Sekielskiego „Zabawa w chowanego” z prawdą

Udostępnij dalej

Sekielskiego „Zabawa w chowanego” z prawdą

 

Film zawiódł. Po prostu. To jest zawsze śmiertelne niebezpieczeństwo dla kontynuacji, remeake’ów, powtórek, że dobrze zrobiony oryginał zaostrza apetyt i widz spodziewa się, co najmniej takich samych wrażeń. Ponieważ „Tylko nie mów nikomu” było materiałem miażdżącym, więc wobec „Zabawy w chowanego” pojawiły się duże oczekiwania, które film ten – na całej linii zawodzi.

Tragiczne historie chłopców, ofiar zwyrodniałego księdza są oczywiście poruszające i widz, myślę każdy, nie ma żadnych wątpliwości jak ocenić dewianta w sutannie. Mamy obrzydliwą zbrodnię, niewinne cierpienie. Chce się kary i to surowej. Ale… te tragedie były już w pierwszym filmie. Więc teraz…

Teraz pan Tomasz Sekielski dopisuje nowe tezy. Pierwsza to taka, że to biskupi są winni, bo w sumie umożliwiali księdzu pedofilowi kontynuowanie jego zachowania, krzywdzenie dalszych dzieci. Druga jest taka, że aparat państwa współpracuje z Kościołem instytucjonalnym w ochronie księży pedofilów.

Padają jeszcze trzy tezy reprezentowane przez księdza Isakowicza Zalewskiego oraz redaktora Terlikowskiego:

  • a) W kościele istnieje struktura wpierania się homoseksualnych duchownych z centrum w Rzymie.
  • b) Homoseksualizm jest podłożem większości zachowań pedofilskich.
  • c) Na kościół należy nakładać wysokie kary finansowe, bo tylko tak, można go „naprawić”.

Jednak teza o współodpowiedzialności biskupów – już była sygnalizowana w „Tylko nie mów nikomu”, więc w „Zabawie w chowanego” nie ma ładunku emocjonalnego, zaś jej przedstawienie i udokumentowanie jest na poziomie średnim, bo z jednej strony biskup Janiak prawdopodobnie wiedział o wszystkim, z drugiej, pokrzywdzeni bohaterowie jednak faktycznie – mimo dziwnej gimnastyki – nie zgłosili sprawy bezpośrednio w kurii, co im wytknął kulturalnie rzecznik prasowy biskupa. Stwierdzenie biskupa, że na 808 pedofili w więzieniach księży jest 3, też ma swoją wymowę, choć trzeba by ważyć proporcje liczbowe.

Właściwie chodzi o odpowiedź na pytanie: „O co chodzi Sekielskiemu?”

Autor „Zabawy w chowanego” – odpowie, że o dobro i bezpieczeństwo dzieci przed pedofilami. Ale czy na pewno? Te liczne głosy, podnoszące jednostronność zainteresowań Sekielskiego są być może po części motywowane chęcią „obrony kościoła”, jednak… mogą być racjonalną refleksją, zwracającą uwagę na to, że Sekielskiego nie interesuje pedofilia jako taka, tylko jak za pomocą przestępstw z tego obszaru „uwalić” kościół instytucjonalny.

Byłby wtedy Sekielski po prostu wykorzystywał cierpienie najmniejszych, jako materiał do swojej walki z kościołem. Używałby bólu najsłabszych, do osiągania własnych celów, co przecież jest praktyką powszechnie stosowaną w polityce i przestrzeni publicznej.

Ale takie instrumentalizowanie ludzkich tragedii i cierpienia, nie jest godne pochwały. Choć z drugiej strony, można powiedzieć, że kościół sam jest sobie winien, zaś z upublicznienia jego win może wyniknąć dobro rozmaitego rodzaju.

Ja myślę, że duchownych pedofili należałoby karać surowiej niż tych „cywilnych”. Podnieść wymiar kary o parę lat na przykład. Bo z autorytetem i pozycją, ze szczególnym umiejscowieniem w społeczeństwie, winna przychodzić szczególna odpowiedzialność. Jeśli nie przychodzi, to mamy do czynienia z pasożytowaniem.

Biskupi przyczyniający się do zbrodni pedofilii dokonywanych przez podległych im księży też powinni być karani, ale tu należałoby zachować daleko posuniętą ostrożność, ze względu na łatwość rzucenia oskarżenia i kłopoty dowodowe.

Szczególny smutek budzić jednak musi pominięcie milczeniem przejawów pedofilii tych, spoza kościoła katolickiego. Uwypuklanie win jednego z winowajców, przy pomijaniu wszystkich pozostałych, czasem bardziej winnych, znów prowadzi do wniosku, że NIE CHODZI O DOBRO OFIAR, tylko o walkę z wybranym celem, podmiotem, środowiskiem, grupą. W tej walce amunicją są straszne losy dzieci pokrzywdzonych przez księży.

Kościół instytucjonalny ma problemy. Znajduje się pod ciężkim „ostrzałem” środowisk „postępowych”, czego przykładem może być sprawa kardynała George’a Pella z Australii. Wspominana przez ks. Isakowicza lawendowa mafia czyli homoseksualne powiązania wśród duchownych, to może być prawda. Ksiądz Charamsa, co w Rzymie karierę swą robił, czy poczynania ks. bp. Paetza są tu istotnymi wskazówkami.

Pytanie: Co w zamian? Sami będziemy sobie „robić religię i moralność”? Gdzieś się taki eksperyment udał? Nie ma pedofili wśród prawosławnych, protestantów, rabinów, muzułmanów? A wśród pedagogów? Co w zamian za tę strukturę, z którą teraz mamy do czynienia? Wolny kościół im. T. Sekielskiego? Lepszy kościół Terlikowskiego, gdy już wydrenuje się z niego zasoby za pomocą, upragnionych przez pana redaktora wysokich odszkodowań finansowych?

I pytanie najważniejsze. Czy świat i my walczy z odrażającym zjawiskiem pedofilii? Czy walczy skutecznie? Czy tą walką są zamiary wprowadzenia do polskich szkół seksedukatorów mających „uczyć” dzieci (6-9 lat) zgodnie z wytycznymi organizacji WHO, o takich tematach jak:

  • Seks w mediach (łącznie z Internetem)
  • Zadowolenie i przyjemność z dotykania własnego ciała (masturbacja/autostymulacja)

To są kierunki, których chcieli by uczyć dzieci ci, co chcą walczyć z pedofilią czy przeciwnie, ci, co widzą w dzieciach obiekty seksualne? Czy widowiska typu drag queen z udziałem nieletnich są obiektem odpowiednich śledztw i działań wymiaru sprawiedliwości czy też są fajną niewinną zabawą dla współczesnych mas? O nieskończonej wręcz liście wypowiedzi czy zachowań i czynów przeciw niewinności nieletnich nie ma sensu wspominać.

Więc na tym tle, Tomasz Sekielski jest owszem akceptowalny, jako wypowiadający prawdę, której nikt inny wypowiedzieć jakoś w Polsce nie chciał. Z drugiej jednak strony jest przewidywalny, jako osoba mająca problem – mimo ewentualnych ustnych deklaracji – z kościołem, religią i chrześcijaństwem. Prowadząca swego rodzaju wendettę przeciw tej sferze, motywowana niechęcią, używająca narzędziowo realnych cierpień ludzi, zawionionych przez kościół.

Tomasz Sekielski pisze, że zbiera pieniądze na następne filmy. Odważny. Na temat kościoła i grosz się znajdzie i platforma do wypromowania i rozpowszechniania. Gdyby tak spróbował z innymi środowiskami, ale tam… nawet ścisłe więzienie człowieka nie uratuje. Póki co, nasz dzielny reżyser szykuje film o „roli Jana Pawła II w tuszowaniu przypadków przestępstw duchownych”. Trzy dni temu miała miejsce rocznica zamachu na św. Jana Pawła II, gdy na placu św. Piotra przeszyły go kule zamachowca. Tomasz Sekielski już tworzy „nowe dzieło”. Potrzebny mu nasz wdowi grosz. I uwaga.

 


Moja ocena pierwszego filmu T.Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” znajduje się {TUTAJ}


Udostępnij dalej

2 thoughts on “Sekielskiego „Zabawa w chowanego” z prawdą

  1. „Film zawiódł. Po prostu.” Wie Pan, to jest Pana prywatna opinia. Ja jestem poruszony i wzruszony!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *