Krótka teoria stworzenia

Na początku

Na początku było słowo.

Jakie tam słowo? Nie takie słowo jak “Bartek” dajmy na to, czy “schabowy”. Słowo z greckiego “Logos”, to jest “treść”. To może być jedno słowo języka. To może być cała powieść. Mówi się, że książka, którą napisał dany pisarz, to nie jest jego ostatnie słowo. Więc “Słowo” to zbiór, system, treści, znaczeń, relacji, reguł, opisów, definicji, zasad i tak dalej. To jest “Słowo” czyli “Logos”, czyli to, co było na początku.

A Słowo było u Boga i Bogiem było słowo.

Bóg “wypowiedział” Słowo. A więc przedtem nie było nic, tylko Bóg. Bóg wypowiedział Słowo, zatem część Boga stała się Słowem, owym systemem, obszarem, zbiorem treści, znaczeń itd. Stąd właśnie Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.

Ale słowo pomyślane, na przykład przez człowieka, to jeszcze za mało, trzeba “tchu”, oddechu, drgania strun głosowych i powietrza, siły, która zmienia, oddziaływania, które “słowu” nadaje istnienie, przenosi je do świata istniejącego.

Big Bang

A Duch Boży unosił się nad wodami.

Duch, trzecia osoba Boska, Słowu zaczął nadawać formę, istnienie w sensie przez nas pojmowanym i poza sensem przez nas doświadczanym. Duch to siła sprawcza, oddziaływanie, “tchnienie Ojca”. Duch bierze słowo i…

Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało.

Stają się: czas, przestrzeń i energia.

Energia to po prostu oddziaływanie. Czas jest niezbędny, by oddziaływania zachodziły. Przestrzeń? Przestrzeń jest potrzebna by mogły zaistnieć formy także jako skutki owych oddziaływań.

Energia początkowo w postaci wolnej, nam znanej jako fotony, zamknięta zostaje w pewnych ograniczonych ramach przestrzeni, tworząc to, co nazywamy… cząstki elementarne. Kwarki, elektrony, itd. Te z kolei, szczególnie kwarki, wchodzą w relacje ze sobą i tworzą następne struktury energii zamkniętej w obszarze przestrzennym – protony.

Gdy oddziaływanie jest zamknięte w przestrzeni, to stawia opór każdemu innemu oddziaływaniu, które chce z nim coś zrobić, to znaczy zmienić jego stan. Ten opór, nazywamy masą, bo masa jest miarą bezwładności – oporu stawianego próbie zmiany.

Tak powstałe “cząstki” dzięki istnieniu czasu i przestrzeni wchodzą ze sobą w relacje i oddziaływania wzajemne. Powstają “chmury materii”, zaczynają “pracować” “siły grawitacji” ściągające cząstki ku sobie, pojawiają się kwazary i reszta systemów “materii” emitującej duże ilości energii bez masy spoczynkowej, niezmiennie i nieustannie poruszającej się w przestrzeni z prędkością światła.

W gwiazdach dochodzi do rekonfiguracji “cząstek” “elementarnych” i powstają – zgodnie zresztą z treścią “Słowa”, zgodnie z układem okresowym – nowe “systemy-relacje” cząstek elementarnych –  “pierwiastki, a więc Hel i cała reszta.

Z nowych rodzajów “materii”, powstają obłoki, komety, planety. W rozszerzającej się przestrzeni, której wciąż przybywa w czasie, który wciąż “płynie”, pojawia się niezliczona liczba tworów takich jak galaktyki, kwazary, grupy tych galaktyk, gwiazdy, planety. Liczymy, że samych gwiazd tak z 200.000.000.000.000.000.000.000. Piękny “wszechświat” się zrobił.

Życie

Na jednej z 700.000.000.000.000.000.000 planet jakieś 3 mld lat temu, dochodzi do czegoś niezwykłego. Pojawia się coś. System tak powiązanych ze sobą cząstek, atomów, że niezmiernie skomplikowana całość:

  • – separuje się od otoczenia
  • – czerpie zasoby z zewnątrz tworząc wewnątrz siebie energię, którą to energię wykorzystuje do
  • – wszystkich procesów przetwarzania energii, utrzymania i konserwacji swojej struktury, oraz do…
  • – tworzenia swoich następnych kopii

Jednym słowem – pojawia się życie, pierwsza komórka.

Życie się różnicuje. Autonomiczne, konserwujące się i replikujące się “komórki” przybierają różne formy i rozmiary. Celem każdego z takich systemów, z takich komórek jest trwanie i mnożenie się. Gdy jeden obejmuje inny, językiem biologii: gdy jedna komórka pochłania inną, to rozkłada ją i wykorzystuje zgromadzone w pochłoniętej wartościowe elementy. Własne przetrwanie i rozwój – za wszelką cenę, kosztem wszystkiego, co wokół.

Rewolucja miłości

Aż dochodzi do następnej rewolucji. Pochłonięta komórka, nie została przez komórkę większą rozłożona. Zamiast idei i zasady rozwoju za wszelką cenę kosztem otoczenia, zadziałała zasada wzajemnej współpracy, współistnienia, dzięki czemu dwie komórki współistniejące ze sobą, tworzą nową jakość, nowy rodzaj życia. Tak powstały komórki zwane przez biologow eukariontami, a więc te, z których później, zbudowane będą rośliny i zwierzęta.

Symbioza, miłość, współpraca między komórką pochłoniętą i pochłaniającą tej pierwszej zapewniły komfortowe warunki bytu, tej drugiej niemożliwe wcześniej do osiągnięcia zasoby energii. Komórka pochłonięta to obecne mitochondrium, jest ich do kilku tysięcy w komórce macierzystej. Komórka macierzysta, eukariont, ma objętość dziesiątki i setki tysięcy razy większą niż pierwotne bakterie i tyleż razy bardziej złożoną budowę i funkcje.

Organizmy – społeczeństwa komórek

Ale dzieje się coś jeszcze nowego. Komórki eukariotyczne, zawierające w sobie mitochondria, zaczynają ze sobą współpracować tworząc większe i bardziej złożone całości. Powstają… organizmy wielokomórkowe. W takim organizmie, komórka przestaje żyć dla siebie. Żyje dla organizmu. Ona umożliwia jego istnienie. On troszczy się o jej potrzeby. Komórki się specjalizują, tworzą tkanki, organy.

Śmierć

Komórki istniejące pierwotnie, zarówno typu prostego jak i eukariotycznego, nie mają w spektrum swoich wyborów i działań – śmierci. Taka komórka sama z siebie nie umiera nigdy jeśli ma “pokarm”. Pobiera “pokarm”, wytwarza energię, dzięki niej prowadzi wszystkie swoje działania, w tym dzieli się na dwie identyczne formy, z których dalej każda działa jak ta pierwsza.

Komórki w organizmach wielokomórkowych mają wpisane “programy ograniczające” ich rozwój oraz ich życie. Te komórki nie mogą się mnożyć stale, bo to naruszałoby spoistość, kształt, formę organizmu. Nie mogą też żyć wiecznie, bo np. z racji różnych procesów, dochodzi w nich z czasem do uszkodzeń, a wtedy taka uszkodzona komórka byłaby dla organizmu obciążeniem. Stąd mają wpisany w siebie “program” apoptozy – inicjowanej od wewnątrz komórki jej śmierci.

Każdego dnia, cała masa komórek w organizmie obumiera w ten sposób i na ich miejsce powstają inne, nowe. W dojrzałym wieku, trudno znaleźć w organizmie komórki, który byłyby w nim od urodzenia. A jednak organizm jest ten sam. Organizm bowiem nie jest po prostu sumą tworzących go komórek, jest czymś więcej, jest pochodzącym od słowa, systemem, kształtem, organizmem właśnie. Śmierć komórek takiego organizmu jest niezbędna dla dobra większej całości, dla dobra “społeczeństwa”, które owe komórki współtworzą. Dla dobra istnienia np, zwierzęcia.

Ewolucja

Organizm wielokomórkowy, roślina czy w szczególności zwierzę, to za mało. Za mało dla kogo? Za mało dla czego? Dlaczego właściwie za mało? Nie wiemy. Wiemy, że istniała presja, presja na te organizmy powodująca ich przemiany. Może też dlatego, organizmy te nie mogły żyć wiecznie i śmierć, która stała się częścią i planowym końcem istnienia ich komórek, stała się częścią istnienia takich organizmów. Bo gdyby nigdy nie umierały, to ewolucja nie byłaby możliwa. To “eksperymenty natury”, nie byłyby możliwe. To następne generacje, gatunki, nie byłyby możliwe.

Ewolucja istniała od samego początku, już na poziomie komórek pojedynczych. Wystarczy przypomnieć, że jednokomórkowe sinice zasiedlające oceany planety, w sposób fundamentalny zmieniły fizyczne cechy jej atmosfery, czyniąc dalsze trwanie życie w formie wyłącznie “roślinnej” niemożliwym. Otóż “produktem ubocznym” ówczesnego życia był tlen. Jego zawartość w atmosferze wzrosła od w zasadzie zera do 21%. I wtedy “Ewolucja” sprawiła, że powstały organizmy wytwarzające energię poprzez zużywanie właśnie tlenu, odtwarzając niezbędny roślinnemu życiu dwutlenek węgla.

Zwierzętom w wodzie potrzebne było przemieszczanie się? Wykształciły płetwy. Chcącym wyjść na ląd czerpanie tlenu z powietrza? Wykształciły płuca. Kończyny. Przewody pokarmowe do trawienia, jedne roślin inne zwierząt. Szpony, skrzydła. Cudom, jakie zwierzęta wymyśliły i używają nie ma końca. Tak naprawdę, do tej pory nie wiemy, skąd gołębie wiedzą, gdzie jest ich dom, do którego wracają, gdy je wypuścić.

Ludzie

Jeden z gatunków wykazał nieznaną wcześniej cechę. Zamiast ewoluować poprzez wykształcanie lepszych zębów do zabijania, lepszych pancerzy do ochrony przed utratą ciepła lub zranieniem, zaczął… myśleć i wskutek myślenia używać elementów otoczenia do nabywania zdolności radzenia sobie w nim. Zęby i szpony zastąpił włóczniami, łukami itp. Futra i pancerze, tworzonymi ubraniami. Ogień. Społeczeństwa. I… język.

Ludzie zamiast dostosowywać się do otoczenia, zaczęli dostosowywać otoczenie do siebie, dzięki myśleniu. Aż w pewnym momencie, zobaczyli. Zobaczyli wszystko. Zobaczyli… świat. Zwierzęta, doliny, siebie w tym świecie. Bez wątpliwości, bez pytań. Świat, który “tworzył się”, przez miliardy lat, nagle zyskał kogoś, kto go – zobaczył. Takim jaki jest. Świadomość, jest zdolnością widzenia świata, istnienia, rzeczywistości, w której wszystko ma swoje miejsce, widzenia w niej “rzeczy”, z których każda jest unikalna, widzenia w niej “zasad”, elementów “Słowa”, widzenia siebie nawzajem i siebie samego jako czegoś w rzeczywistości i jako jej elementu.

Wreszcie jest ktoś kto w i d z i. Ale nie tylko widzi. Jest ktoś, kto może ingerować w pierwotny “program”, może go dopisywać, zmieniać, rozwijać, współtworzyć.

Tak jakby celem Intencji sprawiającej ten cały proces opisany do tej pory, nie była żadna określona i zdeterminowana postać rzeczywistości. Przeciwnie, jakby celem było stworzenie procesu, który będzie w stanie generować stany i rozwiązania – nowe! Nie zdeterminowane ani przewidziane, ani przewidywalne. W tym sensie człowiek, – może w tym sensie – jest właśnie na podobieństwo Boga. Bo stwarza nowe. W zgodzie lub niezgodzie, w harmonii lub w dysonansie, do Słowa, do pierwotnej intencji, do Ducha.

I tak 20 tysięcy lat temu na ścianach jaskini Lascaux pojawiły się malowidła zwierząt. Pojawiły się tam, bo ludzie widzieli – zwierzęta, jako zwierzęta. Jako byty w rzeczywistości. Te malowidła są późnym odbiciem i dowodem świadomości, tj. zdolności “widzenia” rzeczywistości przez ludzi.

Ty

To było trochę lat temu. Osłony łańcuchów DNA zarówno w jądrach męskiej jak i żeńskiej komórki pękły i te łańcuchy ustawiły się naprzeciwko siebie. Zaczął się taniec i wymiana. W jego skutku powstał kod unikalny. Taki jakiego jeszcze nie było we wszechświecie. Zwinął się w podwójną helisę, zamknął w jądrze, a komórka zaczęła się dzielić. Ale było coś jeszcze, oprócz łańcucha DNA, oprócz podziału komórki. Coś co tym podziałem sterowało, co dyktowało, które komórki i jak mają się zmieniać. Coś co — w i d z i a ł o — tą właśnie powstałą unikalność zarówno w jej tzw. materialnym jak i niematerialnym wymiarze. Czy wymiar niematerialny istnienie? Oczywiście.

Zanim pierwsze skrawki świadomości, pierwsze zapamiętane, migawkowe obrazy, to w głębi swojej nieświadomości czułeś, bicie serca matki i jej emocje. Czułeś świat. Może jeszcze coś jeszcze. Gdzieś na poziomie gdzie nie sięga świadoma świadomość, czułeś, że jesteś widziany, dostrzegany, chciany.

Potem właśnie te obrazki. Może czarno białe nawet. Strasznie dawne. Potem wyraźniejsze, kolorowe. W końcu te wreszcie świadome, ciągle poznającego umysłu, w jakiś sposób zachwyconego światem, w jakiś sposób też już może ranionego. Wreszcie to silne poczucie ja. Walka o swoje. Poparte niewytłumaczalną presją szukanie miłości. Czasem tylko, takie chwile, gdy dym z komina leniwie, a krople rosy lub deszczu na łodygach trawy, gdy może słońce, zapada lub wstaje, a morze lub ocean wydaje się blisko, a jednocześnie bez kresu, jakby można było w niego wejść, zanurzyć się i płynąć tak bez końca, ku słońcu, które karminowym blaskiem gorzeje, zaprasza, uśmiecha się.

Wreszcie codzienność. Dzień, noc, dzień noc. Zwyklizna. Kim jesteś? Wyjątkowym bytem chcianym przez siły, które stworzyły wszechświat? A może jakimś zbędnym, kłopotliwym elementem w wielkich systemach gospodarczych, politycznych, społecznych? A może jesteś po prostu dzieckiem, rodzicem, mężem lub żoną. Przyjacielem, koleżanką? Może jesteś po prostu człowiekiem? Co to znaczy, być człowiekiem?  – zadajesz sobie – teraz właśnie – pytanie…

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *