Złapałem… Chopina

Udostępnij dalej

Złapałem… Chopina

 

Z pewnymi wyjątkami nie cierpiałem muzyki klasycznej. Tak naprawdę nie rozumiałem jej, to znaczy, nie docierało do mnie, co tam niby takiego. Przypadkiem zupełnie – natrętny youTube – kliknąłem na „Chopin: Nocturne No.1” i… wsiąkłem.

Nie wiem właściwie co to jest, czy co to było, ale jest, więc nie było. Nie mogłem się uwolnić, więc słuchałem i słuchałem. Trudno określić skalę uczucia w tym krótkim utworze. Rozmach wyobraźni. Wrażliwość przebłyskującą przez dźwięki. No cholera – PIĘKNO – pomyślałem.

I zacząłem słuchać… różnych wykonań. I okazało się, że różnice, mimo, że nuty są przecież te same, są kolosalne. Z pozoru drobne odcienie wykonania zmieniają niemal wszystko. Tutaj bardziej wyeksponowana główna linia melodyczna, tam po prostu nieco szybsze tempo, w innym jeszcze miejscu minimalna półpauza, która totalnie zmienia odbiór.

Więc pojąłem też, jak wiele znaczą dłonie i serce pianisty. Kiedyś myślałem, że przecież zapis, to zapis, że maszyna potrafi odtworzyć zapis i już. Teraz widzę w jak wielkim błędzie byłem. Jaki ogrom znaczeń, barw, myśli i emocji człowiek potrafi zawrzeć w najdrobniejszych szczegółach.

Chopin to nasz skarb, jeden z największych kompozytorów muzyki klasycznej, a często wymieniany – zamiennie z Bethovennem – jako największy kompozytor muzyki fortepianowej. Zachęcam. Można odkryć w tej muzyce Polskę. Jej barwy, jej oddech, jej wzruszenia, nie splamione współczesną wojną gangów politycznych. Można w niej zobaczyć wiosnę i trawy na brzegach rzeki. Czy to Wisła? Być może. A być może „nasza rzeka”, płynąca w okolicy, ta, do której skakaliśmy wrzeszcząc w niebogłosy, gdy miało się kilkanaście lat. W którą się „zapatrzaliśmy”, gdy los rzucał nami o bolesne ściany życia.

To wszystko w muzyce Chopina jest i można to odnaleźć. Można odnaleźć inny, prawdziwszy, może lepszy świat. Bo ten – tylko udaje i jest żarłoczny, na wszystko co jest nami, by to przetworzyć, na zaprogramowany produkt.

Z wykonań – słuchałem wielu – chyba najbardziej przemawia do mnie to Stefana Askenazego, polskiego pianisty pochodzenia żydowskiego urodzonego we Lwowie. Gra jak nikt. Cudownie, lekko i z tym wychodzącym poza racjonalność wyczuciem emocji, które nie są nachalne ani ckliwe, a jednocześnie tak głębokie i pełne, że brak słów. Jest w tym utworze taki moment, w załączonym poniżej wykonaniu to jest ok 15 sekunda, gdy pomiędzy kolejnymi sekwencjami nut, Askenazy robi minimalną półpauzę. Tej półpauzy nie robi wielu innych wykonawców tylko gra prosto – po kolei. Ale ona, ten minimalny dysonans ciszy sprawia, że następujący po niej motyw staje się szeroki jak nadwiślańskie równiny, skąpane w zieleni i czerwcowym słońcu. Coś zupełnie niesamowitego.

Zachęcam więc, przy odrobinie wolnego czasu, na powrót lub spróbowanie po raz pierwszy, tego co tworzył jeden z najwybitniejszych Polaków. Można się zasłuchać i zapatrzeć, choć to „tylko” muzyka. I… ważne, naprawdę ważne jest wykonanie. Jedno bywa kobiece, delikatne, płynne. Inne znów suche, racjonalne, sprawne. Są jeszcze czarujące elegancją, ale są i takie jak to Askenazego – zostawiające słuchacza bez słów. Bo na tym właśnie polega każda wielka sztuka, że wyprowadza człowieka, ze świata słów, do świata znaczeń i doznań pozasłownych. Warto!

Poniższe nagranie zawiera kolejno 20 nokturnów Chopina, ale ten o którym piszę jest pierwszy 🙂 Martha Argerich wychowanka Askenazego gra podobnie „namiętnie” do mistrza, ale tu – on sam:

 

 

 


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *