Jest dobrze… idą Święta…

“Jest dobrze” – słonko wzeszło, wkrótce Święta i znów będziemy się kochać, ze śledziami, ze schabowym. Lewica powie, że to morderstwo, że mniej mięsa – to centralny komitet doradczy rządu GB, ale my wiemy swoje i w nosie mamy doradcze komitety, więc śledzie i schabowe muszą być, i wódeczki odrobina, ale to nie przy wigilii, bo przy wigilii to będzie opłatek, szczere spojrzenie w oczy i życzenia, żeby zdrówka, kasy i stref czystego transportu było jak najwięcej. Te strefy trzeba przede wszystkim będzie, będzie – bo to jeszcze nie teraz, oczyścić z wirusów. No bo co z tego, jak je oczyścimy ze spalin, co zabijały miliony przed nami, mieszkające w Krakowie, w Warszawie, w Szczecinie i Baltimore? Co z tego kolego? Przecież wirusy, te o wiele są groźniejsze, i tylko czekać jak Ukraina zwycięży, jak przerżnie agresorów na pół, jak im odetnie głowę, jak ta dziewoja na ukraińskiej reklamowej zalatywce, co symulowała ucinania głowy sierpem kacapskiemu jeńcowi. Tak. Tu nie może być zmiłuj. Dawni bogowie pomogą. Zaprowadzą. Do zwycięstwa.

Więc jak już owiana sukcesem Ukraina stanie na nogi, jakie gliniane? jakie gliniane? Że co? Co to znaczy “sukces”? Nie wiesz, co to znaczy sukces? To se popatrz. Eksplozji radości nie ma końca. I ta satysfakcja.

image

Ponieśliśmy zwycięstwo. Ale kogo to obchodzi. Po co się przejmować, kiedy tyle ważniejszych spraw. Pani Jadzia w Stokrotce przytyła. Sąsiad się upił, ale na wesoło, to miło z nim pogadać. Grzesiek w sejmie zgasił wszystko i wszystkich, to też się pośmiać można, a co niektórzy mogą podprawiać egzorcyzmy, ale oni nie mają jaj jak Grzesiek, to tylko tak belfersko, zza winkla ekranu, pisu, pisu, po klawiaturze. A nie żeby pójść i szarpać się z babą. A mogła przyładować komórką w okulary, a szkło mogło wejść w oko. A wtedy. Co właściwie wtedy? Nic… bo to wszystko nic. “Nic to” – mawiał mały rycerz odtwarzany przez dobrego aktora, u którego po mieszkaniu aktorki ponoć chodziły nago, bo ciepło przecież było i skoro “Nic to”, to czemu nie?

No więc przygotowania do Świąt idą pełną parą. Narody demokratycznie, panie spazmatycznie, mendia żarliwie i przenikliwie. My wiemy swoje i robimy zakupy. Ja pochłaniam paprykę pepperoni i czuję jak wzbiera we mnie żarliwość. Czasem się zdarzy, że z takiej żarliwości człowiek przyspieszenia dostaje, jakby dopalacz jakiś w samolocie, dodatkowa moc, dodatkowy ciąg i droga do toalety zajmuje 1/10 tego, co normalnie. No ale to są kwestie wytrzymałości układu trawiennego na ognistość tej cudownej roślinki jaką jest papryka. Ostatnio żarłem jakąś zielonkawą taką. Pajeno? Cajeno? Też było dobrze.

Tymczasem świat idzie do przodu, nie niepokojony przez Polaków, bo my wiemy, ze nasza chata z kraja, i kto pierwszy, ten gorszy, więc nie ma się co wychylać, ani się pchać na afisz, bo potem nie potrafisz, nawet zgasić jakiejś gaśnicy. Zawsze możesz się przyp….lić. Tak. To zdecydowanie najpowszechniejsze nasze zajęcie. “Wal się niemiecki agencie” – pisze do mnie pracownik prawdziwie patriotycznego forum udający blogiera. A kto wie, może to nieprawda. Może to jednak blogier i tak z dobrego serca, doradza, żebym się walił. I w ten sposób, tworzymy rzeczywistość. Jakże dostojną i patriotyczną.

Jeszcze tylko karpia kupić muszę. Pamiętam. Kiedyś jednego musiałem zabić. Nie żebym cierpiał, to znaczy ja, nie karp. Ale się tak jakoś rzucał, ruszał. Wole te nie ruszające się, na tackach. Dobrze wysmażony, pewnie szkodliwy, bo tera smażenie jest nie teges, ale w święta musi być, obok kapusty z grzybami, ryby po szwedzku i klusków z olejem. No dobra, z makiem. Po prostu nie rozumiem tego, dlaczego tera pakują ten olej bawełniany do maku, ładują wszystko w puszczekę i już – możesz se kupić, nowego premiera, nową ministrę, nową puszkę, nowy słownik, nowy język, nową wiarę, nową osobowość, dzięki której będziesz już bez zahamowań i z satysfakcją pisał do innych “Wal się” i tam coś dodasz jeszcze, bo tak naprawdę, to wszyscy tylko na to zasługują. No to znaczy poza papieżem Franciszekiem, bo jego troska o to byśmy kochali się szczepiąc się nawzajem, jest jak wzorzec z Sevres, jak obelisk z Odyseja Kosmiczna 2001. Czy 2010? Kiedy właściwie była ta “Odyseja kosmiczna”?

Najmilej się śpiewa kolędy. Ciekawe czy tam na froncie śpiewają kolędy. Prawosławni to mają jakoś inaczej te święta czy te drugie święta niż my. Bo kalendarz inaczej jakoś ustawiali. Podobno w czasie pierwszej wojny, na czas świat to Francuzi z Niemcami, sami z siebie zrobili sobie przerwę i nawet życzenia i prezenty  przesyłali między okopami. Tacy ludzcy byli ci żołnierze. Ale życie ma swoje wymagania. Władza ma swoje wymagania, więc wrócili do zabijania się nawzajem. Nie lepiej by było, gdyby te sprawy załatwiali przywódcy między sobą? Wyszedł by taki jeden z jednej strony, drugi z drugiej, a niechby si zabili w jakiejś klatce ustawionej na środku, skoro tak im zależy. Ale nie, do piachu, pod kule, kąpać się w kalectwie i krwi to muszą ci na dole. I jeszcze raban, że z Ukrainy uciekają przed służbą wojskową, gdy przecież miłość ojczyzny nakazuje. Ale oni chcą żyć, ci co uciekają. W dupie mają tę wojnę, w dupie mają przywódców i może nawet kraj, jeśli kraj to znaczy konieczność umierania, gdy przecież naczelne dowództwo zajmuje się braniem w łapę i pompowaniem ruskich węglowodorów na zachód, żeby kacapia miała kasę na następne bomby i rakiety, pod które skutecznie i systematycznie wyśle ludzików dowództwo, w stanie wyższej konieczności i najwyższego poświęcenia. U nas też sporo takich, chętnych, do wojny i wojaczki. W odpowiednim wieku, nawet na stanowiskach, judzą, straszą, zagrzewają. My? My mamy święta niedługo i nie ukrywajmy, mamy wszystko w …..e. Bo przecież wiemy, że to wszystko lipa. Że papież Franciszek plótł androny, że Konfa jak trzeba to uchwali art 130 par 9 KK. Że postępowcy z nowego nadania, postęp to mają głęboko, a chodzi tylko o kasę i o wysługiwanie się bogatszym, silniejszym. Że paranoja patriotyczna, zwyciężyła po raz trzeci. Że tak naprawdę, nikt nie chce dla nas dobrze, wszyscy wszystkich mają w dupie, tylko pitolenia tyle, że robi się coraz ciszej wśród tego wrzasku, coraz więdniej, coraz puściej w dżungli luster zasadzanej przez biczepsów, patriotów, niezłomnych i jedynie czystych.

Rydzyk? Co Rydzyk? Co mnie obchodzi doktor Rydzyk? O przepraszam, ojciec dyrektor. Zastanawiam się, czy śledź powinien być w oliwie z oliwek, w oleju rzepakowym czy może w lnianym? Ostatnio cena Kujawskiego spadła z 15 na 5 zeta. Niech ktoś powie, że ktoś kogoś nie ładuje w kółko w bambuko. – To jest taka gra – mówił mi o życiu i biznesie kolega. – Na szczeblu lokalnym to są szachy. Na skalę państwa to już jest poker. A w wersji międzynarodowej to są trzy karty. Mnie teraz wychodzi, że nawet w tej codziennej to jest gra w bambuko. W kościele, w Sejmie, w mendiach, na stronach, redakcyjnych, ale i u ciebie i u mnie. Więc dość tego gadania i czas na jakieś konkrety. Na najbliższe godziny, najbliższy dzień, na odrobinę słońca, bo ostatecznie rzecz biorąc, to wszystko, co naprawdę zostaje.

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *