Boże Narodzenie

Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego,
bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę.

– powiedział diabeł do Jezusa. Każdy z nas słyszy te słowa w swoim życiu.

To, o co chodzi w Tym dziecku, to to, że ono nie jest “stąd”. Ono jest “spoza”. Ono jest wyczekiwane, wypragnione. Przecież nie przez tych, co “już wiedzą”, co “mają wiedzę”, religijną, najwyższą. Nie jest też wypragnione i wyczekiwane przez tych, co im dobrze. Co na górze, co pełnymi garściami, gdzie statysfakcja, zadowolenie, gdzie “my na górze”. Korporacji ****, ministerstwa, banku, państwa, czegokolwiek.

“Mnie są poddane” – informuje szatan Jezusa, a ten… nie kwestionuje tego zdania. Nie koryguje tego stwierdzenia. Znamy “zasady gry”, wiemy jak grać, żeby wygrać, żeby być “nadludźmi” jak doradzał Nietzsche, jak głosi Harrari, jak to w praktyce, usiłują realizować ci, wspinających się po plecach, świadomościach, istnieniach innych ludzi, bo taki jest świat, bo taka jest rzeczywistość, bo wszystko to, poddane jest, działa wg, zasad “tutaj”. Więc w ludziach zawsze była ta kompletnie niezrozumiała tęsknota do “poza tutaj”. Chcieli, żeby  owa “inna rzeczywistość” pojawiła się tu, w tym piekielnym królestwie kłamstwa, żądzy władzy, żądzy bogactwa, dominacji i kontroli.

Więc się pojawiło, dziecko “stamtąd”. Człowiek – “stamtąd”. Ale jednak – człowiek. Właśnie koniecznie – człowiek.

Zasadniczo wcielenie Boga w człowieka, nie jest racjonalnie wyjaśnialne ani za bardzo spójne. Oczywiście, że istnieją, miliony wyjaśnień i nauk. Ale, co one są warte? – moglibyśmy zapytać, za świętym Tomaszem z Akwinu, który pod koniec życia rzucił swoje pisanie, bo stwierdził, że wobec rzeczywistości, to tyle warte co słoma.

Ono dlatego nie jest wyjaśnialne, bo wyjaśnienia są “stąd”, więc zawsze są “kulawe”, a chodzi właśnie o wyjście poza “stąd”, o wyjście poza to, co jest do pomyślenia, ku temu dziecku, ku temu mężczyźnie, ku – ja tak akurat wierzę – Bogu, a więc nieopisywalnej rzeczywistości, która pojawiła się wśród nas w ten nie do pomyślenia sposób.

Dlatego bez zbędnej filozofii, robimy tę kapustę z grzybami, kupujemy drzewko, które potem stroimy, jak dzieci. Potem, wieczorem, łamiemy się opłatkiem i wypowiadamy, czasem szczerze, czasem z musu, życzenia, w stosunku do drugiego, żeby forsa, żeby zdrowie, żeby marzenia się spełniały. Opłatek pęka, krótki uścisk, siła zwyczaju, wprowadzająca w tę rzeczywistość to coś. Potem kolędy. Różnie śpiewamy, czasem pomrukując, czasem pełnym gardłem. Może najlepiej, bo najspontaniczniej śpiewają dzieciaki, na “Chwała na wysokości” potrafią podskakiwać. I tak, wspomnianą, mocą zwyczaju, “Boże Narodzenie” wsiąka w ludzi, w ich życie. Wcale nie z poziomu naukowego, ale jakiegoś ludzkiego. Tu, gdzie “wszystko jest mi poddane”, rodzą się wysepki, pojawia się odblask innej rzeczywistości. Żołnierze, którzy jeszcze przed chwilą, nasyceni bogojczyźnianą propagandą śmierci i zabijania, wychodzą ze swoich pozycji, ze swoich stanowisk. Może też i z baniek informacyjnych, z przekonań najważniejszych. Wychodzą, żeby sie … spotkać. Człowiek z człowiekiem. Bo… jest Boże Narodzenie! I patrzą w obiektyw aparatu zdumionego reportera.

Boże Narodzenie

Co nam mówią ich twarze dzisiaj, po tych ponad 100 latach od 1914 roku? Co na nich, w nich widzimy? Wydają się mówić – jesteśmy ludźmi. I owo ludźmi nabiera tu tektonicznego znaczenia. Dla naszych “panów”, dla tych co w ewangelicznym ujęciu oddali jednak pokłon diabłu, przyjęli “reguły gry” tego świata, jesteśmy tylko… wsadem. Jesteśmy przedmiotami. Elementami.

Dla Boga…. Dla Boga, który rodząc się jako człowiek – jesteśmy LUDŹMI! LUDŹMI! LUDŹMI! Boże jak łatwo o tym zapominamy. Jak drobne i małe są kompromisy, za pomocą których schodzimy na ścieżkę “świata” i czynimy ludzi także tych, patrzących teraz na nas z tego zdjęcia, rzeczami, których chcemy użyć, które chcemy wykorzystać, pokonać, pokierować.

Boże Narodzenie to ostateczne wywyższenie człowieka. Ostateczne, bo nie będące “stąd”. Ja, ty, nie jesteśmy “stąd”, ale jesteśmy “tu” i możemy stanąć obok siebie, podzielić się słowem albo papierosem jak ci żołnierze. I możemy zaistnieć jako ludzie. Dzięki Niemu, narodzonemu w Betlejem, wbrew ówczesnemu stanowisku religii i władzy, wbrew temu, co do pomyślenia. Jego Narodzenie wrosło w ludzi wyznających chrześcijaństwo, a przez to w ludzkość. Oby pojawiło się w we mnie, w tobie, i pozwoliło nam prosto i jasno patrzeć w kamerę tego świata, ku nadzorującym nas oczom, ku innym ludziom, ku przyszłości, żebyśmy mogli im powiedzieć, może nawet nie słowami, i nie my, ale Ten, który poprzez nas mówić będzie, patrzeć będzie, robić coś będzie, że to pięknie być CZŁOWIEKIEM.

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *