Zanim wszystkich nas zamkną…

Udostępnij dalej

Zanim wszystkich nas zamkną…

 

„Niewiedza jest źródłem strachu” – Księga kwitnienia traw

Trudno uwierzyć, żeby to wszystko była pomyłka, nieprawda, jakiś błąd. Ostatecznie wszystkie rządy, za wyjątkiem Szwecji i Białorusi, nie mogą się mylić. Ostatecznie naukowcy doradzają rządzącym. Więc być może, realna i groźna epidemia jest faktem. Taką ewentualność należy rzetelnie brać pod uwagę i stosować środki bezpieczeństwa. Jednak może warto dopuszczać, iż doszło do pomyłki, trochę indukowanej strachem czy skłonnością do strachu. Oddajmy więc na użytek racjonalnego namysłu głos drugiej stronie i rozsądzajmy sami. Albo i nie…

Mgła…

Nie wiemy konkretnie:

  • Jakie jest konkretne i realne zagrożenie, o którym tyle w mediach, w imię którego nałożone są ograniczenia.
  • Jakie niebezpieczeństwa powstają i jakie konkretnie straty i koszty, ponosimy i ponosić będziemy wskutek wprowadzanych przez polityków ograniczeń życia.

Jednym słowem zmuszeni jesteśmy do zakupu bezpieczeństwa (przychodzi Tosiek do właściciela restauracji i proponuje zakup bezpieczeństwa przed spaleniem) przed nieznanym nam zagrożeniem, za cenę, o której nie jesteśmy informowani (Tosiek przedstawia nam do podpisania weksel in blanco).

Ale nie! Przecież wiemy! Przecież każdy widział i czytał, i nawet oglądał. Te trumny, te szpitale, tych konających ludzi. Wszyscy wiemy, że zagrożenie jest straszne, wielkie, ogromne, że bilans wydarzeń jest tragiczny, katastrofalny, przerażający. Nasze myślenie zostało sprowadzone do procesów intelektualnych 4 latka, oglądającego barwne obrazki. Ale nie. Czterolatek potrafi podnieść obrazek, żeby zobaczyć, co jest pod spodem. My… już chyba nie. Tak nas „wychowano”.

DODATKOWO

Jeśli chcemy odpowiedzieć sobie czy anno domini roku jakiegoś był dla naszej wioski lepszy czy gorszy, to zapytać możemy a ilu ludzi umarło? Czterech? A rok temu? Pięciu? A dwa lata temu? Też pięcu? Aha. No to ten rok, nie jest taki zły, co wiecej – jest dobry. Jest… bezpieczniej.

W ocenie ZMIANY bezpieczeństwa życia społeczeństwa liczy się tylko jedna rzecz i żadna inna, liczy się to ile osób DODATKOWO straciło życie w stosunku do lat poprzednich. DODATKOWO. DODATKOWO. D O D A T K O W O.

To sie tylko liczy, bo jeśli życie straciło mniej osób, to jako całość, jako społeczeństwo – mamy się bezpieczniej. A jeśli więcej, jeśli NAGŁY SKOK zgonów, to znaczy, że zaistniał jakiś nowy czynnik i zaczynamy pytać CO stwarza NOWE nieistniejące wcześniej zagrożenie.

Jeśli w naszej wiosce umarło tego roku 8 osób a w zeszłym i poprzednim po 4, to znaczy, że coś się dzieje, że można się bać. Ale jeśli umarło 5 albo 4, albo 3 osoby, to SYTUACJA NIE ULEGŁA ZMIANIE. Mamy dokładnie takie samo BEZPIECZEŃSTWO a więc prawdopodobieństwo przeżycia jak przez te poprzednie do tej pory lata.

Anatomia pomyłki.

Mój sąsiad Karol informuje mnie, że zarejestrował wzrost liczby koni.
– Jak to? – pytam.
– No w zeszłym tygodniu nie widziałem ani jednego konia, a w tym już trzy. To ogromny skok, liczba koni wzrasta – oświadczył z przejęciem.

Tydzień później, mój sąsiad donosi, że liczba koni rośnie wykładniczo, naliczył już 10.
– Ale jak to? Co robiłeś? – pytam.
– Zarezerwowałem jeden dzień na wycieczkę do stadniny. Tam było 10 koni. W przyszłym tygodniu zrobię dwie wycieczki. Mówię ci, liczba koni będzie dramatycznie rosła.

Liczba zarażonych

Liczba zarażonych podawana w mediach jako zarazone, ma tyle wspólnego z liczbą osób naprawdę zarażonych w społeczeństwie, co liczba koni podawana przez pana Karola z liczbą koni w ogóle. To po prostu jest jedna wielka pomyłka. Oto bowiem w zależności od tego, ile dni w tygodniu pan Karol poświęci na szukanie koni i od tego, gdzie pojedzie ich szukać, takie będą z grubsza wyniki jego badań i obliczeń. W zeszłym roku wcale ich nie szukał, ani nie sprawdzał, gdzie są, to liczba była ZERO. Teraz, w zależności od jego aktywności ta liczba się zmienia.

Podobnie jest, choć jeszcze gorzej, z podawaniem „liczby zarażonych” przez rząd. To jest liczba pozytywnych wyników sprawdzeń, dokonywanych na zlecenie tegoż rządu. Tych sprawdzeń w roku ubiegłym było ZERO, stąd o dziwo, wynik był ZERO. No tak, ale wirusa wykryto w tym roku. Ale skąd wiadomo, że nie było go w przeszłym? Skoro nie było „testów” i nikt nie sprawdzał?

No może po objawach. Ale te objawy nie przesądzają wcale o zarażeniu tym, konkretnym wirusem, bo w większości nie występują, a ponadto nie byłyby potrzebne testy, gdyby wystarczyłyby objawy. Ale… nie wystarczają.

Więc, gdy rządy zwiększają liczbę testów, bo już zakupiły, gdy patrzą bardziej „do stadniny” a nie do wnętrza galerii handlowej, to znajdują coraz więcej „koni”. Więc liczba tych znalezisk się… POWIĘKSZA, choć to nie musi mieć NIC WSPÓLNEGO z ogólną liczbą zarażonych.

Tę prawdziwą liczbę zarażonych, tydzień temu czy dwa, czy obecnie, można by realnie poznać tylko testując ogół społeczeństwa. Wtedy faktycznie – mamy tą liczbę (zakładając, że testy działają właściwie). A więc NIE WIEMY ile osób zostało w Polsce, czy w Niemczech zarażonych koronawirusem w wersji SARS-CoV-2. Nie wiemy też czy liczba zarażonych rośnie czy spada. Wiemy, że pan Karol, częściej jeździ poza miasto w poszukiwaniu swoich „koni” i częściej odwiedza miejsca, gdzie może je znaleźć.

Gdyby tak istotnie było, gdyby „dramatyczne” wzrosty zarażonych nie były wynikiem rozszerzającej się infekcji, tylko wzrostu ilości sprawdzeń oraz nakierowania tych sprawdzeń bardziej na miejsca/przypadki rokujące pozytywny wynik, to mielibyśmy prawo oczekiwać zaistnienia dwóch zjawisk:

  • po pewnym etapie wzrosty przestałyby następować – nie da się zwiększać w nieskończoność liczby testów i lepiej dobierać prób;
  • zmiany stosunku ilości wyników pozytywnych do ilości przeprowadzonych testów byłyby umiarkowane, tj. mniejsze niż wzrosty liczby osób „zarażonych”;

 

Wydaje się, że te tendencje właśnie obserwujemy. Wszędzie, po podobnym okresie od przystąpienia do testowania – ok 6 tygodni – następuje brak wzrostu liczby odkrywanych dziennie wyników pozytywnych. Podobnie stosunek wyników pozytywnych do wszystkich prób, cechuje się pewną stabilnością, zależną tu, od takiego czy innego wyboru osób do testowania.

Rzeczywista liczba osób zainfekowanych (to o wiele lepsze słowo od groźnego – zarażonych) jest z jednej strony prawdopodobnie dziesiątki razy większa od podawanej, z drugiej strony jest prawdopodobnie stabilna, w tym sensie, że znakomita część osób przechodzi infekcję bezobjawowo i już dawno jest – po.

Liczba zgonów

Liczba podawana jako liczba zgonów na koronawirusa też jest niepewna, szczególnie w tych krajach, gdzie osiąga ona znaczący procent całkowitej liczby zgonów notowanych dziennie przed epidemią. Dzieje się tak dlatego, że ta całkowita liczba zgonów rośnie nieznacznie, a czasem wręcz jest teraz MNIEJSZA niż w poprzednich analogicznych okresach. Dysydenccy naukowcy albo lekarze, powiadają, że nie ma obrazu chorób. Powszechnie wiadomo, że niemal wszyscy, określani jako zmarli na koronawirusa, chorowali na inne choroby.

Społeczeństwo podawaną liczbę zmarłych na tę „epidemię” odczytuje tak. Był zdrowy człowiek, zaraził się tym wirusem, wskutek tego zarażenia zachorował i umarł. Otóż. To najzwyczajniej w 999 przypadkach na 1000, a może znacznie częściej – nieprawda. Ludzie w normalnym stanie zdrowia, ani dobrym ani złym są w większości bezpieczni. Czy są w 100% biezpieczni? Nie. Nie w 100%.

Więc koniec końców, jest prawdopodobne, że chorowaliśmy wskutek infekcji koronawirusami (jest ich wiele jak na przykład znacznie groźniejszy kuzyn obecnego czyli SARS-CoV-1) i umieraliśmy z powodu tych chorób. Robiliśmy co możliwe, by łagodzić ich skutki, by ratować życie, co do pewnego stopnia nam się udaje, a do pewnego stopnia nie – stąd, jako społeczeństwo, umieramy. I to też jest jakaś część życia, natury, zwłaszcza, że średni wiek osób umierających ponoć na koronawirusa we Włoszech to 80 lat, a średnia długość życia w Polsce to 78 lat! Można dodać, że 2/3 „ofiar koronawirusa” to mężczyźni, a ich długość życia w Polsce to 74 lata.

Cena

Generalnie wydaje nam się, że jedyną ceną jaką musimy zapłacić za walkę z nieznanym i niepewnym niebezpieczeństwem są pewne drobne niedogodności życia codziennego, jak wkładanie rękawiczek czy dystansowanie się społeczne. Na temat CENY płaconej przez społeczeństwo jest niewiele programów publicystycznych i informacyjnych. Ten temat nie zajmuje pierwszych, a być może nawet ostatnich stron łam gazet. Wszystko to prowadzi do sytuacji, gdy jako społeczeństwo NIE WIEMY ile nas kosztują nakładane przez rząd ograniczenia, przyjęte metody i podejmowane działania.

Ale wszystko warto zapłacić, w obronie ludzkiego życia! – zawołają ci, co mają prawdziwie wrażliwe serce i obywatelską postawę. Ale oczywiście, guzik prawda. Bo ochrona życia, jak ta łódź z poprzedniego tekstu, może mieć różne miejsca do łatania i naprawy, i angażując siły i środki w jednym miejscu, jednocześnie ich odmawiamy innym. – No a jak byś ty zachorował? Jak byś wtedy gadał – da się słyszeć jadowite pytania. Odpowiedź wydaje się prosta. Człowiek chory, jeśli nie ma pieniędzy, to bywa zdany na łaskę i niełaskę ilości środków budżetowych, wieloletnich kolejek, niedoborów nowoczesnych leków i metod leczenia. Ostatecznie zostaje sam i rzadko ktoś się za nim ujmie, a już na pewno nie ci, co rzucają mu w twarz – A jak ty zachorujesz?

Więc cena jaką płacimy za rządowe eskapady w tworzeniu ograniczeń obejmuje:

  • Dewastację ekonomii i gospodarki kraju, a więc tego, z czego wszyscy żyjemy.
  • Ograniczenie lub pozbawienie dochodów wielu obywateli. (Ponoć stan wyjątkowy umożliwia dochodzenie odszkodowań)
  • Utratę ogromnej ilości środków finansowych, którymi można finansować np. badania i procedury med.
  • Uniemożliwienie wielu osobom skorzystania z niezbędnych im (normalnych) świadczeń medycznych.
  • Dezorganizację całego życia społecznego i funkcjonowania społeczeństwa.
  • Rozkład istotnych dla społeczeństwa procedur organizacji i wyłaniania władz państwa.
  • Destrukcję więzi społecznych, aktywności społecznych, współistnienia i współdziałania ludzi.
  • Ogromny stres, lęk i strach, grup oraz jednostek. Stres jest silnym czynnikiem chorobotwórczym.
  • Naszą wolność.

Rozkłada się gospodarka, państwo, struktury społeczne. Ludzi izoluje się od siebie i napełnia strachem. Wielu traci pracę i dochody. Dzieci nie mają co robić. Społeczenstwo nie funkcjonuje, a rząd ogłasza, że żona z mężem na się poruszać po trotuarze w odległości dwóch metrów bieżących, a jak nie, to policja. Jakiś próg absurdu, chyba został przekroczony.

Chyba najbardziej niedocenianym jednak składnikiem rachunku za „epidemię” jest destrukcja postaw, zachowań i osobowości ludzi. Ugniatani od dawna wezwaniem do pozbycia się „toksycznej męskości”. Zachęcani medialną pałką, do bycia „bardziej emocjonalnymi”. Oślepiani głupotą teleekranów, miażdżeni systemem edukacji promującym wykształcenie na zasadzie psa Pawłowa, ma być test i wymagana reakcja z pominięciem racjonalnego myślenia, ludzie w końcu dają sie urobić. Gdy do tego dodawane jest wpajanie strachu, dochodzi od uczynienia lęku i przerażenia – cnotą obywatelską. Kto się nie boi – dezerter, takie odwrócenie prawdy. Kto pyta – sabotażysta. Kto arugumentuje – chce nas wszystkich wysadzić w powietrze.

Gdy rozmawiać na ten temat i cierpliwie wymieniać argumenty oraz faktyczne liczby, ludzie reagują „Odnoszę wrażenie, że Pan ZA WSZELKĄ CENĘ… itd.” Tak się nie da żyć. Tak się nie da racjonalnie funkcjonować. Brak namysłu i dyskusji stał się cnotą obywatelską. Prymitywne ataki na tych, co argumentują są wyrazem troski i wrażliwości.

Kościół

Błąd popełniają ci, którzy widzą w instytucji kościoła rzecz wyłącznie duchową albo religijną. Kościół, a w zupełnie szczególny sposób kościół w Polsce, nigdy tylko taką instytucją nie był. Nie był nią także dlatego, że Polacy przez ostatnie dwa a może trzy stulecia, częściej swojego suwerennego państwa nie mieli niż mieli. Więc nie mieszkali w państwie. Nie państwo na codzień było ich domem. Polska, to nie były instytucje państwa. Polska, to były wrośnięte w Polaków zwyczaje, poglądy, zachowania, które w jedną klamrę łączyły praktyki religijne i kościół katolicki. To tam, w kościele, byli wolni. Tam znajdowali wytchnienie przed totalitarną władzą. W obronie tej instytucji, która de facto stała się emanacją i uosobieniem społeczeństwa – stawali.

Katolicy, ateiści, wierzący i niewierzący, zawsze w kościele znajdowali azyl wolności od świata, od tego co na zewnątrz. Unikalna doktryna katolicyzmu, sprowadzająca się do odmowy władzy świeckiej panowania nad człowiekiem, stwarzała „dwu-władzę”. Obszar, który od rąk – bywa – totalitarnej władzy był oddzielony. Sferę sacrum, ale też takiego zwyczajnego, gdy kolędy, gdy śmierć, gdy chrzciny.

Komuniści nie zamknęli kościołów, byli na to za słabi. Nie dali rady. Teraz, kościoły zamykają duchowni. I możemy pospieszyć, z dziesiątkiem racjonalnych wyjaśnień, optymistycznych spodziewań i odpowiedzialnych przygan dla każdego, kto na to zwróci uwagę. Nie, duchowość nie zabezpiecza przed infekcją i jej skutkami. Ale tępa ugległość oparta na strachu i brak racjonalnego, ale i w pewnym sensie „niepodległego” podejścia do rzeczywistości, niszczy ten azyl ludzi, tę emanację ich życia społecznego, tę przestrzeń, która była ich schronieniem. To duchowni, zamknęłi kościoły. Pięć osób na jeden. Niezależnie od wolności, niezależnie od wielkości, dla „dobra” nas wszystkich, które to dobro, najlepiej zidentyfikuje minister zdrowia, co sam wygląda, jakby za chwilę miał zachorować.

Pierścień

Trzy pierścienie dano Elfom, nieśmiertelnym i wspaniałym. Siedem krasnoludom, co wykuwały pod ziemią miasta. Dziwięć trafiło do ludzi, najbardziej spragnionych władzy. Jeden. O jednym się nie mówiło. Ale ten jeden wiązał je wszystkie i wszystkimi władał.

Taka była wizja, na której Tokien oparł swoja epopeję. Czy zatem jest taki pierścień, taki mechanizm ukuty przez nieznane siły, który włada wszystkim, co widzimy, nami samymi? Być może jest i być może są nim – media. „Czym różni się polityk od muchy? Niczym. jedno i drugie można zabić gazetą„.

W chwili obecnej zależność polityków od mediów nie jest całkowita, ale wpływu medialnych prądów na działania polityczne nie sposób lekceważyć. Gdy zaś obie ich sfery – tzw. mainstream oraz władcy tych społecznościowych zwierają szeregi, to konia z rzędem temu, kto politycznie działając im się przeciwstawi.

Ludzie w mediach żyją. Wypychani z ulic, zapatrzeni w małe i wielkie ekrany, w swej świadomości mają to, co im tam włożą redaktorzy, dyrektorzy, admini. Nie oglądamy życia naprawdę. Nie dokonujemy nawet samodzielnych wyborów CO oglądać. Oczywiście – statystycznie nie dokonujemy. O tym, co statystycznie – a tylko statystyczne mechanizmy mają znaczenie w przestrzeni decyzji i zachowań społecznych – ogląda człowiek, on sam nie decyduje. Włącza kanał, wchodzi na stronę, wkłada słuchawki do uszu, a tam… to, co mu ktoś ustawi.

Stąd władza mediów nad świadomością i poglądami ludzi, zdaje się osiągnęła poziom niemożliwy do pomyślenia dawniej. Stąd dla ludzi, nikt nie umarł na koronawirusa rok temu, stąd w ogóle ludzie wcześniej nie umierali, albo takich było bardzo mało, bo w mediach nie było, to w głowie i w świadomości nie ma. Medialny walec rządzi ludzką wyobraźnią i obrazem rzeczywistości, sprawnie kieruje ludzkimi emocjami, tworzy w ludziach „wartości” i postawy, kształtuje nastawienia i preferencje. Ten sam walec, naciska polityków z taką siłą, że chcąc zachować uposażenie i stanowiska, zrobią wszystko, by dobrze wypaść na ekranie, bo zęby medialnych rekinów już czekają.

Filmy i audycje, te kwestionujące „prawdę” o epidemii, stają się niedostępne. Dostępne za to są bez znieczulenia, wiadomości typu „tragiczny bilans” czy „wybuchy ognisk w szpitalach”. Więc gdzie przestrzeń do namysłu i zastanowienia? Czy może niewiedza jest już błogosławieństwem, jak to twierdził Cypher powtarzając bon moty Orwela?

Ludzie stają się oddzielni. Na polecenie władzy odległość między nimi ma wynosić dwa metry. Oczywiście, oczywiście ze strachu przed epiedmią, jakże by inaczej. Policja rozpędziła chrzciny. Duchowni zamknęli kościoły. Zdeformowana Szwecja tylko bawi się w barach i knajpach, no i samodzierżca za Bugu, olał sprawę. Nasi, w okularach, w poczuciu wyższej odpowiedzialności, skracają czas otwarcia sklepów, bo w weekendy mają być zamknięte. Do jasnej cholery, przecież zagęszczenie ludzi w sklepach wzrośnie! A nie wzrośnie! Bo rząd przewidująco ograniczył jednoczesną liczbę ich klientów. Miliony godzin będziemy stać w kolejkach? Znowu?

Pytanie czy jest taki moment, taki próg, za którym obowiązkiem staje się myślenie. Myślenie i pytanie, i używanie rozumu, bo jak tak dalej pójdzie to zrobi się po prostu źle. Już nam spaprali życie i nastrój. Niektórym pracę, działałoność gospodarczą i relacje z ludźmi. Ale nie ustają, w gotowości by je spaprać bardziej. Durnie się podśmiewają, ze żona i mąż po przyjściu do domu mogą się swobodnie zbliżać na mniej niż 2 metry. Nie znacie chyba jeszcze odpowiedzialności rządu! I inwencji w generowaniu nowych pomysłów.

Finał

Finał całej tej ****** wydaje się jasny.
– Dlaczego dmiesz w róg? – pyta Jaś, Adama.
– Żeby odganiać trole!
– Ale tu nie ma troli!
– No widzisz… to działa!

Więc gdy skończą się możliwości zwiększania dziennej liczby zakażonych, gdy wskutek słońca podniesie się u ludzi poziom witaminy D i jak co roku epidemie grypo-podobne znikną, politycy odtrąbią na rogu medialnym sukces i każą wierzyć nam, że to dzięki tym wszystkim stratom i szkodom jakie w naszym życiu spowodowali. Pytanie czy uwierzymy. Ja myślę, że…

 


Aneks, czyli przytoczenia i odnośniki:

1. Wg szacunków przyczyną zgonów 467 tysięcy Europejczyków rocznie jest zanieczyszczone powietrze. Oto mapa zanieczyszczeń. Włochy?

image

2. Całkowita liczba zgonów w Europie w czasie „epidemii” nie jest wyższa niż bez „epidemii” czyli w latach poprzednich.

image

3. Proporcja dziennie odkrywanych „zarażeń” w stosunku do ilości wykonywanych sprawdzeń pozostaje stała:

image

Stąd dramatyczne wzrosty „ilości zakażonych” to wzrosty ilości pozytywnych wyników testów, wynikają z większej ilości prowadzonych testów. Robiąc więcej testów, otrzymywać będziemy wzrost „liczby zarażonych”.

4. 15% pacjentów OIOM w Niemczech (wysoki poziom higieny) ulega dodatkowym zakażeniom w szpitalu. W Europie osób „łapiących” zakażenia „odszpitalne” jest rocznie ok 2,5 miliona, co przyczynia się do ok 50 tysięcy zgonów.

5. Profesorowie medycyny uniwersytetu Stanford Eran Bendavid i Jay Bhattacharya  dokonując szacunków liczby osób zmarłych i zarażonych w Stanach Zjednoczonych piszą, że współczynnik śmiertelności Covid-19 wynosi od 0,01% do 0,06% czyli poniżej śmiertelności zwykłej grypy, dla której ten współczynik szacują na 0,1%.

6. Profesor Stefan Hockertz, niemiecki immunolog i toksykolog szacuje współczynnik śmiertelności Covid-19 na pomiędzy 0,03% do 0,07%.
Ale ten nowy wirus szybko się rozprzestrzenia – pyta reporterka.
W Chinach bez jakiejkolwiek terapii wyzdrowiało 80 tysięcy osób. To znaczy, że nasz układ odpornościowy rozpoznaje tego wirusa. W innym przypadku, wyzdrowień nie było by tak wiele i tak szybko – odpowiada profesor. – Więc ten wirus nie jest nowy, choć nikt nie zaprzecza, że łatwo się rozprzestrzenia. We Włoszech wiele osób umiera z powodu zakażań szpitalnych. Przychodzą z jedną chorobą do szpitala, a umierają wskutek zakażenia w szpitalu innym patogenem. We Włoszech liczba takich osób to ok 10 tysięcy, gdy w Niemczech tylko nieco ponad 2 363, w Holandii 206.

7.Są przekonywujące dowody, że cała ta panika jest szaleństwem i głupotą. A jednak naszą wolność ograniczono, a gospodarkę się rujnuje” – pisze Peter Hitchens na łamach MailOnline. Gdy argumentuję przeciw temu szaleństwu – pisze dalej Hitchens – jestem oskarżany o lekceważenie losu i śmierci starszych ludzi. To nieprawda. Tak samo leży mi na sercu ich los, jak każdemu innemu.

Jeśli ktoś żąda opinii naukowca, który nie zgadza się z poczynaniami rządów – kontynuuje – , to najlepszym będzie profesor Sucharit Bhakdi. Szukacie eksperta? Oto on. Jest lekarzem specjalizującym się w zakresie chorób zakaźnych. Jest jednym z najczęściej cytowanych naukowców medycznych w Niemczech. Był szefem Instytutu Mikrobiologii na uniersytecie Gutenberga w Mainz, jednej z najlepszych uczelni.

Absurdalne, groteskowe i bardzo niebezpieczne – tak profesor Bhakdi ocenia działania polityków i rządów. – Osoby starsze mają pełne prawo prawo żyć, nie stać się jednymi z 2200, które każdego dnia odchodzą. Kontakty i relacje międzyludzkie, różne wydarzenia społeczne, teatr i muzyka, podróżowanie i wakacyjny wypoczynek, sport i hobbby, wszystko to pomaga zachować i przedłużyć ich życie na Ziemi. Przewidywana długość życia milionów ludzi, została właśnie skrócona. Dewastujący gospodarkę wpływ nowych ograniczeń zagraża egzystencji ogromnej ilości ludzi. Konsekwencje dla służby zdrowia są katastrofalne. Istniejący zakres świadczeń medycznych został ograniczony. Zabiegi operacyjne są odwoływane. Etaty lekarskie stoją puste a personel szpitali topnieje. Te zjawiska mają ogromny wpływ na całe społeczeństwo. Moim zdaniem te działania prowadzą do autodestrukcji i kolektywnego samobójstwa jedynie w oparciu o lęk.

To nowe społeczeństwo „Sztazi – pisze Hitchens – cieszy się przerażającym poparciem społecznym. Policja reklamuje portal dla obywateli umożliwiający „zgłaszanie” zachowań naruszających „społeczne dystansowanie się”. Jeśli myślicie, że nie pojawili się donosiciele, to pomyślcie ponownie. Policja ujawniła, że otrzymuje od ludzi „dzisiątki i dziesiątki” doniesień. „Mój sąsiad wychodzi drugi raz z domu. Przyjedźcie i aresztujcie go”.

 

8. „Wszyscy jesteśmy zamknięci. W Nicei istnieją drony, które nakładają grzywny na ludzi. Jak daleko zaszedł ten monitoring? Trzeba przeczytać Hannah Arendt i dokładnie przyjrzeć się początkom totalitaryzmu w tym czasie. Jeśli uda się nastraszyć ludzi, możesz z nimi zrobić wszystko ”- mówi wirusolog  Pablo Goldschmidt.

 

 

„nie życzyłem tobie miasto śmierci w każdym razie nie takiej
bo z tobą zejdą pod ziemię słodkie owoce wolności
i wszystko trzeba zaczynać od gorzkiej wiedzy od trawy”

Z.Herbert „Babylon”

 

 


Inne teksty z bloga na ten temat {TUTAJ}


Udostępnij dalej

10 thoughts on “Zanim wszystkich nas zamkną…

  1. Do niedawna oprócz Szwecji i Białorusi było jeszcze kilka innych „niestrachliwych” państw, np. US i UK. Teraz są liderami wzrostów przypadków śmiertelnych. A i Szwecja dziarsko się pcha w górę.

      1. Porównajmy dwa kraje o tej samej liczbie mieszkańców.Szwecja 10,3 mkn mieszkańców i Czechy 10,6 mln mieszkańców.I teraz stan na dzień 13.04 śmiertelnośc na 1 mln mieszkańców w Szwecji 87 w Czechach 13,4. W Czechach obowiązują obostrzenia w tym nakaz noszenia maseczek w Szwecji wszyscy wiemy jak jest.

        1. Belgia ma 10.3 mln mieszkańców. Śmiertelność na 1 mln
          – w Szwecji 91
          – w Belgii 337

          Szwecja jest otwarta, Belgia zamknięta i obostrzona.

          1. Belgia graniczy z Niemcami, z Francją, z Holandią, z Luksemburgiem. Szwecja graniczy z Morzem Bałtyckim oraz Finlandią i Norwegią. Kiedyś morze zamarzało i można było dotrzeć z Polski do Szwecji po tym lodzie.

            Jak widać są różnice w otwartości obu krajów. Do Szwecji, raju nielegalnych imigrantów, nie tak łatwo dotrzeć.

            PS. Korporacja Volvo została wykupiona przez koncern Geely z ChRL. Ale to nie zaważyło na rozprzestrzenianiu się wirusa w Szwecji.

          2. Ala jaka jest teza komentarza? Taka, że większa dostępność lądowa do danego kraju (granice lądowe z innymi państwami) , określana w komentarzu jako „otwartość”, powoduje większą zapadalność na Covid-19?

  2. Dwa pytania
    – Czyli zatem Pana zdaniem, najlepiej byłoby w tej chwili całkowicie wyłączyć guzik „pandemia” i wrócić do listopada 2019 ?
    Czy weźmie Pan odpowiedzialność na siebie jeżeli to będzie błąd?
    – Czy może Pan przedstawić wiarygodne , najlepiej urzędowe dane z Lombardii które pokazują że ilość zmarłych w wybranym okresie marca tego roku jest równa, lub mniejsza niż w analogicznym okresie minionego roku? Mam na myśli mikroregion, miasteczko..
    Moja wiedza opiera się na włoskich mediach które wskazywały że wzrost właśnie tam, wyniósł około 27 x ….
    Ogólnie- fajne opracowanie 🙂

    1. Moim zdaniem należałoby ocenić czy zagrożenie tą konkretną infekcją jest czy nie jest wyjątkowe.
      Można to zrobić na dwa sposoby, przy czym drugi jest praktyczny i o tym pisałem.

      Moralny szantaż zawarty w pytaniu (Czy weźmie Pan odpowiedzialność…), bierze się z nieprawdziwego obrazu rzeczywistości, prezentowanego przez media, w którym to obrazie, wskutek przyjmowanych OGRANICZEŃ życia, nikt nie umrze i nie umiera, życie żadnego człowieka nie ulega SKRÓCENIU.

      Generalnie więc, mamy dwie niewiadome:
      1. Brak oszacowania realnego zagrożenia.
      2. Brak oszacowania realnych kosztów, w tym ludzkich żyć – bo to się przekłada, wprowadzanych OGRANICZEŃ.

      I mamy dwa założenia bazujące na braku tych informacji:
      a) Współczynnik śmiertelności wynosi od 3 (Chiny) do 10(Włochy) procent.
      b) Wprowadzane ograniczenia życia, nie przyczynią się do NICZYJEJ śmierci.

      Spokojnie i stosunkowo naukowo tłumaczy to profesor uniwersytetu Standford: https://www.youtube.com/watch?v=J60nAMUQAfI

  3. Dokładnie takie wnioski stały się i moim udziałem parę tygodni temu, zaglądając do statystyk ogólnej śmiertelności sprzed roku (gdy „nie było” jeszcze covid 19) i porównując z tegorocznymi, w małym wycinku 2 miesięcy, na pewno bardziej wyraziste to będzie w rocznej statystyce. Próby podzielenia się tym z krewnymi spowodowały, że… nastąpiło wyizolowanie mnie ze stada na bezpieczną odległość 🙂 Siła mediów już kiedyś została udowodniona, gdy po audycji radiowej, gdzie czytano fragmenty książki chyba (Wojna światów Wellsa) ewakuowało się w panice miasto, a potem jeszcze był podobny test radiowy w Ameryce Pd (źle się skończył dla redaktorów :), człowiek, jako masa pragnie jedności, ale jako siły jednoczącej potrzebuje strachu (najwyraźniej jako masa reaguje najsilniej na taką, co też wypiera wszystkie inne) to staje się religią, a jak każda ma swoich świętych, gdzie objawiają się też zdolności człowieka do poświęceń i aktów oddania. Tego filmu ludzie potrzebują, a na (w najlepszym razie) „kwarantannę” społeczną trafiają odkrywcy tego „Truman Show”.
    Absurdalnie skonstruowane przepisy ochronne może niektórzy zauważają, ale nie jest to groźne, bo wysokie mandaty za łamanie przepisów wymuszają stosowanie się do nawet najbardziej głupich rozporządzeń. Jeśli przyjeżdżam jako kierowca ciężarówki, to nie zarażam, a jako zwykły obywatel, to owszem. Pies chroni mnie przed wirusem, a rower zwiększa ryzyko. To wszystko pisał bardzo słaby komputer… Ciekawy test na to jak daleko można manipulować masami i że nawet naukowe tytuły nie chronią przed uleganiem ideom opartym na strachu, a wtedy „wybitny” umysł wszelkie siły swoje angażuje na logiczne argumenty potwierdzające ideę. W przeciwnym razie też by trafił na społeczną kwarantannę.

    1. Ale… ponoć jesteśmy. Społeczeństwem. Narodem. Polegamy na sobie. Kierujemy się rozumem, racjonalnością. Przecież to XXI wiek. W Chinach, ponoć mają poinstalowany program na komórkach. Program sprawdza, gdzie jesteś, gdzie idziesz. Żąda danych o temperaturze itd. Wszędzie kontrole więc tę temperaturę albo i coś więcej mierzą. I program wyświetla kolory. Jak zielony, możesz wejść Jak jakiś inny, to może stwarzasz zagrożenie, bo za rzadko się badałeś czy coś takiego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *