Chrystus Zmartwychwstał

Chrystus Zmartwychwstał, wybrzmiewa pozdrowienie, przywitanie, pierwsze słowa po wejściu do domu w poranek Wielkanocny. Chrystus Zmartwychwstał, mówi Kościół ustami duchowieństwa, tekstami obrzędów wielkanocnych, mówi św. Piotr Apostoł w liście do Kolosan.

O czymś zupełnie innym informują media. Bo Jezus nie zmartwychwstał w próżni. Zmartwychwstał w świecie, który wysłał go na krzyż, który go zamordował, który Go odrzucił, na jego temat skłamał.

Chrystus Zmartwychwstał dla ciebie i mnie, dla każdego z nas, dla świata, dla całej rzeczywistości, w tym głębszym nawet niż fizyczny, wymiarze.

Chrystus Zmartwychwstał, bo nie może ustać Życie, ale także dlatego, bo nie może ustać Dobro, bo „Światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”.

Skoro to takie proste, to dlaczego to jest takie trudne? Dlatego, że zło istnieje realnie. I dlatego, że droga do zmartwychwstania wiedzie przez grób, a to nie jest miłe, przyjemne, wygodne ani pożądane. Odwrotnie. 

Więc istnieją w świecie, na świecie, w nas, te dwie siły. Ta która stwarza, wybawia, buduje, pokłada nadzieję oraz ta, która chce dominować, rządzić, władać, posiadać, pochłaniać, poddać swojej kontroli i ostatecznie niszczyć wszystko, co nie jest nią. Ta druga chce i dąży do anihilacji tego, co tworzy ta pierwsza. Ta pierwsza, opowiada się za, ta druga opowiada się przeciw. O dziwo, rzeczywistość w świecie i w ludziach określana religijnie jako szatan i diabeł, potrafi się przebierać w szaty religijne. Mówić religijnymi pojęciami, odwoływać do Boga i najświętszych idei w swoich poczynaniach. „Diabła macie za ojca” – tak, o takich ludziach mówił Jezus.

Czy oczekujemy więc zmiany? Wiosny. Dobra. Szczęścia. Lepszego życia i lepszej rzeczywistości, we wszelkich wymiarach?

Tak.

Ale jak do niej dążyć, jak ją „stworzyć”? – gdzieś jest ciągle to pytanie.

Zaczynając od samego siebie. Zmieniając samego siebie – pojawia się podpowiedź. 

Ale jak? W jaki sposób? Do jakiego kształtu i formy? i tu zaraz wizje, plany i namysły. I spory czasem z samym sobą.

Ano nie wiemy z góry. Na tym polega „szaleństwo chrześcijaństwa”, że ono NIE WIE, jak należy się zmienić, bo WIE to Bóg, który istnieje, czeka, czeka, czeka.

Chrystus Zmartwychwstał oznacza przemianę, z greckiego – metanoję, bo chociaż Jezus jest ponownie – żywy, to nie jest taki sam, jak był, zanim umarł. Bo my, żyjąc przed – śmiercią i zmartwychwstaniem – przed przemianą i metanoją NIE WIEMY – jacy mamy być. Ale wie to Bóg, który czeka, czeka, czeka.

To co właściwie robić, skoro się – nie wie?!

A to akurat bardzo proste. „Będziesz kochał Pana Boga swego, ze wszystkich swoich sił, z całego serca swego, z całego umysłu swojego”. Proste? Proste. „A bliźniego swego jak siebie samego”. Też proste.

I chodzi w gruncie rzeczy o UWAGĘ. O to: „Co nas zajmuje”? „W czym pokładamy nadzieję”? Do czego/kogo odwołujemy się w chwilach luzu umysłowego. Oczywiście, że te wyżej, to są bardzo zaborcze żądania. Ale tego samego pragnie „świat”, czyli ta druga rzeczywistość. Ona żąda twojej i mojej uwagi. By napełnić ją i w ten sposób nas, tym, co ma w zanadrzu, a w zanadrzu ma zło: rozdrażnienie, przygnębienie, nienawiść, smutek i ostatecznie śmierć.

Więc On na pierwszym miejscu. On ponad naszym życiem, wszystkim, co się nam zdaje lub wydaje. Relacja do Niego w każdej komórce naszej krwi, w każdym ładunku elektrycznym naszych neuronów, w każdym odniesieniu się do wspomnień, marzeń, lęków, rozpaczy, uniesień i radości. 

Bo droga z Nim, to droga w Nieznane, także w nasze Nieznane. Bo NIE WIEMY, kim będziemy. Znamy tylko kierunek. Drogę. Do Dobra, do Życia, ostatecznie do Miłości. Cholernie kolorowe reklamy z mijanych wystaw i barów zachęcać nas będą i czasem skutecznie do zejścia z tej drogi, do zatrzymania się a może nawet zamieszkania w tych, przygotowanych dla nas, kolorowych przystaniach, które będą ranić nasze zmysły, emocje i jakąś najgłębszą naszą konstrukcję.

Dlatego On na pierwszym miejscu. I zaraz my sami oraz ci, wokół nas. I nie w infantylnej wersji podpowiadanej przez świat, malowanej głupotą naiwności, zniekształcanej przesadą bałwochwalczego altruizmu, który bogiem czyni drugiego, a samego człowieka poniża. A człowiek, jak to człowiek, spróbował tego „jabłka”, które jego samego stawia na miejscu Boga i dawaj – władać i panować.

Po drugiej stronie grobu jest życie. Po drugiej stronie każdej ciężkiej drogi zwieńczonej dotarciem do celu jest nowy początek, nowe otwarcie. Ale to wszystko nie dzieje się kiedyś, tam, w przyszłości, prawdziwej lub wyobrażonej. To wszystko JEST teraz, JEST naprawdę. Dzisiaj, teraz właśnie. I Bogu też chodzi o to, żebyśmy byli sobą. Takimi jakimi będziemy, w Jego Miłości. Z poczuciem humoru. Ze sprawami w pracy. Z naszym hobby i z naszymi ułomnościami, z którymi się borykamy. Z naszym zmaganiem się ze złem. Z naszymi emocjami i uczuciami. Z, z, z. A jednak – wszystko już będzie inaczej. Lepiej. Prawdziwiej. Zdrowiej. Nie z tego świata. Bo będziemy szli już z Nim. „Z Którym śmy jedli i pili” – jak pisze św. Piotr. Z Którym śmy szli, dodamy od siebie. Bo Bóg niczego nie zabiera, poza tym, co nas niszczy, deformuje i degraduje. Więc może uwalnia a nie zabiera. Bo Bóg

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *