot miłości z miłością samą, że miłość „w najgłówniejszym znaczeniu jest to wszelkiego rodzaju dążenie do dobra i do szczęścia. Ludzie jednak nie tylko chcą posiadać owo szczęście, chcą je posiadać na zawsze, na wieczność, bez końca. Dopiero taki stan jest w pełni spełnieniem miłości. Stąd „musi człowiek i nieśmiertelności pragnąć, jeśli przedmiotem miłości jest wieczne posiadanie dobra”.

Rozdyskutowanych Ateńczyków sprowadza na ziemię, nowo przybyły Alkibiades, krewny Peryklesa, który wraz z Sokratesem brał udział w przegranych przez Ateny bitwach pod Potidają(429 p.n.e) i Delion(424 p.n.e.).

„Wszystko to ładnie moi panowie; zdaje mi się jednak, żeście trzeźwi na to wam nie można pozwolić, musicie pić! Tu nie ma dwóch zdań!”

Na takie dictum nie było rady i koniec końców „zrobił się hałas okropny, zaczęto pić bez żadnego porządku, pod przymusem i nad miarę.

Dzisiaj.
Po 2427 okrążeniach Ziemi wokół Słońca od tamtych wydarzeń, około dwóch tysięcy kilometrów na północ od tamtego miejsca, w ostatni dzień lipca, kapłan rozpoczynający mowę do ludu czyni to w taki sposób: „Wczoraj z księdzem proboszczem wypiliśmy ostatnie piwo. Zimne było. A wiecie dlaczego ostatnie? No bo sierpień jest miesiącem trzeźwości i abstynencji”.

Zdumiewający to nieco pomysł, by od skłonności do czegoś uwalniać się poprzez czasową abstynencję. Przecież to tylko wzmaga, chęć kosztowania. Gdy pościmy w Wielki Piątek, to przecież nie po to aby się odzwyczaić od jedzenia, i tym bardziej smakują potrawy w Wielką Sobotę i Niedzielę. Gdy w piątek nie jemy mięsa to nie po to przecież by zostać jaroszami, ale znów schabowy w sobotę staje nam przed oczami w bardziej kolorowych barwach.

Jednak mimo otchłani czasu, wylądowania na księżycu, jazdy toyotami i mercedesami, zdajemy się wciąż mieć bardzo wiele wspólnego z antycznymi Hellenami. Picie na umór okazuje się mieć głęboką tradycję mimo że nawet wówczas Eryksimach przecież oznajmia: „ze studiów medycznych odniosłem to niezachwiane przekonanie, że pijaństwo jest człowiekowi szkodliwe”.

I cóż? Zdałoby się zapytać? Jak bardzo natura ludzka filozofii ani wiedzy wcale słuchać nie chce, a wciąż ta sama, mimo wiedzy i postępu i upływu lat.

Z dialogów w czasie zakończonej pijaństwem uczty w Atenach, warto chyba pamiętać o trzech sprawach.

Gnuśność.
Diotyma zdaje się podsumowywać nasze współczesne społeczeństwa gdy mówi”

„Głupi też nie filozofują i żaden z nich nie chce być mądry. Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie, że człowiek nie będąc ani pięknym i dobrym, ani mądrym, przecie uważa, że mu to wystarczy. Bo jeśli człowiek uważa, że mu czegoś nie brak, czy będzie pragnął tego, na czym mu, jego zdaniem, nie zbywa” ?

Podobną myśl wydaje się wygłaszać, żyjący w XVII wieku francuski pisarz i filozof Franciszek de La Rochefoucauld: „Wprawdzie nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, za to każdy – ze swego rozumu.”

Gnuśność jest przejawem głupoty i braku miłości. Człowiek przeniknięty miłością zawszeć dąży do czegoś, co piękne, ponadczasowe. Szuka tego co lepsze, piękniejsze i mądrzejsze. Na miejsce głupoty, objawiającej się samozadowoleniem, stawia dążenie do rozwoju.

Harmonia.
Miłość w niewidzialny sposób leży u podstaw harmonii. Dla współczesnej demokracji wskazówką mogą być słowa greckiego lekarza z uczty u Agatona. Różnice nie muszą się wcale sobie przeciwstawiać, jeśli się znajdzie jakaś wspólna im myśl czy zasada, która je wykorzysta do tworzenia wyższej zgodnej harmonii, w której odnajdą swoje miejsce.

Myśl Eryskimachosa legła później u podstaw tworzenia jedynego dzisiejszego mocarstwa światowego „E pluribus unum” (Z wielości jedność) głosi napis na pieczęci USA przedstawiającej orła z gałązką oliwną i naręczem błyskawic.

Miłość.
Miłość zaś zdaje się rzeczywiście, odnosić do wieczności. Zauważamy w nas pragnienia i myśli, których nijak uzasadnić nie sposób materialną doczesnością. Zdawałoby się, że nie widząc nigdzie, iżby wieczność była możliwa, człowiek jej nie powinien pragnąć.

Tymczasem odzywa się w nas „duch”. Czy to będzie duch, którego Sokrates nazywa Erosem, czy może Duch będący trzecią osobą Boga Chrześcijan. W jakiś sposób słyszymy jego wołanie i idziemy za nim, jak byśmy „wiedzieli”, że naszym przeznaczeniem jest wieczność i szczęście. Miłość zaś jest drogą do tej wieczności, istniejącą już dziś „relacją” między nami a  tym co nieskończone

Jeden komentarz do “Uczta”

  1. Platon nie pisal wprost. Najpierw przedstawil powszechne
    zdanie czyli wypowiedzi kolejnych uczestnikow. A nawet
    zdanie „madrej”kaplanki. Jedno i drugie tyle samo warte.
    Swego zdania nie przedstawil, przynajmniej otwarcie. Bo ono jest i tak znane dla pewnych ludzi, i to od tysiecy lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *