Kolor twoich myśli

 

Joe Dispenza w swojej książce “Jak przestać być sobą” pisze wiele rzeczy. Znaczna część jest deczko i delikatnie mówiąc “outlandish”, po polsku – coś jak totalne głupoty. Jednak część może mieć wartość.

Generalnym przesłaniem książki jest teza, że w trakcie spotykania się z otoczeniem, od pierwszych chwil swojego życia, formujemy obraz rzeczywistości, skojarzony z nim “kolor” (moje pojęcie) naszych emocji oraz myśli. Powtarzalne doświadczenia generują powtarzalne odczucia, te – tworzą powtarzalne emocje, znajdujące odbicie w powtarzanych myślach.

W sensie fizycznym odpowiada do “usieciowieniu” neuronów, które tworzą w mózgu “ścieżki” odpowiadające danym procesom rozumienia i myślenia oraz utworzeniu kanałów reakcji hormonalnych czy neuroprzekaźnikowych, tzn. emisji i odczuwania przez organizm białek, które odczuwamy jako emocje i uczucia.

Emocje i uczucia będące efektem oddziaływania sygnalnych białek aktywizują skojarzone ścieżki neuronowe w mózgu czyli proces myślenia. Następuje wzajemnie wzmacniające i podtrzymujące się sprzężenie zwrotne, dające w efekcie spójność myślenia, odczuć i emocji. Ta spójność jest warunkiem funkcjonowania każdego z nas. Jest informacją, że “wiemy, gdzie jesteśmy”.

Gdy nie wiemy, gdzie jesteśmy, bo wokół nas stuprocentowa ciemność, ewentualnie wszyscy do wszystkich strzelają, a my nie mamy pojęcia dlaczego, to… zastygamy. Obserwujemy. Chcemy wiedzieć – gdzie jesteśmy. Nie ważne – źle czy dobrze, ale chcemy wiedzieć – “jak jest”, tzn. posiadać myślenie spójne z odbiorem otoczenia.

Kłopot polega na tym, że ścieżki produkcji białek indukujących w nas emocje i odczucia, indukują myślenie. A więc, jeśli nasz “nastrój”, “ton” lub “kolor myślenia” będzie określony tymi emocjami, to myślenie będzie się dostosowywać w imię uniknięcia dysonansu poznawczego. Więc są ludzie, którzy wszystko widzą czarno i ludzie, którzy widzą świat na różowo.

Oczywiście, można wskazać, że konkretne sytuacje są powodem takich odczuć, postaw i postrzegania otoczenia. Ale tylko do pewnego stopnia. Ilustruje to powiedzenie: “Byłem smutny, że chodzę bez butów, do czasu, gdy zobaczyłem człowieka bez stóp”.

Jednym słowem, to co widzimy dookoła siebie, zło, dobro, zagrożenie, szanse, perspektywy czy ślepą uliczkę, zależy od “koloru naszych myśli”, to znaczy od ukształtowanego w nas systemu generowania odczuć.

Z czasem, poznając otoczenie, przekonujemy się, co nam służy – matka tuląca nas czy dająca jeść, gdy cierpimy głód, a co nam nie służy lub nas krzywdzi – ten nieostrożny kroczek ze schodów. Z odczuć zarówno związanych z otoczeniem, jak i z własnym organizmem tworzymy coś, obraz, odczucie, odczucie samych siebie. Spójny ze sobą system wiedzy i odczuć. Zgodnie z nim myślimy, zgodnie z nim działamy, dokonujemy wyborów, przeżywamy emocje. Tacy po prostu jesteśmy – jesteśmy… sobą.

“Ja”, to co odczuwamy i uważamy za “ja” jest dla nas właśnie tym, znajomym od początku odczuciem, formowanym od naszego dzieciństwa. Ale może to wcale nie jest “ja”. Może “ja” to jest tak naprawdę coś wcześniejszego. Coś co – postrzega… wszystko. Może jesteśmy świadomością “ubierającą” pewne “szaty”, tworzącą pewne “ja”. I wtedy, to “ja” tworzy dalej. Strategie, symfonie, atmosferę miłości w domu, atmosferę nienawiści.

Kolor twoich myśli, to “kolor” “szat”, które ubiera świadomość, która jest źródłem ciebie. Zgodnie z tym kolorem widzimy. Ci co mają okulary czarne, widzą wszystko czarne i odwrotnie, jeśli chodzi o wcześniej wspomniany kolor różowy. Świat nie jest taki, jakim go widzimy, tylko taki, jaki jest kolor naszych myśli. Wskutek tego patrzenia, my – stwarzamy świat, bo “świat”, to zarówno obiektywna rzeczywistość jak i jej obraz formowany w naszym umyśle. Bo zależnie od tego jak patrzymy na elektrony, to widzieć będziemy cząstki lub fale. Chińczykowi zginęła siekiera. Zaczął się rozglądać i zobaczył, że jego sąsiad zachowuje się jak człowiek, który ukradł siekierę. Gdy Chińczyk znalazł siekierę, przyjrzał się ponownie sąsiadowi. Nie zauważył, żadnych objawów typowych dla złodzieja siekier.

Myślimy, że chodzi wyłącznie o prawdę, fakty, rozrywkę lub informacje, gdy mamy do czynienia z mediami, z filmami, z programami, ze stroną internetową zalewającą nasze oczy codziennymi przekazami. Tymczasem chodzić może o “kolor naszych myśli”. O to, że ktoś chce je “pokolorować”. Najczęściej – na czarno. Chce sprawić, żebyśmy “czarno widzieli”. “Czarno myśleli”. Czernią pisali, mówili, działali.

Łudzimy się, tak – łudzimy się, że to co przebiegamy oczyma bez zwracania głębszej uwagi, nas nie dotyka. Przecież to wiemy. To nas nie zmienia. Ha. Błąd. To są specjaliści. Owszem, od czarnej roboty. Więc przestaje być takie ważne, czy jesteś “za”, czy jesteś “przeciw”. Ważne, żebyś ściemniał. Żebyś poczuł, ten lekki skurcz gdzieś, ten wkurw, tą krzywdę, tę pogardę, tę… nienawiść w końcu.

Zło w epopei Tolkiena zmieniało Elfy w Orki, poprzez zadawanie im cierpienia. Ustawiczne krzywdzenie, sprawianie cierpienia istocie ludzkiej spycha ją w “ciemność”, “zmienia kolor jej myśli”. Tworzy “nowe szaty świadomości”. Człowiek krzywdzony takimi impulsami, formułuje obraz rzeczywistości jako – złej. Jedynym dobrem staje się dbałość wyłącznie o siebie, z pominięciem innych. Następuje gorzknienie, egoizm, utwierdzanie się w negatywnym obrazie świata, za pomocą myśli i emocji. Wreszcie agresja. Względem tych, ale i tamtych. Względem wszystkich, bo człowiek jest – choć się nie przyznaje – wściekły. W końcu czasem względem siebie.

Na płaszczyźnie biologicznej, organizm przechodzi w stan chronicznego, głębokiego stresu. W stan “walcz albo uciekaj”. W stan znany i potrzebny każdemu człowiekowi i każdemu zwierzęciu. Jednak jest on po to, by tylko na pewien czas, zahamować działanie układu odpornościowego chroniącego przed chorobami, zmniejszyć natlenienie mózgu, by tlen, krew i zasoby pompować do mięśni. Gdy jelenia ściga wataha wilków, to od tych mięśni zależy jego życie. Ale nie da się żyć w taki sposób – cały czas. Nie da się nosić ciemnego koloru myśli, żyć w chronicznym stresie.

To znaczy, da się. Tylko organizm zacznie “brzydnąć”, kruszyć się, rozpadać, co znów potwierdzi obraz rzeczywistości, jako tej złej i krzywdzącej. Co znów wzmocni negatywne emocje. W ten sposób – wszystko się będzie zgadzać. Rzeczywistość dostosujemy, do koloru własnych myśli.

Więc może… dbajmy o higienę. Nie przesadzajmy z konsumowaniem ciemnych tytułów, myśli, przeżyć, faktów, obrazów. “Walcz albo uciekaj” nie został pomyślany jako sposób na życie. Egoizm rozumiany jako wciąganie w siebie, pochłanianie, czynienie wyłącznie swoimi, doznań, zasobów, kontroli nad ludźmi i rzeczywistością, jest procesem odwrotnym do życia, które polega na ciągłym stwarzaniu, tworzeniu, dzieleniu się i współpracy czy współdziałaniu.

Zło jest elementem życia. Groźną głupotą jest go nie dostrzegać. Zbrodnią jest mu się nie przeciwstawiać. Ale Zło chce, abyśmy żyli w jego obecności. Aby kolor naszych myśli – ciemniał, a to weryfikuje się w prostym pytaniu, jakie człowiek może sam sobie zadać: “Jak jest?”

Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi: “Źle”, to znaczy, że kolor naszych myśli sczerniał. Ton naszego istnienia zszarzał. To znaczy, że jesteśmy w trybie “walcz albo uciekaj”. Na ścieżce do generowania – choć temu będziemy zaprzeczać – dalszego cierpienia, przykrości czy bólu, nie wspominając już o oczywistych konsekwencjach zdrowotnych.

Jeśli odpowiedź brzmi “Dobrze”. To nasz oddech będzie głębszy. To nie żart. Komórki dostaną więcej tlenu. Kora mózgowa zacznie lepiej pracować i miliony mechanizmów naszej psychiki i całego ciała będzie pracować na naszą korzyść. Ostatecznie przyniesiemy jakąś odrobinę uśmiechu czy pozytywnego elementu innym. Okaże się, że będziemy silniejsi. Także w konfrontacji ze złem.

Jaki jest – kolor twoich myśli? Mój, przyznaję ze wstydem, bywa ciemny. Ale czasem jaśnieje. Dlaczego – to już inna historia 🙂 Każdy musi znaleźć własny sposób, drogę, perłę. Bo przecież w końcu – jesteśmy twórcami!

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

One thought on “Kolor twoich myśli

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *