Elliot Rodger zabił 6 osób i co z tego?

Syn hollywodzkiego reżysera, 22 letni Elliot Rodger zamordował w Santa Barbara 6 osób. Wcześniej zamieścił na youtube szereg filmów wideo, w których opowiada o swoim życiu i problemach. Po ostatnim filmie, w którym zapowiada odwet i zabójstwa, rodzina skontaktowała się z policją. Policjanci po przesłuchaniu Elliota, doszli do wniosku że jest miłym, uprzejmym i wspaniałym młodym człowiekiem (‚perfectly polite, kind and wonderful human,’).

Jaka jest prawda o Elliocie, młodym, bogatym, atrakcyjnym chłopaku, uczącym się w collegu w Santa Barbara, jeżdżącym drogim BMW? Czy był chory psychicznie? (co mu się teraz przypisuje) Czy był prześladowany w dzieciństwie i teraz trauma dała o sobie znać? Czy był po prostu idiotą, gówniarzem, głupcem, wariatem – co jest najczęściej przytaczanym i dającym ulge wytłumaczeniem?

Z blisko dwudziestu, krótkich filmów zamieszczonych na youtube, wyłania się następujący obraz Elliota.

1. Był wrażliwy. Wrażliwy na piękno. Nie w jakiś narcystyczny sposób. Ale w realny. Zachody słońca, park, to miejsca gdzie jak mówi, odnajdował spokój.

2. Miał szczęśliwe dzieciństwo. Wielokrotnie to podkreślał w swoich wypowiedziach. „Wino z zielonych lat, chcę znów pić.”

3. W wieku 22 lat był praktycznie, całkowicie odrzucony społecznie. Nie miał, wg tego co mówił, żadnych pozytywnych relacji międzyludzkich. W szczególności, dokładnie żadnych relacji z dziewczynami.

4. Niemal obsesyjnie pragnął miłości i seksu. Trudno ocenić w jakiej kolejności, ale wydaje się że równoczesnej.

5. Miał bardzo wysokie mniemanie na swój temat.

Elliot cierpiał. Można się z tego śmiać do rozpuku. Bo cierpienia młodego zdrowego Amerykanina, jeżdżącego po Kalifornii drogim BMW, cierpiącego z powodu odrzucenia społecznego i braku seksu i miłości, wydają się kompletnie absurdalne.

Jednak cierpienie ma tylko jeden realny wymiar. Jest to wymiar subiektywny.
To bez znaczenia, dla cierpiącego, jak bardzo absurdalne są powody jego cierpienia. To co dla niego jest realne, to ból, który odczuwa. „Bolało mnie to, że nie mam butów, aż do momentu, gdy zobaczyłem czlowieka bez stóp”

Elliot nie miał pozytywnej relacji międzyludzkiej. Pomijając jego obsesyjną potrzebę miłości i seksu z kobietami, nie miał najwidoczniej nikogo z kim mógłby dzielić, swoje, choć nieupoważnione to realne cierpienia. Zamieszczał swoje (upokarzające w pewnych kręgach) wypowiedzi na youtube („mam 22 lata i jestem dziewicą”), bo nie miał nikogo z kim mógłby szczerze o tym porozmawiać.

Miał obsesyjną potrzebę miłości i seksu z dziewczynami/koleżankami. Całe środowisko, w którym się wychował i w którym przebywał, wszystko czego doświadczył i co znał, mówiło mu, że na tym polega życie. Wszyscy mają seks, chodzą ze sobą, chodzą na party. On jeden nie. Słowo miłość, należy tu rozumieć, jako emocjonalne zaangażowanie w związek, nie jako miłość w wyższym tego słowa znaczeniu, na dobre i na złe, do śmierci itp.

Był wrażliwy. Jego wrażliwość, była dla niego wzmocnieniem bólu jaki odczuwał z powodu odrzucenia i braku upragnionych relacji. Wrażliwość to większa czułość. Czułość na bodźce. Czułość na emocje. Te pozytywne i te negatywne.

Był narcystyczny. Uważał siebie za ideał. Jego wypowiedź gdy z dumą pokazuje okulary przeciwsłoneczne, i mówi że to Armani za 300 dolarów, jest tak absurdalna, że nie do uwierzenia.

Znienawidził świat. Ponieważ otoczenie przynosiło mu ból, który powstawał w wyniku niemożliwości realizacji jego pragnień do których był przywiązany, znienawidził to otoczenie. Znienawidził tych ludzi. Doszedł do wniosku, że są mali, podli i źli. Że świat zasługuje na zniszczenie i gdyby to było w jego mocy, zamieniłby go w stosy trupów i strumienie krwi. Że to wszystko na co zasługują ludzie.

Wnioski.

Wrażliwość bywa niebezpieczna. Groźna. Nie ujęta dyscypliną, wychowaniem może się okazać zgubna. Wrażliwi ludzie sami siebie często zabijają, bo nie są w stanie znieść negatywnych uczuć, które odbierają po stokroć silniej, niż gruboskórna większość (patrz np. Edward Stachura).

Wzorce kulturalne i społeczne, mają swoje konsekwencje. To otoczenie a nie samodzielny wybór Elliota Rodgera, ukształtowało w nim przekonanie, że seks i miłość są niezbędne. Jego obsesja była w dużej mierze wynikiem tego co widział dookoła siebie. Stylu życia otoczenia, obrazu życia w mediach itd.

Brak Boga w odbieranym świecie czyli w otoczeniu, owocuje dwoma skutkami. Egoizmem, to jest ostatecznym postawieniem na swoim i uczynieniem ze swoich ocen ostatecznej i jedynej prawdy. Zastąpieniem perspektywy i postrzegania życia w świetle przekraczającym doczesność, wzorcami kulturowymi o których mowa we wcześniejszym akapicie.

Ostatecznie należy sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy Elliot miał rację? Czy rzeczywiście, było to niesprawiedliwe, że jego koledzy i koleżanki cieszyli się sobą w świetle zachodzącego słońca, w czasie gdy on gorzko przeżuwał całkowite odrzucenie i samotność? Czy ludzkość rzeczywiście zasługuje na potępienie?

Wydaje się, że seryjny morderca miał rację. To było niesprawiedliwe, że taki młody przystojny, bogaty, inteligentny, miły i wrażliwy chłopak, jest całkowicie samotny w samy środku miejsca świata, gdzie wolna miłość i seks jest codziennością właściwie wszystkich. Ludzkość zaś, wziąwszy pod uwagę obrzydliwe jej przywary, małość i podłość ludzi, rzeczywiście zasługuje na zniszczenie.

Wydaje się jednak, że nie są to słowa Elliota. To znaczy, że raczej powtarza on, pewien ciąg emocji i rozumowania, określany w Piśmie Świętym, jako szatański. Powtarza pewną wibrację, która skojarzona z wibracją poczucia realnej bądź wydumanej wyjątkowości i wyższości, daje w efekcie nieokiełznaną nienawiść, która zmaterializowała się w postaci zabójstwa.

Więc na logikę, Elliot ma rację. Na jego logikę. Na wszystko co znał. Nie ma on racji, bo nie jest uprawniony, tak jak nikt nie jest uprawniony, do sądzenia. Nie ma on racji, bo nie zasługujemy – na nic. To wielkie kłamstwo, którego nikt mu nie wyjaśnił. Ludzkość zaś, pomimo, że faktycznie, zasługuje na potępienie, została zbawiona. Żadne podłości i krzywdy tego nie zmienią. Nie zmienią tej prostej prawdy, że w relacji do drugiego człowieka, możemy stanąć albo po stronie Boga albo Szatana. Ten pierwszy wybacza i daje czas. Zawsze. Ten drugi sądzi i zabija. Teraz. Zaraz. Jak najszybciej.

Oto finał cywilizacji bez sacrum. Ciemna noc cierpienia, nienawiści i śmierci, wywodząca się z pragnienia dobra, bez Boga. Bez oparcia, bez podstawy, bez prawdy. Uwodzi nas nasze pragnienie. Zabija nas postawienie siebie na piedestale. „Będę ich Bogiem” – mówił Elliot Rodger. Nie wiedział. Że bycie Bogiem dla ludzi, polega na tym, że Bóg cierpi, ponosi dla nich ból i godzi się dla nich, na własną śmierć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *