„OZ” i zamieszki a Ameryce

Udostępnij dalej

„OZ” i zamieszki a Ameryce

 

„OZ” – to bardzo dziwny serial. Nakręcony w latach 90, od razu budzi zdziwienie formatem ekranu przystosowanym do dawnych telewizorów. Akcja nie wykracza poza Oswald Correction Maximum Security Prison, czyli poza więzienie. Jesteśmy w więziennych celach, w więziennej kuchni, na stołówce, na „auli”, jesteśmy w więzieniu razem z jego obsługą i odbywającymi karę.

Krew leje się obficie, sceny homoseksualnych gwałtów i stosunków są, jak to w więzieniu, dość częste, więc to nie jest obraz dla osób wrażliwych albo poprawnych. Czy da się to oglądać przez kilka „sezonów” serialu? Da się. Dlaczego? Dlatego, że film pokazuje absolutnie unikatowe portrety ludzkie. Chyba nigdzie indziej, może z braku obrazów natury, ulic, drzew i generalnie rzecz biorąc świata, konkretni ludzie nie są pokazani w tak niezwykły sposób.

Fantastyczne role, rewelacyjne kreacje, sprawiają, że Tim McManus, Tobias Beacher, Ojciec Muktada czy siostra Peter Marie są po prostu – tu ponowne użycie tego określenia – prawdziwi. Z ich emocjami, losami, cierpieniem i wyborami, bywa przestępczymi, możemy się identyfikować, czy choćby je rozumieć. Plejadę niezwykłych postaci należy rozciągnąć na demonicznego Adebisi, olśniewającego w swoim człowieczeństwie i religijnym fanatyzmie Saida. Naczelnik Glynn jest realny do ostatniego otwarcia ust, „śliski” gubernator Devlin to genialne uosobienie polityka. Tragiczni przestępcy jak Alvares i uosobienia zła jak Shelinger. Niezwykłe są role kobiece, od wspominanej siostry pełniącej rolę psychologa więziennego, poprzez piękną panią  doktor, po strażniczki.

Serial jest gęsty od akcji i jej zwrotów.Szybki, ciekawy, wstrząsający. Pokazujący obraz życia, o którym nie chce się wiedzieć. Obraz życia, w którym się zjada lub jest się zjadanym. W którym można zachować resztki człowieczeństwa i można je utracić, w którym życie ludzkie jest nic nie warte, który deprawuje, ale bywa, że uczy, wszystkich ludzi mających z nim do czynienia.

I posiada ten serial jakieś odniesienie do obecnych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Oto bowiem, państwo, którego ludność stanowi mniej niż 5% ludności świata ma populację więźniów o wielkości 25% populacji więźniów na świecie. To jest obraz społeczeństwa amerykańskiego. Rozwarstwienia i rozbicia, różnych światów, z których jeden – lata w kosmos, a drugi – handluje narkotykami. I obie sfery funkcjonalnie są w tym społeczeństwie zakorzenione. I wskutek tego – ludzie nie traktują się jak ludzie, co pokazał policjant, który kolano postawił na karku aresztowanego za zapłacenie w sklepie fałszywych 20 dolarów, tak, że go zabił. To pokazują młodzi bandyci czarnego koloru skóry, demolujący sklepy, atakujący niewinnych ludzi, siejący przemoc i zniszczenie.

Człowiek – przestał być „człowiekiem”, stał się przedmiotem systemu, w tym – penitencjarnego. Nic nie pomogą wezwania Gulianiego, by lepiej szkolić policjantów, bo zabójstwo, którego dopuścił się policjant na aresztowanym murzynie, nie wynika z braku szkolenia – na Boga, jak można być tak ślepym, jak w ogóle można tak myśleć? – ono wynika z tego, że ten aresztowany murzyn, nie był dla policjanta – CZŁOWIEKIEM.

A nie był tym człowiekiem, bo my wszyscy nie jesteśmy już ludźmi dla tych, co na szczytach himalajów społeczeństwa sprawują władzę, dzierżą bogactwo, kierują biegiem spraw. Demiurgowie rzeczywistości, współcześni „bogowie”, kierujący biegiem zdarzeń, a to zmieniają skład populacji jakiegoś kontynentu, bo tak będzie dobrze, a to każdego dnia potęgą swojego bogactwa i wpływów zmierzają do masowego szczepienia populacji globu, to jest zabiegu zmieniajacego funkcjonowania organizmów całej ludzkości.

Jesteśmy trzodą, jesteśmy „wsadem” systemu. Jesteśmy mieszkańcami wielkiego zakładu penitencjarnego, którymi zajmować się ma odpowiednio przeszkolona obsługa, a którym zarządzać będzie, dla naszego dobra, wykwalifikowany i opłacony manager.

Nasze emocje są sterowane, nasza świadomość jest wypełniana odpowiednio dobraną treścią, nasze działania są, w coraz większym stopniu, kierowane, zaś nadzór nad nami staje się taki jak w więzieniu. Nawet w domach nas ostatnio bezczelnie pozamykali. Nie możemy się nawet sami narazić na nic. Wolność i człowieczeństwo stają sie powoli mrzonkami.

Ale w OZ wybuchają bunty, leje się krew. W więzieniu, na porządku dziennym obecna staje się agresja, przemoc, morderstwo i gwałt. Stłumione dozorem i siłą, tylko się lepiej skrywają, przybierają odrobinę bardziej subtelne formy, mniej widoczne dla oczu. Społeczeństwo więźniów, skazane jest na eksterminację, czy w wskutek wewnętrznych porachunków czy racjonalnej polityki „władz”.

Stare przekonania, że w człowieku mieszka Nieskończoność i dlatego zasługuje on na prawo do wolności i niezależności, przemijają. A przecież to one właśnie, były glebą, ziemią z której wyrosło to, co w historii ludzkości najważniejsze. Mamy z jednej strony postępujące rozwarstwienie i manipulacyjną „wolność” Zachodu, gdzie grupka opętanych chciwością, chce kontrolować świat. Z drugiej chińsko-komunistyczne przekonanie, ze ludzie to tryby mechanizmu i nic więcej. Czy potrafimy odnaleźć w tym systemie siebie samych, czy potrafimy zachować człowieczeństwo i jakąś realną godność? Co może nam to umożliwić, a co definitywnie przeszkodzić? To pytania dla nas. To też jakieś pytania dla dramatu „OZ”, który jeśli ma się trochę odporności – warto obejrzeć.

Na zdjęciu wprowadzającym jest kadr z filmu. Więźniowie podpalają. Więzienie płonie. Bo wyzutym z człowieczeństwa ludziom, pozostać może tylko jedno, podpalić ten świat, który staje się nie do wytrzymania i nie ma w sobie już nic ludzkiego, bo samo słowo „ludzkiego” straciło swoje znaczenie i sens.


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *