O silną władzę w Polsce

Udostępnij dalej

Jakie Państwo? Liberalny sen oferuje nieistniejącą wizję, której można doznać po halucynogennych wynurzeniach „realnych polityków” – Państwo jako nocny stróż. Państwo liberałów jest mocne i bardzo ograniczone. Jest z nim tylko jeden problem – jest utopią.


Reakcja oświeceniowa na absolutyzm, to było żądanie osłabienia Państwa, trójpodziału władzy. Uczynienia obywatela podmiotem. Była to reakcja alergiczna na skrajność. Osłabione Państwo – albo raczej jego zdolności kreowania rozwiązań społecznych – stały się natychmiast łupem obywateli najsilniejszych. To jest najbogatszych.

Nierównowaga pozycji w „dobrowolnych” transakcjach rynkowych, na rynku pracy, podporządkowała biedotę tym zasobniejszym w stopniu czyniącym z podporządkowanych siłę roboczą. I tu pojawiła się druga reakcja alergiczna – żądanie całkowitej równości, a tą znów mogło zapewnić tylko despotyczne Państwo.

Między tymi ścianami istnieje punkt równowagi. Silna władza jest niezbędna. Jest niezbędna do tego aby powściągnąć egoizmy jednostkowe i grupowe. Aby interes ogółu w ogóle mógł być realizowany, bowiem twierdzenia liberałów, że wyłoni się on magicznie z „wolnej gry rynkowej” są tak samo wiarygodne jak zapewnienia komunistów o „świetlanej przyszłości całkowitej równości”.

W Polsce władza jest słaba. Jest słaba bo jest wybierana co cztery lata (to w warunkach komplikacji i złożoności procesów społecznych żart). Jest słaba bo musi, po prostu musi zaspokajać roszczenia grup interesu.

Czy ktoś wyobraża sobie w Polsce rząd, który pójdzie na otwarty konflikt z lekarzami? Z górnikami? Z mediami? Z rolnikami? Z jakąkolwiek dużą grupą interesu? Z nauczycielami?

Czy to będzie rząd PO czy PiS, czy dowolnej innej partii. Jest on z definicji skazany na ustępowanie interesom grupowym i partykularnym, które rozrywają ten kraj. Rząd, który ma zrobić coś dla ogółu, ma budować Polskę, musi mieć siłę przeciwstawienia się i ugięcia egoizmów grupowych. Ale danie takiej siły rządowi to ryzyko. Ryzyko, że użyje jej przeciw obywatelom. Że użyje jej nierozważnie, jak Sanacja, która wzięła „naród za pysk”, tylko po to, by tuczyć się na rządowych stanowiskach a kraj i jego obywateli postawić w obliczu niewyobrażalnego niebezpieczeństwa.

Czy zatem jest dobrze? Nie – przecież. Czy trzeba nam sanacyjnej powtórki i kultu wodza zbawiającego Polskę? Tym bardziej – nie. Trzeba nam dać siłę rządzącym i móc realnie ich z użycia tej siły rozliczyć.

Nie da się silnie sprawować władzy w warunkach nieustannych (biorąc pod uwagę wszystkie poziomy) wyborów. Nie da się jej silnie sprawować w warunkach kadencji czteroletniej, która wywodzi się z zupełnie innych czasów i z zupełnie innych warunków. To tak jakby dzisiaj poruszać się dorożką zamiast samochodem, bo kiedyś dorożki się sprawdzały. Czas otrząsnąć się z powtarzania kalek pojęciowych. Czas patrzeć na rzeczy jakie są.

Nie da się silnie sprawować władzy gdy jest ona efektem bieżącej gry parlamentarnej. Partii, które wchodzą lub wychodzą z koalicji. Parlamentarzystów, którzy zmieniają w trakcie kadencji partie i kluby. Przecież to są oczywiste warunki ku temu aby władza była słaba – i taka jest.

Polsce potrzeba nowych rozwiązań. Ale do tego potrzeba ludzi, którzy nie będą się bali stwierdzić, że „król jest nagi”, a ziemia nie jest płaska. Nie będą się bali stwierdzić, że rozwiązania które istnieją szkodzą Polsce, szkodzą nam wszystkim.

Polska potrzebuje, iżby rząd tworzył prezydent wybierany w powszechnych wyborach. Znikają wówczas wszystkie problemy ze stabilnością władzy wyłanianej w sposób parlamentarny. Istnieje jasna odpowiedzialność.

Taki prezydent powinien być powoływany tylko na jedną długą kadencję. Nie musiałby się nikomu „podlizywać”, tj. zaspokajać interesów w nadziei na powtórną reelekcję. To co zrobiłby w ramach swojej kadencji zostałoby po prostu po nim. Kadencja 10-letnia wydaje się tu najbardziej właściwa, jako okres czasu, w którym można realnie coś zmienić w życiu państwa i społeczeństwa i nawet zaobserwować efekty zmian.

Musiałaby istnieć oczywiście możliwość odwołania takiej silnej władzy, bo gdyby się ona sprzeniewierzyła istotnie swemu posłaniu – służbie Polakom – to szkody mogłyby być poważne. Możliwość ta musiałaby być jednak trudna do zastosowania, bowiem władza powinna być silna a i tak po kadencji, Prezydent ją sprawujący odchodziłby nieodwołalnie z urzędu i można by go rozliczyć.

Zamiast więc toczyć spory o szczegóły bieżącej walki politycznej czy obyczajowej, warto może zwrócić uwagę na sprawy podstawowe. Na sprawy organizacji państwa. Warto je włączyć w krąg refleksji a może i działań.


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *