Człowiek jest powołany do transcendencji

 

Człowiek powołany jest do transcendencji. Do przekraczania. Do rozwoju. Do odkrywania.

Rzeczywistość, jaką znamy, nie jest “naszą rzeczywistością”. Nie jest “naszym domem”. Nie jest “naszym celem”. Nie jest i ludzie udowadniają to przez całą swoją historię.

Tutaj, wśród wrogów i przyjaciół. W naszym mieście, państwie, znanym sobie sposobie egzystowania nie całkiem jesteśmy “u siebie”. I nie było tak, że wyłącznym motywem, a może nawet wcale nie głównym motywem, Krzysztofa Kolumba było pragnienie sławy lub – co propagowane – pieniędzy. Płynął na zachód. Dopłynął do punktu, spoza którego nie było powrotu, bo żywności na statku nie starczyłoby już, żeby wrócić. I… świadomy tego, płynął… dalej.

Tak naprawdę, to jest taka wielka narracja. Opinia o człowieku. Widzenie człowieka. Postrzeganie człowieka. Odkrycie o człowieku, że właśnie powołany jest do transcendencji. Ale żeby ta transcendencja, a więc przekraczanie wszystkiego, co znane, była możliwa, to musi  istnieć coś POZA. Musi istnieć, coś poza całą znaną nam istniejącą rzeczywistością. Nawet poza rzeczywistością możliwą dla nas do pomyślenia. “Oko ludzkie nie widziało, ucho ludzkie nie słyszało” – czy to nie jest wskazówka, właśnie, że istnieje to POZA?

Gdy oglądamy, a ściślej, słuchamy muzyki Chopina, czujemy wzruszenia, porywy, a nawet coś, czego nie potrafimy dokładnie określić, coś, czego nie przewidywaliśmy. Powstaje pytanie, czy Fryderyk tworzył tę muzykę, tak jak stolarz tworzy krzesło? To znaczy wie najpierw, co konkretnie chce stworzyć, jak to będzie wyglądało, bo w końcu – wszyscy to wiedzą, potem usilnie pracuje, kolejnymi ruchami doprowadzając materiał rzeczywistości do zamierzonego kształtu. Czy może było zupełnie inaczej, kompozytor siada i… pisze. Ale zanim zacznie, nie wie. Nie wie, co napisze, bo to, co pisze, pojawia się. Skąd się pojawia, skoro on NIE WIE?

Podobnie jest z pisaniem wierszy. Może dokładnie tak samo, a nie tylko podobnie. Próbowałem. Nigdy to nie przebiega tak, że piszący poezję wie, co napisze. Siada się i się pisze. A potem, czasem się to wyrzuca, a czasem patrzy się na to i się patrzy. I nawet bywa, że inni patrzą i patrzą. Ale skąd się to bierze? Kto jest autorem, nie w sensie zapisania, zobaczenia czy utrwalenie tego, co zobaczył, ale kto lub co jest źródłem? I znów przychodzi na myśl to odwołanie się: “Nie myślcie uprzednio, co będzie mówić. To będzie wam poddane”.

To nie może być tak, że te cytowane wskazania, są tylko jakimś religijnym “mumbo jumbo”, ani nawet, że są sprawami stricte z zakresu religii. Związanymi z jakimiś obrzędami itd. Tak po prostu jest. My, ludzie tego doświadczamy, patrząc z otwartymi ustami, gdy znad górskich grani czy z nad bezkresu morza wyłania się czerwono-złoty okręg jasności. Stoimy i patrzymy NIE WIEDZĄC, co właściwie widzimy, ale odczuwając, jakąś łączność z owym – POZA. Jakby tam właśnie – POZA – był nasz dom. Jakbyśmy się w jakiś sposób, stamtąd wzięli, tylko zapomnieli, zanurzyli w życiu tym, co na dzień mamy, odczuwamy, spędzamy.

Ale jest i inna narracja, inna opowieść o człowieku, inne jego widzenie. Takie, że człowiek, albo przynajmniej ci wszyscy oprócz nas, ci pozostali, bo my to co innego, powołani są do służenia nam. Do pracy w swoich barakach na naszą korzyść. Zysk i pochłanianie jest naszym celem istnienia, a człowiek, ten poza nami, jest zasobem w tym procesie naszego pochłaniania. Ów człowiek ma żyć tam, gdzie mu wskażemy. Tak, jak się mu powie. Wtedy największym wrogiem, wrogiem fundamentalnym staje się piękno. Wtedy najstraszniejszym zagrożeniem, dla tak skonstruowanej rzeczywistości, staje się owo POZA. Dlatego trzeba niszczyć w człowieku, wszelkie do tego odniesienia, wszystkie na ten temat – myśli, każdy w tym kierunku – jego ruch. Człowiek ma być ograniczony, sprowadzony do przewidywalnego i użytecznego mechanizmu, którego jedyna wartość leży w jego… u ż y t e c z n o ś c i.

Jak bardzo użyteczny dla mnie jesteś? – pyta jeden człowiek drugiego. Nie. Nie pyta. Postrzega i traktuje w ten sposób jeden człowiek, drugiego. Tak traktują ci wyżej, tych niżej, a ci niżej siebie nawzajem. Wielka narracja zmienia się w działania, ucieleśnia, materializuje w ludziach, w ich stosunkach, w tym co robią, sobie nawzajem.

Obie te narracje posiadają też pewien postulat odnośnie człowieka, postulat, bez którego nie mógłby się człowiek na każdej z tych dróg “zrealizować”. Po nich poruszać. Wg nich żyć. Stawać się takim, jakim jedna lub druga “opowieść” go postrzega. Wg pierwszego wzorca, człowiek, który jest powołany do transcendencji musi, by móc przekraczać, być człowiekiem WOLNYM. Wolność jest niezbędna, by zostawić wszystko co się ma i zna, i zrobić krok dalej, ku czemuś co jest, ale jeszcze tego nie znamy. Samo patrzenie na człowieka w ten sposób implikuje, powoduje, że człowiek jest wolny. To przynależy do jego istnienia.Wolność jest warunkiem transcendencji.

W tym drugim, wielkim opowiadaniu o człowieku, człowiek musi, aby wypełniać przypisane mu czynności, być NIEWOLNY. Musi mieć ową wolność zredukowaną. Musi czynić, czuć i myśleć, to, co ma powiedziane. W ramach i granicach, jakie mu zostają wyznaczone. Tylko w ten sposób, będzie przynosił godziwy zysk. Tylko w ten sposób, będzie użyteczny, w zaspokajaniu potrzeb, w realizacji celów, w przysparzaniu zysku tym i temu, kto go tak właśnie postrzega.

A jeśli Bóg istnieje? Jeśli istnieje nie w sensie tworu czy pojęcia religijnego, tylko istnieje, istnieje bardziej niż możemy opisać czy pomyśleć, jeśli na chwilę założymy, że istnieje po prostu, zwyczajnie, że JEST. To wtedy Bóg jest właśnie tym, w tym, jest źródłem istniejącym tego POZA. Choć Boga określić czy zrozumieć nie potrafimy, to jeśli jest, to tak właśnie jest. “nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was” – mówił Pan Jezus, odradzając uczniom uprzednie obmyślanie tego, co mają powiedzieć i informując ich, że to będzie im poddane.

Więc w perspektywie POZA, w spojrzeniu Boga, którego nie możemy opisać, jesteśmy wolni. Jesteśmy wolni po to i dlatego, abyśmy mogli przekraczać. Aby możliwa była dla nas i nam właściwa, transcendencja. Abyśmy mogli sięgać, kontaktować się, dążyć, zmierzać i osiągnąć w końcu to, czego pomyśleć się na razie nie da. To, co nie jest naszą rzeczywistością ani życiem, ale JEST. Jest oceanem, z którego pochodzi wszelka prawdziwa muzyka, poezja. Z którego przychodzi do nas piękno. Które zawiera w sobie prawdę, bo z prawdy jest zbudowane, bo nie ma w NIM, w owym POZA, nic oprócz prawdy, bo jest samą prawdą.

Kto chce zachować swoje życie, straci je. A kto straci swoje życie z mojego powodu, ten je zachowa” – uczył Jezus z Nazaretu. Ale nie z powodu człowieka, jakiegoś konkretnego, ani nawet nie z powodu jego nauk. Z powodu Boga, źródła tego POZA, który w osobie Jezusa wszedł w świat człowieka. Stał się człowiekiem. Więc próba, staranie, wysiłek zachowania “swojego życia” jest daremny. Jest wręcz zgubny, bo zamyka człowieka tam, gdzie człowiek jest. Bo unieważnia i udaremnia to, co jest jego powołaniem – transcendencję.

I znów dokładnie odwrotnie mówi “druga narracja”. Mówi – przyczep się do tego, co masz. Potrzebujesz tylko tego więcej. Wchłaniaj to, co doświadczasz. To czyni cię bogatszym. To WSZYSTKO CO MASZ. “Żryj, pracuj, umieraj” – głosi napis na murze. To jest przesłanie drugiej narracji dla wszystkich ludzi. Jakże często, akceptowane. Uznawane. Czynione drogą życia. Drogą do śmierci. Bo śmierć jest końcem przecież tego życia. Więc gdy się do niego odpowiednio mocno przyczepimy, to… śmierć stanie się jedyną naszą rzeczywistością. “Kto chce zachować swoje życie, straci je” – brzmi ponownie. Brzmi groźnie, niczym daleki odgłos grzmotów przetaczających się po nieboskłonie, grożących, że przyjdą bliżej, że przeistoczą się w jaskrawe błyskawice tnące ogniem i bólem drzewa, że któraś z nich….

Zakon jezuitów, przynajmniej w osobie ich najwyższego przełożonego, zdaje się nie wierzyć w diabła. Że to takie wyobrażenie, personifikacja zła spotykanego w systemie. Nazwa na określenie sumy spotykanych niesprawiedliwości i krzywd. Taki świat, z Bogiem i bez diabła, jest o wiele bezpieczniejszy, “rozumniejszy”, prostszy. Ponieważ istnienia desygnatów obu wspomnianych pojęć (desygnat to coś, co pojęcie opisuje i na co wskazuje) nie sposób dowieść i uzyskać naukowej pewności, co do ich istnienia, to nie można przesądzić czy generał jezuitów ma rację, czy się myli, czy jego punkt widzenia jest wyzwalającą koncepcją, czy groźną pomyłką.

Jeśli jednak diabeł istnieje, to jest właśnie źródłem tej drugiej narracji. Narracji opowiadanej w sercach ludzi w sposób bezsłowny, ale odczuwalny. Skłaniający ich do działań i zachowań zgodnych z tą perspektywą. Będzie ów diabeł, źródłem myśli i działań, że ludzi należy wolności pozbawiać. Że należy ich wykorzystywać dla własnej korzyści. Że są oni “zasobem”, który my jakoś przerabiamy, używamy, dla naszego zysku. Że ci inni, poza nami, są po to, aby ich wykorzystywać, że są głupi i źli, więc nie można im pozwolić na wolność działania, czucia i myślenia. Trzeba ich zamknąć w granicach, kryteriach, ramach, jakie im trzeba narzucić.

I wtedy, ci którzy zniewalają, ci którzy kłamią, stają się diabła urzędnikami, współpracownikami, realizatorami, można powiedzieć synami. “Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca” – mówił Pan Jezus. Mówił to na serio. Mówił to naprawdę. Więc znów, ci którzy wychodzą przed nas, którzy kłamią w oczy, którzy wykorzystują innych, którzy chcą innych kontrolować i uczynić bezwolnymi wobec własnej woli, są synami tej rzeczywistości, tego źródła narracji, które chce człowieka pozbawić transcendencji. Chce go pozbawić tego nasienia, tej iskry w nim zasianej, będącej i przebywającej, a biorącej się z innej rzeczywistości, z POZA. Chce go wchłonąć.

I gdy ludzie wyrażają i mówią prawdę, za cenę cierpienia, odrzucenia, prześladowania takiego czy innego. Gdy drugiego nie wykorzystują, tylko traktują z szacunkiem i pomagają. Ilekroć zatrzymasz się, widząc leżącego lub słaniającego się. By sprawdzić lub zapytać. Bo może wcale nie pijany, tylko jest z nim źle. Ilekroć pomożesz. Ilekroć wychodzisz, patrzysz w gwiazdy i w to, czego nie wiesz, czego nie znasz, i to staje się twoim celem, celem drogi, po której idziesz, tyle razy stajesz się synem tego, co/który jest źródłem POZA. Które czeka, które już teraz się w ludziach objawia i przejawia, do którego odnalezienia i spotkania jesteśmy powołani. Stajemy się w ten sposób… synami Boga. Tej nieopisanej rzeczywistości, która wyłania z siebie nieustannie piękno, prawdę i życie.

Do tego jesteśmy powołani. Do transcendencji. Do drogi do “nieznanego”. Do tej niesamowitości, której ludzkie oko nie widziało, a ucho nie słyszało. I ta transcendecja, jakkolwiek niezwykła, wyraża się w prostych zachowaniach. Ona się w nich przejawia. Więc oby… do zobaczenia w POZA.

Nie bądź obojętny, udostępnij dalej...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *