Getto

Udostępnij dalej

Właściwie to już nie wiem, czy oblegamy czy jesteśmy oblegani. Zanurzeni w otchłani nicości, którą atakujemy raz po raz i jesteśmy atakowani. Nastroje w obozie są gorzkie. Narastające zniechęcenie zostało jednak pokonane dzięki procesji – imienia prawdy niepodległej. Tylko śmierć, naszych wrogów może doprowadzić nas do celu. Do prawdy.

Postępujące pogorszenie zaopatrzenia wymaga zwiększenia wysiłków kształtujących charaktery. Prawdziwy charakter, kształtuje się przez poświęcenie dla Prawdy i Ojczyzny, powiedział przywódca. Głośno krzyczeliśmy wyrażając mu nasze poparcie. Jakoś przecież musimy sobie wytłumaczyć, to że ubrania się przecierają, nasze natarcia przynoszą wyłącznie straty, że ziemia pod obozowiskiem osuwa się z każdym rokiem. Musimy w coś wierzyć.

Przez ostrokół naszej warowni, wrogowie przerzucają ulotki. Nie żeby zaraz całe mnóstwo. Jedna dwie, trzy. Tak żeby zasiać niepewność. Osłabić determinację. Ale jej nie zabić? Kiedyś kontem oka widziałem jedną. Gdyby ktoś o tym doniósł, marny byłby mój los. Wódz – nie wybacza. Pisało w niej, że nasi przywódcy zgromadzili nas tutaj nie po to by zwyciężyć. Nie po to, by sztandar prawdy zatknąć w dalekiej wschodniej zimnej stolicy.

Że zgromadzili nas tutaj by wygodnie żyć. Odgrodzili murem zbudowanym z umiłowania prawdy po to, żeby żyć z naszych głosów, z naszych oddechów, z naszych emocji, w nieskończoność. Co za odrażające sugestie. Każdy kto myśli, że nasi przywódcy mogą się kierować innymi pobudkami niż najwyższe – służy złu. Tak powiedział wódz. Wódz, który zbawia i karze. Uosabia prawdę i dobro. Tylko pod jego przywództwem prawda jest możliwa. Przynajmniej tutaj…

Powtarzam to sobie co dnia. Powtarza to nam oficer walki ideologicznej. Powtarzają to wszyscy. Zanim napiją się piwa, którego coraz większe braki dają się zauważyć. Piwo to zło.

– A co będzie jeśli przegracie, i znowu przegracie i znowu przegracie? – zapytał mnie żołnierz z przeciwnej strony, którego twarz ujrzałem przez odgradzający nas ostrokół. Jak to co? Prawda nie ma ceny. Walka o prawdę, nie ma kresu. Godność człowieka nie jest na sprzedaż. Nie można milczeć na temat zła!

Nic nie mówił. W jego oczach widziałem jednak pytanie. To pytanie, które czasem i mi nie daje spokoju. Pytanie, które kiedyś nawiedziło mnie we śnie, gdy zbudziłem się zlany potem. Dlaczego Ten, które imię nosimy na sztandarach milczał na temat zła? Dlaczego z nim paktował i się godził?

Bo czymże jak nie złem, jest zabijanie siekierami małych dzieci palenie żywcem ludzi za to, że są „z naszej krwi”. Czy wolno o tym milczeć? Ulotki mówią, że odmówił patronatu nad uroczystościami upamiętnienia tej ohydnej zbrodni, a objął nim – w tym samym czasie – tańce potomków zbrodniarzy. Więc jak to jest? Jak to jest?

Z naszego obozu nie ma wyjścia. Jedyna zamknięta brama, której strzeże straż przywódcy prowadzi na dzikie pola. Barbarzyńców z zewnątrz niewiele nasz los obchodzi i nikt komu uda się stąd wydostać nie może liczyć na ich przychylność. Mają nas za wariatów. Kiedyś chciałem przedostać się przez ostrokół. Ale jego jego ostre pale, każdy z napisem „czy wolno opuścić prawdę” poraniły mi ręce. Nie ryzykowałem dalej. Wszyscy tu jesteśmy. Bez wyjścia.

Możemy tylko zginąć w imię sprawy, albo służyć jej do końca, wykonując rozkazy. Czasem jestem ciekawy, jak wygląda świat na zewnątrz. Ale przypominam sobie, że to świat zbrodni i kłamstwa. Świat, który musimy podbić, by zatryumfowało dobro i szczęście. Wtedy na pewno będziemy szczęśliwi. Tylko mobilizacja i nie wolno za dużo myśleć. Ostrokół obozu coraz wyższy. Podobno są plany, żeby zbudować nad nim dach. Nie będzie widać już gwiazd…


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *