Black Hawk Down

Film jest stary i opowiada o wojnie. Filmował Sławek Idziak. Reżyserował Ridley Scott. Historia prawdziwa. Mogadiszu. Somalia. Polityka. Zbrodnia. Żołnierze.

Chyba to, co najbardziej uderza to śmierć. Taka namacalna. Bezpośrednia. Właściwie cały świat dzisiaj ucieka przed nią. Szaleńcze igrzyska kowidowe w telewizji. Misteria z ochrony “Matki Ziemi”, żeby żyć można dłużej, lepiej, szczęśliwiej.

Film ma bieg bitwy, takiej prawdziwej. Gdzie flaki leżą na ziemi, gdzie chaos, huk, błysk i oszołomienie. I wszystkie “trzeba było” oraz “powinno” można sobie w _____ wsadzić.

Aktorzy są bardzo dobrzy. Sceny fantastyczne. Muzyka Hansa Zimmera, ale tam dopisała coś jedna pani, zresztą pięknie bardzo.

Dawniej kino, to była opowieść człowieka. Scenarzysty, reżysera, edytora. Murzyńskie dzieci biegną razem z żołnierzami ratującymi swoje życie. W mgle, w dymie, w mieszance światła i cienia. Samotny pilot w śmigłowcu. Broni się, zanim go rozszarpią, wyciągną, jego ciało zaczną obnosić. Nikt nie zostaje za linią wroga. Co zrobić, jak nie można wydostać ciał? – Zrób, co musisz – mówi generał. Pozostaje granat.

Teraz filmy bardziej są miękkko-nijakie, takie – nie w kobiecym sensie, tylko nijakim – prostytucyjne. Kolejne odsłony poronionych uniwersów, nienażartych koncernów medialnych, kolejne mieszanki CGI. Kolejne widziane już 1000 raz klisze. “Black Hawk Down” opowiada o czymś innym. Pokazuje coś innego. Może i bezsens i chaos wojny, w której ludzie są tylko pionkami i jednocześnie, w tych warunkach, gdzie obok siebie giną, zdobywają się na człowieczeństwo właśnie, na godność ostateczną, prawdziwą, męską.

Dziś, wojna się toczy za wschodnią granicą, ale toczy się też u nas, wszędzie, każdego dnia toczy się wojna, nie taka jak ta w filmie Ridleya Scotta. To wojna przeciw nam, naszym umysłom, nam jakoś generalnie, przeciw ludziom. Ocipiali z chciwości pierdylierzy, chcą po prostu więcej. Więc, wojnę toczą innymi metodami. Ich broń, to potwór pana Cogito, z wiersza Herberta. Niewidoczny, trudny do identyfikacji, tylko ofiary o nim świadczą i mniej powietrza, mniej wolności.

Świat generalnie, w wyniku tej wojny obecnej –  karleje, babieje. We wszystkich wymiarach. Strach, lęk, brak zasad, przyjaźni, wagi słów. Wszystko jest na sprzedaż (wpłać, wpłać, wpłać), wszystko jest płynne, we wszystkim chodzi o to, żeby wykiwać innych i robić wrażenie. Wszystko powoli staje się kłamstwem i kwestią korzyści. Nie tęsknijmy do prawdziwej wojny, takiej jak pokazana na filmie. Ale próbujmy trochę się wyprostować.

“Black Hawk Down” to świetna rozrywka. Przykuwa uwagę, zabiera widza ze sobą. Nie stawia żadnych czarno-białych diagnoz, poza tą, że życie jest wielkie, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba je poświęcić. Takiego kina teraz już nie ma. Disney przerabia dawne filmy, jacyś popaprańcy przerabiają książki. Głodny behemot prowadzi wojnę, przeciw ludzkiej kulturze.

– Nikt nie musi być bohaterem. Czasem tak po prostu się dzieje – mówi Josh Hartnett grający Eversmanna. To ciągle jest, taka ludzka przypadłość. Jedna z naszych najlepszych.

 

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

One thought on “Black Hawk Down

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *