“Egzamin” – wiersz

Przeglądam dokumenty, szkice, usprawiedliwienia
Sylwetka przede mną zdaje się tracić na ostrości
Zakłócenia obrazu czy istnienia…?
Nie rozstrzygam, szerokim ruchem zmiatam wszystko do kosza

Jego oczy robią się wielkości orbit
Czekam, czy ma coś jeszcze

Grzebię po kieszeniach
Nerwowo ściskam sercem aortę
Z przeszłości wyduszam jakiś wstyd i strzępy bólu

Wstaję zza tego biurka, wyciągam rękę
Ten drugi jakby w innym świecie
Podnosi swoją, w zwolnionym tempie
Mewy krzyczą, łodzie odpływają, ta ręka ciągle wędruje

A dusza?

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *