Michael Crichton w walce z „postępem” Zachodu

Udostępnij dalej

Gwiazda światowej beletrystyki – że o Jurrasic Park nie wspomnę – Michael Crichton w swojej książce „State of Fear” (polskie wydanie „Korporacja Strachu”), zawarł szereg ciekawych poglądów na współczesny „stan rzeczy”.

Poglądów w zasadzie kontrowersyjnych. Poglądów stających w poprzek światowym rozwiązaniom, procesom i trendom. Można powiedzieć – pisarzowi wolno. Swoje myśli umieścił zarówno w treści samej książki, która poświęcona jest korporacjom walczącym z globalnym ociepleniem jak i w dodatkowych wypowiedziach (posłowiu) na końcu książki.

Wypowiedzi te są cenne, ze względu na ich racjonalność i ze względu na osobę ich autora, której trudno zarzucić głupotę czy zaściankowość. Warto je znać i czasem sobie przypomnieć, może dla kogoś będą ciekawe. Oddajmy jednak głos autorowi:

O strachu i manipulacji językiem.

– Jeśli zacznie się pan przyglądać mediom, tak jak moi doktoranci i ja, wypatrując zmian w używanej terminologii, to odkryje pan coś niezwykle ciekawego. (…)
– Jesienią tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku nastąpiła wyraźna zmiana. Wcześniej w mediach rzadko używano takich słów, jak „kryzys”, „katastrofa”, „kataklizm”, „plaga”, czy „klęska”. Na przykład w latach osiemdziesiątych słowo „kryzys”, pojawiało się w serwisach informacyjnych mniej więcej tak często jak słowo „budżet”. Poza tym przed osiemdziesiątym dziewiątym rokiem takich przymiotników, jak „straszny”, „niespotykany”, „przerażający”, raczej nie stosowano w telewizyjnych reportażach ani nagłówkach gazet.
– W dziewięćdziesiątym piątym roku słowa katastrofa używano w mediach pięciokrotnie częściej niż dziesięć lat wcześniej, Do dwutysięcznego roku częstotliwość użycia tego określenia jeszcze się podwoiła.
(…)
– Przez pięćdziesiąt lat państwa Zachodu utrzymywały swoich obywateli w stanie permanentnego lęku. Lęku przed drugą stroną. Lęku przed wojną atomową. Przed komunizmem.
– Twierdzi pan, że kryzys ekologiczny zajął miejsce zimnej wojny?
– Wszystko na to wskazuje. Oczywiście dziś boimy się także radykalnego fundamentalizmu oraz terroryzmu. Strach przenika społeczeństwo . (…) Politycy potrzebują strachu , by kontrolować obywateli(…).

O roli uniwersytetów

Uniwersytety przeszły transformację w latach osiemdziesiątych. Niegdyś były bastionami intelektualnej wolności w świecie zacofania (…)
Obecnie uniwersytety są fabrykami strachu, które wymyślają nowe zagrożenia i społeczne fobie. Nowe ograniczenia. Określają, jakich słów nie można używać. Jakich myśli nie wolno myśleć. Produkują nieprzerwany strumień nowych lęków, niebezpieczeństw i społecznych zagrożeń, z których robią użytek politycy, prawnicy i dziennikarze. Wskazują, które pokarmy są szkodliwe,. Które zachowania są nie do zaakceptowania. Nie wolno palić, przeklinać, pieprzyć, myśleć. Te instytucje postawiono na głowie w ciągu jednego pokolenia. To naprawdę niespotykane. Współczesne Państwo Strachu nie mogłoby istnieć bez wsparcia uniwersytetów. Popieranie tych idei to przejaw neostalinowskiego myślenia, które jest możliwe jedynie w restrykcyjnych warunkach, za zamkniętymi drzwiami, nieoficjalnie. Twierdzenie że to liberalne instytucje, jest ponurym żartem. Są dogłębnie przeżarte faszyzmem.

O DDT

Zakazanie DDT zabiło więcej ludzi niż Hitler, a ruch ekologiczny bardzo na to nalegał.

O Globalnym Ociepleniu

Crichton treści książki przytacza całą masę danych, wykresów i informacji z podaniem autentycznych źródeł. Może je sprowadzić do następujących wniosków.

  • Poziom mórz się nie podnosi albo podnosi tak niewiele, że nie stanowi to żadnego zagrożenia.
  • Choć powierzchnia lodu w Arktyce maleje to główne zasoby lodu na Ziemi znajdują się na Antarktydzie i rosną.
  • Ilość zjawisk katastroficznych (tornada) nie rośnie ale raczej maleje.
  • Podawana przez naukowców średnia mierzona temperatura Ziemi jest uśrednioną temperaturą z bardzo wielu stacji pomiarowych na Ziemi. Na przestrzeni od ok 1880 roku, te w miastach pokazują wzrost temperatury, te w miejscach odludnych pokazują niewielki spadek. Wzrost temperatury w miastach na przestrzeni blisko 130 lat jest oczywisty i następuje wskutek zwiększenia ludności i zużycia energii. Naukowcy więc odejmują trochę (na oko) od tego wzrostu ale i tak im zostaje wzrost, co w efekcie przekłada się na „obserwowany” przez nich wzrost średniej temperatury.Przykładowo średnia temperatura w Nowym Jorku wzrosła od 1822-2000 aż ok 5 stopni, zaś 230 km dalej w Albany spadła o pół stopnia. To reguła.

O tym, czemu służy walka z Globalnym Ociepleniem

Uważam, że większość ekologicznych „zasad” (takich jak „zrównoważony rozwój” czy „zasada ostrożności”) służy utrzymywaniu gospodarczej przewagi Zachodu. Stanowią one zatem współczesną formę imperializmu wobec krajów rozwijających się. To tylko bardziej elegancki sposób mówienia: „My mamy, ale nie chcemy, żebyście wy także mieli, bo zbytnio zanieczyścicie świat”.

O podobieństwie teorii Globalnego Ocieplenia do pewnej innej teorii.

Wyobraźcie sobie, że pojawia się nowa teoria naukowa, która ostrzega nas przed nadchodzącym kryzysem i zarazem wskazuje drogę wyjścia.
Teoria szybko znajduje poparcie wśród wiodących naukowców, polityków i sławnych ludzi na całym świecie. Znani filantropi finansują badania prowadzone na prestiżowych uczelniach. O kryzysie często informują media. Naucza się o nim na studiach i w szkołach średnich.

Do grona jej zwolenników należeli Theodore Roosevelt, Woodrow Wilson i Winston Churchill. Na jej korzyść orzekali sędziowie Sądu Najwyższego Ilivier Wendell Holmes i Louis Brandeis. Głosił ją takie ważne osobistości, jak Alexander Graham Bel, wynalazca telefonu, aktywistka Margaret Sanger, botanik Luther Burbank, Leland Stanford, założyciel uniwersytetu Stanforda, powieściopisarz H.G. Wells, dramatopisarz George Bernad Shaw oraz setki innych.

Mogła liczyć na poparcie noblistów. Badania nad nią finansowały fundacje Carnegie i Rockefellera. W celu prowadzenia tychże badań wybudowano Cold Sprongs Harbor Institute, jednak równie ważną rolę odgrywały uniwersytety Harwarda, Yale, Princeton, Stanforda i Johna Hopkinsa.

Liczne stany od Nowego Jorki po Kalifornię wprowadziły przepisy mające na celu ochronę przed nadciągającym kryzysem.

Działania te otrzymały wsparcie Krajowej Akademii Nauk, Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego oraz Krajowej Rady Badawczej. (…)

Badania, zmiany w prawie oraz kształtowanie opinii publicznej trwały przez niemal pół wieku. Krytyków teorii zakrzykiwano i nazywano reakcjonistami, ślepcami bądź ignorantami, chociaż z perspektywy czasu wydaje się zaskakujące, że tak niewiele osób się jej sprzeciwiało.

Dzisiaj wiemy, że owa słynna teoria, która zyskała tak wielką popularność, to pseudonauka. Kryzys, który przewidywała, okazał się ułudą, działania zaś podejmowane w jej imieniu był niemoralne, niezgodne z prawem, a ostatecznie doprowadziły do śmierci milionów ludzi.

Tą teorią była eugenika.

Po zakończeniu drugiej wony światowej nagle okazało się, że eugenicy zniknęli i nikt nie przyznaje się do sympatyzowania z ich ideami.

Z perspektywy czasu rzucają się w oczy trzy podstawowe fakty. Po pierwsze … eugenika nie miała żadnego oparcia w nauce. Tak naprawdę w tamtych czasach nikt nie wiedział, czym są geny. Eugenika nie mogła się rozwijać, gdyż korzystała z niejasnej terminologii.

Po drugie, eugenika tak naprawdę była programem społecznym wprowadzanym pod płaszczykiem ruchu naukowego. Napędzały go rasizm i strach przed imigrantami oraz napływem niepożądanych elementów. Nieprecyzyjna terminologia pomogła ukryć prawdziwe oblicze tej idei.

Po trzecie , najbardziej niepokojące, środowiska naukowe w Stanach Zjednoczonych i Niemczech nie protestowały. Wręcz przeciwnie.

I to by było na tyle. Pisarz to pisarz. Nie trzeba brać jego poglądów jako prawdy objawionej. Ale wolno mu napisać i powiedzieć więcej. Jak temu dziecku, co w tłumie oklaskującym nowe szaty króla, zawołało że „Król jest nagi”. Jest?


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *