Kamień, lina, ELO i Boże Narodzenie 2

“A New World Record” ELO rozpoczyna się majestatycznie i klasycznie. Orkiestrowa sekcja smyczkowa robi fantastyczny plan, w który wchodzi jakaś forma dużego chóru, a tuż potem to wszystko płynnie się łączy i przechodzi w rockowy kawałek, który znów wpada w te klasyczne, ale tu bezbłędnie splecione z piosenką elementy. “Czasem się wygrywa, a czasem przegrywa. Guzik prawda. Zawsze przegrywamy” – zaczyna Jeff Lynn.

Byli wściekli, byli po prostu wściekli, mieli już tego dość, poza tym – to było to, co należało zrobić, coś słusznego. Każdy czuł w to w dłoni, owalny albo kanciasty kamień czuł jego dotyk, tym mocniej im mocniej tę dłoń na nim zaciskał im bliżej był tego rozwiązania przykrości, dyskomfortu jaki doświadczał. Wystarczyłoby wyrzucić ramię za siebie, a potem… wracamy do rzeczywistości, takiej jaką powinna być, naszej.

Jak myślisz, że tak powinno być, to lepiej, żebyś się obudził, zszedł na ziemie. Musisz mnie uratować. Weź się ogarnij! Odwróć się” – śpiewa dalej szef ELO, kapeli, która w świetny sposób stworzyła swój własny rodzaj i smak muzyki. I dalej: “Kiedy się rozglądam, widzę, że idę na dno. Czy ktoś mi rzuci linę?

Więc te kamienie zaczęły lecieć. Zawsze jest taki moment. Moment, kiedy pęka tama, kiedy zawodzą hamulce. Lawina kamieni. Nie wszystkie były wcelowane w głowę czy nawet sylwetkę tego człowieka, który mówił rzeczy, których nie chcieli(śmy) słyszeć. Jeszcze jeden kamień i to ustanie. Zniknie głos, który kwestionuje. Który rani. Będzie po naszemu!

“Zamknąłem oczy i… taka niespodzianka” – śpiewa chór w ostatniej zwrotce “Tightrope”. – “Ktoś rzucił mi linę,  uratuje mnie” – dokańcza Jeff Lynn.

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia wspomina się Szczepana. Jego właśnie przy pomocy kamieni zabili pobożni pobratymcy. Bo mówił rzeczy niezgodne. Nie do przyjęcia. Chcieli po prostu – go uciszyć. Na zawsze. Żeby było tak… jak oni wierzą, że powinno być. Czy my się bardzo od nich różnimy? Czy dokładnie nie powtarzamy ich losów, zachowań, gestów? Czy nie mamy w dłoni kamienia i nie czujemy impulsu by nim cisnąć w drugiego, który mówi nie to, co chcemy słyszeć, nie to, w co i jak wierzymy, nie tak jak myślimy? A może mamy też w ręce linę. Może możemy ją komuś rzucić. Linę dobrego gestu, słowa. Może sami takiej liny potrzebujemy?

Kamień czy lina? Wyboru ciągle dokonujemy? Wybór ciągle akceptujemy. Co dzień, co godzinę, może nawet co sekundę, stale. Człowiek, Bóg, którego narodzenie świętujemy tego drugie dnia, uczył, że jeśli myślisz, że po prostu “takie jest życie”, że trzeba sobie dać radę i już, to… za mało. Że w takim życiu wszyscy przegrywamy. Że każdy potrzebuje liny ratunkowej, to znaczy być człowiekiem w oczach innych i drugiego traktować jak człowieka. Ale co to znaczy, jak człowieka? Otóż to… w dłoniach mamy kamień i linę. I mamy jeszcze wybór, co stanie się naszą osobistą i naszą wspólną rzeczywistością. Czy w świecie, o którym śpiewa Jeff Lynn, ktoś zacznie przecierać oczy i wyrzuci kamień, i poda komuś linę ratunkową. Do lepszej rzeczywistości. Dla nas wszystkich.

 

 

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *