Pandemiści dali ciała… Kyrie is back!

Udostępnij dalej

 

Nie było zmiłuj. NBA zawodowa liga koszykówki amerykańskiej postawiła swoje gwiazdy w sytuacji przymusu „wyszczepienia”. Jeden się zbuntował. Kyrie Irving. Za karę, właściciel klubu wraz z jego szefem ogłosili, że nie pozwolą Kyrie grać ani trenować, tak długo – pandemistyczny bełkot – jak nie będzie mógł „w pełni” uczestniczyć, czyli jak się nie „zaszczepi”.

Irving to supergwiazda jakich jest niewiele. U szczytu swoich możliwości i kariery wybrał wolność. Właściciele jego kariery wybrali odsunięcie go od sportu. Wcale nie argumentował, że szczepionki złe itd. Mówił po prostu, że chce mieć wolność decydowania o sobie i koniec. Na to właściciel klubu, że Irving ma wolność decydowania, ale oni też mają wolność decydowania. Czyli jego wolność decydowania polega na tym, że jak nie będzie posłuszny, to będzie karany. Taka to wolność.

Więc Irving był samotnym wygnańcem. Jedynym, którego tak ukarano. Ale… nie poddawał się i zdania nie zmieniał wbrew własnej drużynie, wbrew władzom Nowego Jorku, wbrew lidze, w której grał.

I oto, obywatelsko i naukowo wyszczepieni zawodnicy drużyny Brooklynu, zaczęli mieć problemy. Z piętnastki zaczęło ubywać graczy, z powodu Covid. Ostatnio ubyła ich prawie połowa, bo aż siedmiu złapało tą infekcję. I nagle, właściciel klubu podał tyły, że no właściwie to cel jest jeden, że chcą być mistrzem NBA. Że drużyna wspiera Irvinga, że chcą, żeby znowu grał. Nawet załatwili z władzami Nowego Jorku zmianę statusu swojej bazy szkoleniowej z obiektu sportowego na biurowy, żeby Irving mógł bez przeszkód wznowić treningi z drużyną.

W sumie, trochę jak „W samo południe”, gdzie samotny człowiek stoi wobec bezprawia i zła. Ale stoi, nie klęka, nie skamle, nie prostytuuje się. Stoi bo jest człowiekiem, a nie przedmiotem. I tą postawą, ocala jakąś część człowieczeństwa. A kundle ociekające złotem i chciwością, z czasem ustępują. Piękny moment…

image


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.