Z muzyką Chopina jest taka sprawa, że zawiera treści, melodykę, odczucia i tonacje muzyczno-emocjonalne – PONAD – nutami, którymi zapisane są utwory. Dla zwykłego człowieka, to może być nie do uwierzenia, ale jednak tak jest.
I prawdą jest, że pianista – wyraża siebie, grając Chopina, bowiem całe owo spektrum znaczeń, emocji, kolorów naszych uczuć w tej muzyce się pojawia lub nie pojawia, gdy zostaje wyłacznie chłodna doskonałość bez smaku i wyrazu.
Słowianie mają owo tło, ów kod kulturowy, owe melodie śpiewane przez pra-pra-babki, w genach. Mają w sobie ten obraz przydrożnych wierzb jesienią, tą właśnie wrażliwość i emocjonalność. Inni – grają inaczej, co nie znaczy gorzej, ale to zależy od uznania jury. Dodatkowo bywa, że ludzie spoza naszego kodu kulturowego potrafią się wczuć, wejść nasze brzmienia i zagrać właśnie z tą nutą polskości.
Generalnie konkurs technicznie jest na niebotycznym poziomie. Nie miałem czasu posłuchać bo jutro jadę na „występy” do Torunia, to trzeba się przygotować, ale podobał mi się Piotr Alexiewicz, podobała mi się Chinka Bao i jeden „neutralny” Zenin czy jakoś tak. Niektórzy młodzi chłopcy z Azji mi się akurat nie podobali. Niedojrzałość ludzka i emocjonalna aż biła przez fajerwerki techniki pianistycznej, której się wyuczyli. Nie podobała mi się obwieszona wisiorkami 17 letnia Chinka. Jeszcze dosłucham, bo wszystko piękne i ciekawe.