„Diabelska” trójca – kontrola, posiadanie, władza

Czy przyszło ci kiedykolwiek odczuwać radość z tego, że ulubiona twoja drużyna wygrywa? Wygrywa mecz? Wygrywa rywalizację? Co wtedy czułeś? Spróbuj to sobie uzmysłowić.

Czy cieszyłeś się, jak twój ulubiony sportowiec wygrywał z innymi?

Czy czułeś satysfakcję, gdy sam grałeś w grę komputerową i wygrałeś, choć nie było łatwo?

Za każdym razem istnieje, za każdym razem tworzysz w swojej wyobraźni „stan pożądany”. W twojej świadomości istnieje pewien punkt, obraz rzeczywistości. Właściwy obraz rzeczywistości. Dobry obraz rzeczywistości. Obraz rzeczywistości jaki – powinien być.

I ty, chcesz by ten obraz rzeczywistości stał się prawdą, rzeczywistością samą, by istniał, by zaistniał, by miał miejsce. Gdy się to stanie – czerpiesz z tego tytułu, czerpiesz na skutek tego, radość, zadowolenie, satysfakcję itd.

Cały czas, chcąc ziszczenia się tego „dobrego” obrazu, w istocie chcesz kontroli. Chcesz kontrolować, to co będzie. Bo osiągnięcie wyniku, takiego jaki chcesz, da ci poczucie szczęścia i satysfakcji, i spełnienia.

Ostatecznie rzecz biorąc, pragniesz kontrolować rzeczywistość. Pragniesz mieć nad nią władzę. Pragniesz ją mieć. Bo kontrolować coś, to znaczy – mieć nad tym czymś władzę, a mieć nad czymś władzę – to posiadać. Bo Posiadanie jest prawem i możliwością, robienia z tym co się posiada, tego co się chce.

Władza i posiadanie są pewnymi formami – kontroli. Wyrazami kontroli. Przejawami kontroli.

Pragnienie kontroli nas pochłania i pożera. Od środka. Zamyka nas i szczelnie ogranicza od wszystkiego, co nie jest przez nas pomyślane, przez nas pożądane, w ramach pragnienia kontroli, władzy i posiadania.

Ten zgubny pęd, staje się naszym przekleństwem. Nie pozbawionym słodkich zachęt, momentów, kiedy nasza wola się spełnia. Kiedy jest tak, jak chcemy. Kiedy posiadamy. Kiedy mamy rzeczywistą władzę. Kiedy mamy pod kontrolą. Kiedy jest, tak jak powinno być.

To pragnienie kontroli rozciąga się nawet na przestrzeń religijną. Kiedy w praktyce życia religijnego pojawiają się dążenia do kontroli, władzy i posiadania. Kiedy staje się ono przejawem takich tendencji i dążeń.

Pragniemy posiadać. Pragniemy posiadać nawet Boga. Posiadać Sposób, na dostanie się do niego, Patent, na rację. Pragniemy posiadać rację. Religia staje się wtedy, przejawem dążenia do kontroli, tym razem nad samym sobą, swoim przeznaczeniem, swoją relacją w stosunku do Boga.  Staje się też przejawem dążenia, do kontroli nad innymi ludźmi. Do władzy nad nimi. Do posiadania dóbr materialnych. Oczywiście, zawsze „w dobrej sprawie”.

Myślimy, że istnieje takie miejsce, w przestrzeni naszego doświadczenia i świadomości, które jeśli tylko obejmiemy naszą kontrolą, to zrealizujemy nasze cele religijne. Stąd religia staje się przejawem dążenia do kontroli. Do założonych celów. Do narzuconych zachowań. Powstaje „Prawo” i powtarzają się wcześniejsze schematy.

Ciągle jesteśmy, to znaczy nasz wzrok, jest zamknięty, w dążeniu do kontroli. Wytwarzamy bieg z zewnątrz do wewnątrz, bo chcemy wewnątrz mieć. Rację. Dobro. Bogactwo. Zdrowie. Władzę. Kontrolę nad tym, żeby było dobrze.

Niepohamowana chciwość. Opętanie władzą. Samobójcza depresja wskutek różnicy, między tym co postrzegamy, że powinno być, a tym co jest. To wszystko efekty i obrazy naszego dążenia do kontroli, a więc posiadania i władzy. Strasznego, zgubnego, niebezpiecznego dążenia. Dążenia, które zamyka nas. W ziemiance ziemskiego życia. W małej, ograniczonej ruderze naszych pragnień, naszej woli, naszego dążenia do kontroli.

Podpowiedzenie człowiekowi, że może w ten sposób być większy, doświadczyć szczęścia, spełnić się, było najstraszniejszą przysługą mu oddaną. Zgoda bowiem na tę podpowiedź, zmieniła naturę człowieka, to jest sposób jego odczuwania i postrzegania.

De facto chcemy być „jak Bóg”. Zając jego miejsce. Nawet On sam staje się przedmiotem, naszych zabiegów, usiłowań, pragnienia kontroli. Intencją naszą jest sprawstwo, kontrola rzeczywistości, kontrola nad rzeczywistością, ustanowienie siebie ponad resztą, ponad istnieniem, poprzez ustanowienie swojej woli jako obowiązującego, upragnionego (wyrażeniem tej woli) wzorca.

Nie możemy nawet dojść do Boga, tą drogą. Drogą usiłowania objęcia kontrolą, naszego życia, naszej religii, naszych spraw z Bogiem. Bo nie istnieje, żaden punkt, który moglibyśmy objąć naszą kontrolą, a który wyprowadzałby nas, na nieskończoność, na życie, na światło, z naszej ciemnej i, de facto, strasznej komórki.

A na zewnątrz jest tyle słońca. Nieskończona przestrzeń. Nieskończona miłość. Nieskończone życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *