Kto chce zachować swoje życie, straci je.

Udostępnij dalej

Jedne z najpoważniejszych, najbardziej uderzających i najgłębszych wskazań na stronach Pisma Świętego, rzadko bywają tematem refleksji i zastanowienia. Przedmiotem nauczania jest zakaz robienia zakupów w niedzielę, radość z wesela bez alkoholu, niekończący się szereg wskazań praktycznych, co robić, a czego nie robić, który, niemal ani na jotę, nie zmienia życia, ani świata, Chrześcijan. Nie zmienia bo nie może.

Co to znaczy: „Kto zachowa życie – straci je, a kto straci życie z mojego powodu – zachowa je.„?

Co to znaczy „stracić życie„? Co oznacza słowo „życie„, użyte w tych sformułowaniach?

Nie chodzi pewnikiem o życie fizyczne. Jezus nie namawia nas do utraty życia fizycznego, do samobójstwa. Nikt w ten sposób niczego nie zyska, wręcz odwrotnie, nauka chrześcijańska potępia taki czyn. Czym zatem jest owo „życie”, które powinniśmy/możemy utracić?

Popularne wytłumaczenie powiada, że chodzi o grzech. Należy wystrzegać się grzechu, unikać go, a wtedy otrzyma się życie wieczne. Grzech zaś to te wszystkie zachowania i czyny, i myśli, które nam wyrzuca sumienie, albo duchowni tej czy innej kongregacji, w tym czy innym okresie czasu. Czy wówczas jednak nie wystarczyłoby potępienie grzechu? Czy słowa o potrzebie utraty życia – miałyby sens? Czy wytłumaczenie takie nie jest jedynie wygodną przesłoną, umożliwiającą zastąpienie refleksji nad tymi słowami, prostym i codziennie powtarzanym zbiorem wskazań jak mamy postępować?

Co to jest życie? Czym dla Ciebie jest życie? „Anna to całe moje życie”. „Moje dzieci to całe moje życie”. „Moja praca to całe moje życie”. Moja twórczość. Moja rodzina. Moja miłość do… Każdy z nas ma szereg osób, spraw, biegów zdarzeń, bez których niepodobna żyć. Takiej osobie, takiej relacji z osobą, takiej sytuacji – nadajemy znaczenie. Staje się ona dla nas ważna. Czasem tak ważna, że trudno bez jej zaistnienia wyobrazić sobie życie. Szczęśliwe życie.

Zachodzi więc proces nadawania znaczenia osobom i sprawom ze świata wokół nas. Sprawy i osoby te stają się dla nas wówczas „ważne„. Tworzymy „łącze”, powiązanie pomiędzy taką „ważną” sprawą a swoim wnętrzem, swoim sercem, samymi sobą. Jeśli sprawy „ważne” idą nie wg. naszej woli, intencji, pragnienia, jeśli idą inaczej, niż uważamy, że „powinno być”, lub jeśli je tracimy, wtedy doświadczamy bólu i cierpienia. I odwrotnie. Jeśli posiadamy, jeśli istnieją te ważne dla nas elementy otaczającej nas rzeczywistości, jeśli istnieją w sposób jaki sobie wyobrażamy jako dobry, wtedy w sercu naszym rodzi się radość, satysfakcja i zadowolenie.

Stąd, być może, „życie” użyte w omawianych sformułowaniach, oznacza to wszystko co dla mnie ważne. To wszystko, czego potrzebuję. To wszystko, co dla mnie istotne. To wszystko, na czym mi zależy. Przecież to właśnie jest – całe moje życie. To skupienie się, to pochylenie się nad tym co – kocham, czego pragnę. Przecież wokół tego, biegnie całe moje życie fizyczne. Moje działania i zachowania. To właśnie wpływa na moje emocje, na przeżywane szczęście i czasem cierpienie. To właśnie jest całe moje – życie.

Byłoby zatem wezwanie Jezusa, wezwaniem do rezygnacji ze wszystkiego co kochamy, wszystkiego czego pragniemy, wszystkiego co chcemy, aby było lub co chcemy mieć. Byłoby wezwaniem, aby w miejsce tego wszystkiego, w miejsce naszego „życia”, postawić jego samego. By, de facto, wyrzec się własnej woli i wszystkiego, co chcemy. Wyrzec się „chcenia” jako takiego i zastąpić je „chceniem” Boga. Ale wtedy przestaniemy żyć. No właśnie.

Przestaniemy żyć, utracimy swoje życie. Przestaniemy decydować, co powinno być a co nie, cedując wszystko na Boga, którego decyzji ani preferencji w tej konkretnej chwili jeszcze nie znamy. Właściwie to w ogóle przestaniemy wtedy żyć, tylko się staniemy jakimś „narzędziem”, jakimś „kanałem” przez który żył będzie Bóg. Bo nie nasze decyzje będziemy wykonywać, bo nie naszą wolę będziemy realizować, bo naszej woli nie będzie, będzie tylko wola Boga i nasza, ku niemu zwrócona, miłość.

Czy to jest obraz zachęcający? Czy to jest wizja prawdziwa?

Jezus wydaje się zachęcać do tego, mówiąc iż jego jarzmo jest słodkie a brzemię lekkie. Czy jest Ci w życiu słodko i lekko? Czy tego doświadczasz na co dzień? A może niedokładnie. A może wręcz przeciwnie?


 Cytaty i odniesienia:

Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.(Ew. Jana 12:25, Biblia Tysiąclecia)

Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. (Ew. Łukasza 17:33, Biblia Tysiąclecia)

Moje jarzmo jest słodkie, a brzemię moje lekkie. (Ew. Mateusza 11:1-30, Biblia Warszawsko-Praska)

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. (Ew. Łukasza 14:26, Biblia Tysiąclecia)

Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.  (List do Galatów 2:20, Biblia Tysiąclecia)

Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. (Ew. Jana 5:19, Biblia Tysiąclecia)

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. (Ew. Mateusza 16:24, Biblia Tysiąclecia)


Zastrzeżenie.

Tekst niniejszy, choć w najlepszej intencji pisany, nie rodzi sobie roszczeń do bycia autorytatywnym, prawdziwym, czy do tego, iż przedstawia prawdę lub naukę chrześcijańską. Jest to prywatna swobodna refleksja, która może, ale wcale nie musi,  zawierać jakieś „ziarna” sensu. ;o) Ot. w ramach refleksji wielkopostnych, do których przeca zachęcani jesteśmy. No to myślmy! 🙂


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *