Na gorąco o BREXIT

8237f66d09049e6f7964d9a5e86b4100-2-01. Stan rzeczywisty jest zawsze lepszy od fikcyjnego. Wielka Brytania nigdy mentalnie nie czuła się częścią Europy, może poza drobnymi wyjątkami w historii. Europa dla WB nie jest wartością, tylko problemem, którym trzeba zarządzać. Nie była nigdy szansą, tylko zagrożeniem, które trzeba neutralizować. Nie była polem współpracy ale gry, pozbawionej nawet pozorów nastawienia na jakieś wspólne dobro.

2. Jaka jest pierwsza i kluczowa wartość dla wspólnej Europy? Otóż, jest nią brak granic między państwami. Wtedy, każdy mieszkaniec jest Europejczykiem, bo może pójść i pojechać wszędzie. To fundament, bez którego nic innego, a konkretniej wspólna Europa nie zaistnieje. WB nigdy nie chciała znieszenia granic. Nie starczał im kanał, potrzebowali stójkowych. Ok.

3. Gdy podejmuje się decyzję, podstawą jest określenie, jaką alternatywę się wybiera. Alternatywą dla Unii nie jest brak Unii. To zła alternatywa. Wyjście WB, jest szansą na poprawę UE, na namysł, jakie mechanizmy dobre nie są, a jakie należałoby wzmocnić.

4. Cóż takiego właściwie UE narzucała WB? Przecież to WB wprowadziła prawo do zabijania starszych i chorych, pod nazwą eutanazji. Przecież to WB wprowadziła prawo do eksperymentowania genetycznego na ludziach do 14 dnia życia, a potem zabijania tego życia. Zła Unia? Dobra WB?

5. Europa bez WB jest bardziej sobą. Szkoda. Ale jeśli nie ma chęci, a ów brak wynika z relacji historycznych i faktycznych, to lepiej jak Europa będzie się integrować bez WB. Państwa kontynentu bardziej są ze sobą związane wspólnymi problemami i zależnościami. Europa bez WB będzie bardziej europejska.

6. Ostatecznie rzecz biorąc, wyjście WB to szansa i zagrożenie.

Zagrożenie, że głupcy, którzy u nas np. wołali o „Majdan w Warszawie”, będą teraz wołać o rozwalenie Unii Europejskiej. Bo na kogoś zawsze trzeba zrzucić winę. Za to, że źle nam się dzieje. To stara metoda komunistyczna. Ktoś obcy jest winien. My to co innego, czyści i nieskalani, i dzięki temu niewinni. Unia ma swoje wady. Ale jej istnienie, jest drogą do pomyślności i powodzenia wszystkich narodów Europy. Wielokrotnie przerabialiśmy już lekcje odrębnych państw „narodowych”. (I Rzeczpospolita nie była państwem „narodowym”). Będziemy niezależni od UE i suwerenni. I wojsko polskie będzie jeździć po świecie z tej suwerenności.

Współczesny świat jest współzależny. Pojęcia i hasła jakimi operują demagogowie, pojęcia suwerenności i niezależności, utraciły generalnie swój sens kategoryczny. Można mówić tylko o stopniu suwerenności czy niezależności. Ale mieć suwerenność to jest luksus dla kilku podmiotów państwowych na ziemi. Japonia się do nich nie zalicza. Niemcy też nie. A tu nad Wisłą, hasła i wrzaski.

Więc powinniśmy starać się o jak najszerszy zakres suwerenności. Ale takiej, co zależna jest od narodu i społeczeństwa, a nie od urzędników państwowych. Ale, o dziwo, poszerzanie tego zakresu, jest możliwe wyłącznie pooprzez współpracę z innymi państwami.Poprzez współzależność. To całkiem nowy paradygmat myślenia i postrzegania rzeczywistości, różny od XIX wiecznego, którym operują polityczni demiurdzy i kształceni na blogach zapaleńcy.

Wyjście WB to szansa. Szansa na dostrzeżenie w UE, że ignorowanie zdań społeczeństw, że królowanie niewybieralnej kasty urzędniczej w UE, ma krótkie nogi i może samą konstrukcję przewrócić. Wbrew pozorom, największe korzyści z braku ścisłej integracji całej Europy odnoszą Niemcy. W obecnej sytuacji ich głos się jeszcze wzmocni. W przypadku integracji, straciłby na znaczeniu, bo ciała decyzyjne UE wybierane by były w powszechnych wyborach.

Tak czy inaczej, realne wady wskazywane przez Brytyjczyków, mogą stać się przedmiotem namysłu elit i społeczeństw Europy. Wyjście WB to ferment. Ferment, z którego może narodzić się coś dobrego. Ale też i ferment, który może zainicjować rozpad, jednej z najpiekniejszych idei na naszym kontynencie. Idei, że Europa może być naprawdę razem. Że mamy ze sobą dużo więcej wspólnego niż tego co nas dzieli. Idei, że możemy być Europejczykami, a to że jesteśmy Polakami, Niemcami, Francuzami, to tylko ubogaca i wzmacnia poczucie bycia Europejczykiem.

Bo cechą Europy jest unikalna mozaikowość. Ludów. Języków. Postaw. Ta mieniąca się wszystkimi barwami ludzkich losów mozaika, ma jednak coś co ją łączy w unikalną całość. Tym czymś jest chrześcijaństwo. Niekoniecznie w postaci konkretnego kościoła. Ale koniecznie w postaci spojrzenia na człowieka, na jego rolę w państwie, na jego relację do innych ludzi.

Bez realnego spoiwa, bez czegoś co jakoś tam jest zakodowane, nawet w umysłach ateistów, wspólnoty nie da się zbudować. To historia i chrześcijaństwo sprawiło, że Europejczycy mają podobne marzenia, podobne emocje i mają poczucie pewnej wspólnoty. Tak naprawdę jesteśmy braćmi, choć szumnie i pompatycznie to brzmi.

Wojennym kacykom, politycznym demagogom, zawsze potrzebna jest rozdzielność,granice, które odgrodzą społeczeństwa, którym chcą przewodzić. Potrzebne to im, by napuszczać, jednych na drugich. By sączyć nienawistne emocje, by obarczać winą i oskarżać innych. By kierować ciemne uczucia ludzi w stronę innych, obych, złych. Im potrzebne jest dzielenie. Przecież to nie społeczeństwa szły na wojny. Społeczeństwa w nich ginęły.

Czas zdać sobie z tego wszystkiego sprawę. Sprawę z tego, że Europa to wartość. Że inni: Hiszpanie, Włosi, Holendrzy, Belgowie, Niemcy, Francuzi to nasi bracia. Sąsiedzi. Przyjaciele. Jasne, że mają swoje wady. My ich nie mamy? Mają i swoje zalety.

Czas zdać sobie sprawę z tego, że różnice między nami, między ludami Europy, nie muszą dzielić a mogą łączyć. Mogą łączyć, bo co to za radość jak wszyscy byliby tacy sami? Nie można być Europejczykiem, nie będąc pierwej Polakiem, albo Niemcem, albo … Jak człowiek straci identyfikację z własnym narodem i kulturą, to Europejczykiem automatycznie być przestaje. Za to ceni się Niemców, że są Niemcami, Polaków, że są Poalkami, Węgrów, że Węgrami. Bo cechą Europy jest różnorodność. Bo jednorodność to gdzie indziej.

Czas zdać sobie sprawę z tego, że tym co może nas łączyć jest wspólne wartościowanie. To co ważne i wartościowe dla  różnych ludzi w Europie, jest tym co sprawia, że możmy być razem. Chrześcijaństwo diametralnie zmieniło ludzi i społeczeństwa. Takie postawy jak chęć pomocy innym. Jak poczucie potrzeby wsparcia dla słabszych. Jak przekonanie o istnieniu dobra wspólnego. Jak idea równości ludzi. Te wszystkie wartości, choć bywają prezentowane przez osoby abstrahujące od chrześcijaństwa, właśnie w nim, w wierze w Chrystusa i jego przesłanie, mają swój nieusuwalny fundament. Po prostu zmienilismy się i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Warto wrócić. Warto przestać się wstydzić. Warto uszanować deklaracje świeckości ale zachować szacunek dla chrześcijaństwa i dostrzec w nim właśnie to, co Europę czyni jednym kontynentem, nie geograficznie, ale po ludzku.

Czas ostatecznie zrozumieć, że w dzisiejszym świecie wszyscy jesteśmy współzależni. W jakimś sensie, skazani na siebie. Że odłączenie się i oddzielenie, jest drogą do zapaści. Czas odrzucić idee, że skoro jesteśmy współzależni, to powinniśmy być zależni, to jest ustępować we wszystkim, innym, silniejszym. To druga strona głupoty, której pierwszą jest idea całkowitej niezależności. Czas zacząć pracować na swoją korzyść, wzmacniać się ale nie w izolacji i wyzwoleniu od złej Unii, tylko w jej granicach, w jej strukturach we współpracy z jej państwami.

Czas oprzytomnieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *