30 dni bez facebooka i blogów

Czy było lekko? Nie. Czy było fajnie? Nie za bardzo. To po co?

Bo było… inaczej.

Wibracja czyli życie

Zastanawiam się tak teraz czy istnieje coś takiego, jak “wibracja” człowieka. “Wibracja” jego umysłu, organizmu, istnienia. To takie pytania z dziedziny – powiedzą – parapsychologii albo new age. Ale może wcale nie. Tak to przez chwilę odebrałem, że… istnieje. Że kontakt, taki codzienny, “masowy” kontakt, z tą sferą komunikacji, relacji, przyswajania treści, ZMIENIA człowieka. Zmienia nasz “stan”, naszą wibrację.

Wtedy ten stan, byłby jakimś generalnym samopoczuciem. Czymś, co wpływa na powstawanie w nas emocji, w kontakcie z rzeczywistością. Co generuje w nas skłonności do takich czy innych zachowań. Do widzenia/postrzegania jednych rzeczy, a do nie zwracania uwagi, do niewidzenia innych. A połączenie odczuwanych emocji, wybieranych z otoczenia informacji oraz zachowań to… życie?

Byłaby wówczas ta sfera masowej komunikacji, wielką maszynką do mielenia ludzi. Do mielenia ich świadomości. Ich “wibracji”, ich życia.

Negatywizm

Przejrzałem teraz nie przeczytane przez miesiąc notki i informacje. No dobrze, przejrzałem. 95% z nich to narzekania, przerażenia, katastrofizowanie, gniew, agresja, potępianie. Zresztą, ja chyba też tak mam. Taką skłonność i tak piszę. Potępianie potępiania to też potępianie.

Ponieważ zerknąłem na zegarek, a było za dwanaście… to pomyślałem, że przerwę pisanie notki i pójdę do kościoła. To poszedłem, bo msza. Ptaki niesamowite. Kraczą, krzyczą, śpiewają. Może dlatego, że słońce rankiem. Na gałęziach, na blokach. Co jest ważniejsze? – sam siebie zapytałem. To słońce czy wojna? Pewnie, że wojna. Wojna jest ciągle. Na stronie internetowej, na ekranie. Na ulicy spotyka się uciekinierów. Na rachunku widzę wojnę jaką ze mną prowadzi władza – kilkaset złotych minus, co miesiąc. Ogrzewanie w prezencie od premiera na wojnie. Plus wzrost cen gratis, więc wszyscy, co mieli oszczędności, to znacznej części z nich już nie mają. Wiwat władza. Wiwat wojna. Wiwat nowe rachunki za ogrzewanie i postawienie ludzi w trudnej sytuacji, przez tych, co pływają jak pączki w maśle.

Msza była spoko. Wróciłem. Właściwie to dobrze, że miesiąc byłem poza tym fejsbókiem, blogami itd. Bardzo dobrze. Niczego nie straciłem. Nic, dosłownie NIC SIĘ NIE WYDARZYŁO istotnego. Dokładnie nic. A przecież codziennie ludzie żyją, pamiętam to dobrze, ruszającą ukraińską ofensywą, ruszającą rosyjską ofensywą, PiSem, Po, Konfederacją, szampionkami, robakami, okultyzmem. Odkrywaniem prawdy i walką o ojczyznę. A czas mija, a świat mija, a życie mija i co… zostaje? Przetrawione miliardy ludzkich myśli i emocji, zamienionych w nihilistyczną nicość medialnego potwora?

Co mnie ciekawi?

No ale zebrało mi się. Może dziś napiszę kilka notek, bo tematy przecież były. Właściwie to moje zainteresowanie koncentrują się wokół następujących tematów:

  • rozwojowo, duchowo, religijne
  • biologiczno, dietetyczno, metaboliczne
  • ogólne mechanizmy społeczne i światowe, choć krajowa polityka jest wyjątkowo odpychająca

Z pisaniem jest taki problem, że jest to działalność “sobie a muzom”. Widownia zebrana w teatrach facebooka czy platform blogerskich jest dość dokładnie “wytresowana” czyli ukształtowana. Emocjami. Przekazami. Charakterem tych dwóch pierwszych. To, co jest przynętą i skarbem – relacje, udostępniane poprzez te platformy, ulegają właśnie na tych platformach degeneracji w anty-relacje. W prymitywnej natury agresywne odruchy albo obojętność wobec tego, co ich nie budzi. I taki zresztą jest cel systemu, obojętnie uświadamiany czy nie. Więc oczekując sensownych relacji, to znaczy wymiany sensownych zdań, robimy błąd, bo jedyna wymiana zdań, jaka jest możliwa, to wspólnota potępiania albo chorobliwej natury konflikt.

Widownia – czytaj “ludzie” – najzwyczajniej na świecie czuje się obrażona, każdym tekstem wykraczającym poza preferencje i możliwości percepcyjne widowni. Musi być krótko, dosadnie i trzeba nap****lać na PiS, na PO, na Konfę, na Putina, na Ukrainę, na USA, na kogo albo na cokolwiek. Wtedy będzie odzew. Często sprowadzający się do wycia. Ale to jest rynek. A na rynku rację ma zawsze potencjalny nabywca. Dlatego właśnie Wielka Brytania za pomocą kul i śmierci, wymusiła na Chinach zgodę, na wolny handel opium w Chinach, którego oczywiście zakazywała u siebie. Ot… mądrość etapu.

No ale znów zrobiło się pesymistycznie 🙂 A to niedobrze. Myślałem jeszcze o napisaniu własnej platformy do wymiany myśli. Miałem sporo fantastycznych idei i pomysłów. Pewnie w rok bym to zrobił. Doświadczenia bowiem w tej specyfice projektu nie mam. Ale zrezygnowałem. Lepiej pisać wiersze.

Przykre zdarzenie i wnioski

Na koniec powiem, że byłem na pogrzebie. Zawsze źle znoszę te “uroczystości”. Tym bardziej było teraz, bo w moim odczuciu tę osobę spotkała ogromna krzywda. Takie życie. Że tych krzywd pojawia się coraz więcej. Coraz więcej jest krzywdzenia. W imię idei. W imię doktryny. W imię własnego siedzenia i świętego spokoju. Więc co w obliczu takiego zdarzenia? Chyba tyle, że ta właśnie chwila w jakiej teraz jestem, jesteś, gdy ja piszę, a ty czytasz, że ten dzień właśnie, a nie żaden inny, ma wartość największą. Nieskończoną zupełnie. Że każde słowo, które kładziemy na ekran ma wartość nieskończoną. Że nasz zachwyt na porannym słońcem ma wartość nieskończoną. Że my mamy wartość nieskończoną. Że jeśli się wstrzymujemy, przed dotknięciem, wyrażeniem, odczuciem czy tworzeniem, tego co najpiękniejsze, najlepsze, najwspanialsze, to robimy błąd. Niewybaczalny.

Więc dobrze jest zrobić sobie post. Absencję od. Życia jakie znamy i do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Choćby dlatego, żeby spojrzeć z pewnej odległości na nie. A to odległość, to też wyrozumiałość. I spokój. Dobrego dnia wszystkim życzę.

 

A jako bonus jak ktoś nie chce pójść na dwór (w Rzeszowie mówią na pole), filmik, żeby popatrzeć i się zrelaksować 🙂

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *