Należy „Żyć dla siebie za wszelką cenę…”

Udostępnij dalej

 

Tytułową refleksją podzielił się blogger „ossasuna”.

Jak zwykle w szczegółach ukryty jest … no wiadomo. Tutaj nawet nie w szczegółach. Ale kilka refleksji

1. Jest ogromna, niezliczona wręcz, rzesza ludzi, podmiotów, prądów, które „wiedzą” jak mamy żyć, co wyznawać, co myśleć, o czym myśleć, ile jesteśmy warci, co powinniśmy robić w życiu i konkretnie teraz. Wszyscy znajdujemy się w trakcie swojego życia pod kosmicznym ciśnieniem:

  1. kultury
  2. inżynierii społecznej
  3. centrów i prądów religijnych i ideowych
  4. presji środowiskowych w większej i mniejszej skali (jeśli wejdziesz między wrony…)
  5. presji ludzkiej osób dążących do kontrolowania i poddania swojej woli innych (jest takich sporo)

Wartościowa jest presja tylko kultury, częściowo uzasadniona jedynie presja środowiskowa. Nawet jednak w tych dwóch przypadkach „pójście z prądem”, może oznaczać poważny błąd, zaś życie do rozwoju potrzebuje stale nowych „udoskonaleń”, a z tego wynika, że pełny konformizm nawet wobec wartościowych źródeł presji na nasze zachowanie, myślenie itd. to… – śmierć.

Dlatego – o dziwo – pewną zaletą okazuje się zdolność do „hipokryzji”, niekonsekwencji, itp. bo umożliwia ona odchodzenie od narzucanych/przyjmowanych standardów. Konsekwentny do samego końca w swoich przekonaniach człowiek, zbyt często stanowi śmiertelne zagrożenie dla ludzkości. Swoiste – „nie wiem”, zachowanie dystansu do idei, norm, przekonań, pozwala – znów o dziwo – na wygenerowanie WŁASNEGO podejścia i ocen.

Czy to oznacza, że własne zawsze jest lepsze? Nie. Bywa gorsze.

Czy to oznacza, że kultura jest narzuconym złem i trzeba ją odrzucić? Nie. Jest – ta która jest kulturą, a nie inżynierią społeczną – skarbem i zbiorem ludzkiej mądrości, który jednak jest ograniczony i niekoniecznie musi obejmować najlepsze rozwiązania, a jeśli się rozwijał, to właśnie dlatego, że ktoś przekraczał te ramy kultury, rozpoczynając proces ich zmian i dalszej ewolucji.

2. Człowiek żyje. Stąd powinnością i zwykłym rozsądkiem jest dbanie o siebie, o jakoś swojego życia, o swój nastrój, o swoje kompetencje, o swoją wagę, o zwoje zdrowie psychiczne, duchowe, fizyczne, materialne itp. Brak troski o te sprawy jest zwykłą głupotą, choć należy przyznać, że mogą istnieć i istnieją w sposób najoczywistszy, wartości i sprawy większe aniżeli troska o siebie.

Trudne do policzenia przykłady tzw. bohaterstwa, czy to w formie heroicznych czynów np. na wojnie, czy w formie poświęcenia się innym, czy w formie reakcji na krytyczne zdarzenia – pali się, tonie ktoś, więc inny ryzykuje własne życie by ratować, dziecko, innego człowieka itd. Są to sytuacje, w stosunku do zbioru sytuacji życiowych, rzadkie, ale istnieją.

3. Człowiek jest bytem „społecznym”. To znaczy, że istnieje najpierw indywidualnie, ale niemal równocześnie w grupach, społecznościach, relacjach. Pomysł, że żyje dla siebie jest zupełnie absurdalny i de facto jest elementem inżynierii społecznej prowadzonej przez światową plutokrację, opętaną chciwością, to jest postawą zakładającą spełnienie przez pochłanianie, gwarantującą „wieczny głód” i „wieczny stan zagrożenia”, zmuszające do dalszej intensyfikacji „wchłaniania” wszytkiego, co się da.

Żyjemy „w wymianie” z innymi. Dlatego właśnie karą jest – odosobnienie, wyjęcie z relacji z innymi. A karą w więzieniu jest izolatka. To powinno głupcom unaocznić WAGĘ RELACJI z innymi. Tak byli pustelnicy, ale nawet oni, wychodzili z pustelni. Po co? Żeby PODZIELIĆ SIĘ Z INNYMI tym, co tam okryli albo wymyślili.

Żyjemy w wymianie z innymi, a z tego wynika też troska o to, by owi inni mieli się czym z nami wymieniać. Tzn. zdrowy na umyśle człowiek, nie działa na szkodę tych, z którymi wchodzi w relacje. Przeciwnie, odruchowo, „chce dla niech dobrze”. Dlaczego? Bo to i dla niego wychodzi na lepsze, bo ma lepsze środowisko do życia. Bo nie żyje „kosztem innych”, jak tego chce plutokracja, ale „współżyje” z innymi i nie chodzi tu o seks.

4. Koniecznością biologiczną jest śmierć, choć być może poronione pomioty chcą żyć w nieskończoność i zajmują się „transhumanizmem”. Umieramy, po części po to, aby zrobić miejsce następnym. Następni nie biorą się znikąd, tylko z tych, co żyją i dają życie następnym. Stąd jesteśmy elementami w bardzo długim łańcuchu. Czego? Ba. Życia biologicznego ludzkości. Pewnych idei i postaw. Pewnego czegoś, co nie jesteśmy w stanie określić, a co przekazujemy. Komu? Wszystkim z którymi się spotykamy, bo poprzez nasze akcje i interakcje, zostawiamy ŚLADY w ludziach, ślady nas samych. W ich pamięci. W ich emocjach. W ich – mówiąc górnolotnie – sercach.

Najbardziej intensywne ślady zostawiamy we własnych dzieciach. Jak ktoś miał lub ma, to wie, że sprawa zupełnie wyjątkowa, więc przez sporą część życia, żyje się – również – właśnie DLA DZIECI. Większość rodziców, gdyby zaszła potrzeba, zaoferuje swoje własne życie za życie dzieci. To akurat jest kod także chrześcijaństwa, ta przekraczająca śmierć determinacja, w obronie naszych dzieci. Być może istnieją kultury, gdzie w przypadku zagrożenia, dzieci zamiast chronić to się pozbywa jeśli pomoże to pozostałym. Ale to nie jest nasz kod kulturowy.

Część nas – zawsze zostaje w innych. Właściwie to jesteśmy procesem a nie obiektem. Procesem, który biegnąc, wpływa na inne procesy i zwrotnie one wpływają na ten pierwszy. Jesteśmy jak komórki organizmu, z których każda dba o siebie, zachowując barierę w postaci błony komórkowej, odżywiając się, reperując itd., ale jednocześnie żyje dla innych i one wzajemnie żyją dla tej pierwszej. Jest to wyższy, zorganizowany system życia, istnienia. Możliwy jest niższy poziom. Żyję wyłącznie dla siebie, nawet kosztem innych. To droga do śmierci, degrengolady, „dewolucji”.

5.  Żyjemy dla siebie i żyjemy dla innych – JEDNOCZEŚNIE. Można przegiąć w każdą ze stron. Każde przegięcie jest głupie i szkodliwe. Osoby dobrze czyniące innym, mają też własne, nastawione na siebie motywacje i zachowania. Osoby, które w swoim pojęciu żyją wyłącznie dla innych, potrafią być najgorszymi i najgroźniejszymi despotami.

Żart polega na tym, że jedno nie wyklucza drugiego, tylko przeciwnie wspiera. Tak jak w trakcie jazdy na rowerze czy w biegu, posługiwanie się prawą nogą nie wyklucza posługiwania się nogą lewą tylko PRZECIWNIE jedno wspiera drugie. Nie rozumieją tego tępi ideologowie, którzy albo propagują egoizm albo „troskę o innych” będącą w istocie wysiłkiem w celu narzucenia im swojej woli, poglądów i kontroli.

Człowiek zrównoważony nie chce mieć wokół siebie ani ludzi tak samo myślących i to samo myślących, ani ludzi podporządkowanych, ani ludzi nieszczęśliwych i skrzywdzonych, nawet jeśli to miałoby mu służyć, bo swoje szczęście i satysfakcję czerpie z bycia w relacji, w wymianie, z ludźmi.

Człowiek zrównoważony chce mieć obok siebie ludzi wolnych, myślących niezależnie, pozytywnych i w miarę szęśliwych. Zależy mu, oczywiście w pewnych ramach, na ich dobru, na ich dobrostanie. Człowiek normalny odczuwa pozytywne uczucia, gdy robi innym coś dobrego. To wynika z jego „społecznej”, „ponadosobowej” natury, a nie z tego, że zachowania altruistyczne są przejawem egoizmu. Robisz dobrze innym, bo to ci sprawia przyjemność, więc robisz to dla siebie, więc jesteś egoistą – powie domorosły czciciel egoizmu albo feministka.

Tak robię coś dla innych i to sprawia, że czuję się dobrze, i to poczucie motywuje mnie do czynienia dobra innym, a więc czynię dobrze sobie, czyniąc dobrze innym. Ale to nie jest egoizm. Egoizm to chora postawa, w której przyjemność własna jest odczuwana Z POMINIĘCIEM INNYCH oraz ich dobra.

Sumując.

Sprawy zatem są jak zwykle proste 🙂 tak, jak jazda na rowerze. Lewa, prawa, lewa, prawa i rodząca się z tego równowaga, która pozwala jechać naprzód, nawet puścić kierownicę, patrzeć, gdzie oczy poniosą i cieszyć się życiem. Specjaliści od pedałowania, tu… hmmm hmm rozumiemy, którzy propagują tylko jedną z nóg, zawsze gdzieś tam nadają z poboczy życia, radzi nam sprezentować swoje biedne koncepcje. Nie ma sensu się nimi zajmować, acz… z przyzwyczajenia działania dla dobra innych, można im zwrócić uwagę czy spróbować wyjaśnić co nieco,  zanim przystanek, jakiś wiejski sklep, posiłek i potem… dalsza droga.

W górę serca!

——————————-

zdjęcia na prawach cytatu ale to wiadomo


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *