Barcelona nad przepaścią czyli o myleniu środków z celami

 

Barcelona w niczym nie przypomina drużyny z pierwszych swoich siedmiu meczów w La Liga. Niby, tak generalnie, tak samo grają. Niby ci sami zawodnicy. Niby ta sama drużyna, a kompletnie, kompletnie inna. Niemoc w ataku pokazała się w ostatnich dwóch meczach LM oraz przedostatnim w lidzie hiszpańskiej. Wczoraj pokazał się kompletny rozpad obrony. Najgorsze jest to, że Barca wygrała. Wygrała z moją ulubioną drużyną La Liga, Celtą Vigo 1:0. A zwycięzców się nie sądzi. A powinno się.

To co wczoraj się działo na Camp Nou to był zupełny horror. Początek i owszem gdzieś w 30 minucie bramka Pedriego. Potem zupa w oleju i podawanie, podawanie, podawanie, jesteśmy mistrzami podawania, więc podajemy, podajemy, do tyłu, do przodu, w bok, o… nie wyszło.

Lewandowski biedny i słaby. A to podał do zawodnika Celty, a to mu piłkę łobuzy z Galicji zabrali. A to biega przez większość czasu w kierunku bramkarza by “wywierać presję”, która w efekcie spala jego kalorie, napełnia bezproduktywnie kwasem mlekowym jego mięśnie, ale jest słuszna, prawidłowa i tak ma być, zadecydował trener.

Przed Barcą sądny tydzień. W środę grają z Interem, jak przegrają to wylecą z Ligi Mistrzów w fazie grupowej, a więc kompletny blamaż. W niedzielę zostanie określony status Barcelony przez Real Madryt na Santiago Bernabeu. Real to nie Celta. Z dwóch milionów siedmiuset tysięcy sytuacji bramkowych wykorzysta nie zero tylko większość z nich i może być tragedia.

Co się stało?

Dwie rzeczy. Po pierwsze Barcelona przywiązała się do pewnych elementów, które zachowując osiągała wysokobramkowe wyniki. Tak, brylowała podawaniem do siebie piłki. Tiki-taka była piękna i zapewniała kontrolę nad przebiegiem gry. Ale to był tylko jeden ze środków. Ale tak się w niego chłopcy i trener zapatrzyli, że uznali, że to jest to, że to jest warunkiem dobrych wyników. Że przez to, właśnie zwyciężą lub zwyciężają, że w wierności i pietyzmie dla tego sposobu grania jest ukryty gral sukcesu.

A tu – lipa, maskowana dodatkowo dwoma jednobramkowymi zwycięstwami nad znacznie słabszymi przeciwnikami, z których w pierwszym Barca była równie słaba jak druga drużyna, a we wczorajszym, o wiele gorsza w tworzeniu sytuacji i stwarzaniu zagrożenia.

Bo w piłce chodzi o to, żeby strzelać bramki – jak to mówił nieodżałowany Kazimierz Górski, no i ich nie tracić. Ale “głębsza mądrość” mówi, że skupić się musimy na tej wspaniałej i dostojnej. Taktyce, doktrynie, poglądzie, idei, zasadzie, sposobie, “prawdzie”. A to na czym się mamy skupiać, to na celu. W przypadku piłki nożnej na strzelaniu bramek i zapobieganiu zagrożenia własnej. Gdy środki, “prawdy”, zasady, sposoby, idee i przekonania, jakie stosujemy nie prowadzą do tego celu, mamy wybór: Jedni mówią, że trzeba po prostu jeszcze bardziej. Że jeszcze za mało podajemy do siebie, zachowujemy się w wybrany sposób itd. “Szaleństwem jest oczekiwać zmian, nie zmieniając postępowania’. Drudzy mówią, że ŚRODKI jakie stosujemy, to tylko środki, i jak do celu nie prowadzą, to trzeba je zmienić.

Ludzie są jak torpedy z mechanizmem naprowadzającym. Ten mechanizm ma ustawiony cel i gdy następuje odchylenie od kursu, bo otoczenie się zmieniło, bo fala, prąd, wieloryb itd. to ten mechanizm zmienia kurs, dostosowuje ustawienia sterów kierunku i głębokości, by z nowymi ustawieniami dalej zmierzać do celu. “Mędrcy”, “fachowcy” i “dostojni nauczyciele”, pouczają, że nie. Że dawniej to ustawienie prowadziło do celu i ono jest takie fantastyczne i takie dostojne, i takie super, że musimy je pielęgnować, konserwować, uświęcić swoją uwagą i zaangażowaniem, a wtedy na pewno.

Stąd się rodzą “izmy”. Z których każdy jest przepisem, zbiorem ustawień, który bywa w danych warunkach, jakoś prowadził ku celowi, a który z reguły w innych warunkach jest po prostu zbiorem reguł, które nas od celu oddalają. A celem dla drużyny piłkarskiej jest mistrzostwo. A celem dla człowieka jest owocne życie. Właśnie takie – owocne, a nie przyjemne, a nie sycące.

Barcelony w zasadzie – nie ma. Chavi – trener – prowadzi dziwaczną politykę płynności składu. Właściwie to nie wiadomo, kto oprócz Lewandowskiego i Ter Stegena jest w składzie podstawowym. Jeśli Membele, Ansu Fati i De Jong, wchodzą na jedną trzecią meczu, to czy Raphinha, Pedri i ktoś tam jeszcze są w składzie podstawowym? NIE WIADOMO. Bo poprzednio nie grali albo to oni wchodzili na pół godziny.

Ta zmienność składu, oklaskiwana, gdy były sukcesy, teraz się mści i widzi to każdy kto nie jest królem, trenerem, fachowcem. Bo do jasnej ciasnej w życiu zespołu i człowieka musi być jakaś integralność. Jakaś jedność musi być w człowieku. Musi być też po to, żeby można było zmieniać, stosowaną taktykę gry, akceptowane sposoby i strategie zachowań. Musi być, bo zawodnicy w miarę przebywania ze sobą i gry razem tworzą. Tworzą – drużynę. Ja wiem, wiem podskórnie – jak reagujesz, jak skręcisz, co zrobisz, więc podaję, gram zgodnie z tym, co się między nami wytwarza, z jakimś bezsłownym porozumieniem, a oni z nami i w ten sposób tworzymy pewien system, mechanizm, organizm, całość.

A tu, co mecz co najmniej czterech na dziesięciu graczy pola się zmienia, bo niby Barca ma “bogactwo talentów”. No ma, tylko nie na tym polega, żeby nie mieć tożsamości. Idea różnorodności pompowana obecnie do mózgów i społeczeństw całego świata jest przegięciem. Bo żeby coś efektywnie działało to musi posiadać integralność. Człowiek musi posiadać integralność, która w tym przypadku wyraża się uczciwością, rzetelnością, dotrzymywaniem słowa, odpowiedzialnością za czyny i to, co się powiedziało.

Dzięki tej integralności, człowieka, drużyny piłkarskiej, społeczeństwa, mogą one zmieniać środki i postawy wiodące do celu. Tymczasem przepis jest odwrotny. Zamiast integralności mamy rozbicie i płynność. Zamiast elastyczności w doborze środków mamy fiksację na jakichś środkach, zasadach, politykach itd.

Efekt już wkrótce, jeśli chodzi o Barcelonę rzecz jasna. W środę Inter, w niedzielę Real. Tam szczęście, które lało wodospad niesamowitości na pole bramkowe Ter Stegena nie wystarczy. Zagrożenie jest jednak potrzebne, bo ono jest zawsze szansą, a i porażki – czego Barcelonie nie życzę – też mogą być szansą, na to żeby w centrum, zamiast fantasmagorii o jedynie słusznych “izmach”, postawić sobie cel i sprawdzać, co służy jego osiąganiu.

Branka i niektóre sytuacje:

 

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *