Co nam szkodzi, a co pomaga w czasie „epidemii” czyli cytokinowy sztorm

Udostępnij dalej

Co nam szkodzi, a co pomaga w czasie „epidemii” czyli cytokinowy sztorm

 

Gdy śmiertelny wirus rozsiewa się po kraju, nie oszczędzając nikogo, rząd odpowiedzialnie nakłada na społeczeństwo, trudne do odnalezienia w niedalekiej przeszłości,  środki. Otóż… zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia pana Ł.Szumowskiego, Polakom NIE WOLNO WYCHODZIĆ NA SPACER.

Zakaz wychodzenia na spacer?

§3a.1. W okresie od dnia 25marca 2020r. do dnia 11kwietnia 2020r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu:

1) wykonywania czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej lub prac w gospodarstwie rolnym, oraz zakupu towarów i usług ztym związanych;

2 )zaspokajania  niezbędnych  potrzeb  związanych  z bieżącymi  sprawami  życia  codziennego,  w tym  uzyskania opieki zdrowotnej lub psychologicznej, tej osoby, osoby jej najbliższej w rozumieniu art.115§11 ustawy zdnia6czerwca 1997r. –Kodeks karny (Dz.U. z2019r. poz.1950 i2128), a jeżeli osoba przemieszczająca się pozo-staje we wspólnym pożyciu zi nną osobą –także osoby najbliższej osobie pozostającej we wspólnym pożyciu,oraz zakupu towarów i usług z tym związanych;

3) wykonywania ochotniczo i bez wynagrodzenia świadczeń na rzecz przeciwdziałania skutkom COVID-19, w tym wramach wolontariatu;

4) sprawowania lub uczestniczenia w sprawowaniu kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych

Zatem minister RP zakazał obywatelom państwa polskiego wychodzić z domu, za wyjątkiem czterech dopuszczonych przez siebie przypadków. Katalog wyjątków jest zamknięty, a to oznacza, że wychodzenie np. na spacer, jest w Polsce rozporządzeniem rządu jest zakazane. Nie jest to uwaga polityczna, bo opozycja zakazałaby tak samo albo bardziej. Nie szukałem jakie konsekwencje przewiduje ten akt prawny za złamanie jego przepisów, ale zawsze takie konsekwencje są określane, inaczej prawo nie miałoby sensu.

Co prawda rzecznik ministra zapytany czy można samotnie uprawiać sport typu bieganie czy rower odpowiedział, że można, ale… co miał zrobić? Pewien próg absurdu, chyba został w przepisach przekroczony.

Kiedy chorujemy na grypę?

Charakterystycznym zjawiskiem na całym świecie jest SEZONOWOŚĆ zachorowań grypopodobnych. Generalnie ludzie nie chorują w lecie. Chorują natomiast zimą i, może szczególnie, przedwiośniem.Rządowe Centrum Bezpieczeństwa RCB informuje: „W Polsce (…) szczyt zachorowań przypada zwykle między styczniem a marcem. Rejestruje się wtedy nawet do kilku milionów zachorowań na grypę i choroby grypopodobne.

Dlaczego? Dlaczego chorujemy na grypę i choroby grypopodobne najczęściej w okresie między styczniem a marcem? Na to pytanie próbował odpowiedzieć uniwersytet Harvard. Rozpatrywano trzy hipotezy:

  1. Wirusy giną gdy jest cieplej a dużo łatwiej mogą przetrwać gdy temperatura jest niższa.
  2. Zimą ludzie częściej przebywają w pomieszczeniach razem, łapiąc od siebie nawzajem wirusa.
  3. Okres niskiego nasłonecznienia w zimie powoduje ubytki witaminy D, której obecność wpływa na układ odpornościowy.

Wszystkie trzy tezy, to hipotezy, nie posiadające twardych dowodów. Jeśli wirusy nie atakują w lecie ze względu na temperaturę, to kraje o temperaturach cieplejszych, powinny być mniej narażone na infekcję niż kraje „północne” gdzie wirus powinien „szaleć”. Tego zjawiska raczej się nie obserwuje. Wydaje się także, że w zimie ludzie gromadzą się w pomieszczeniach, jednak dość podobnie jak w lecie. A co z witaminą D?

Otóż wydaje się, że ciężkie powikłania, w tym prowadzące do śmierci, nie są bezpośrednim skutkiem infekcji wirusem, w tym koronawirusem.

Cytokinowy sztorm

Człowiek generalnie rzecz biorąc, to nie jest jakiś jednostkowy i jednorodny podmiot, który ma swój zdrowy stan póki jakiś niezwykły patogen go nie zaatakuje. Człowiek to raczej proces albo wręcz zbiór procesów przebiegających przy oddziaływaniu bilionów naszych komórek, podobnej lub większej ilości bakterii, które sobie w nas egzystują i… tak, tak.. trudnej do policzenia, ale generalnie stale obecnej jakiejś liczby wirusów.

Zdrowie to nie jest stan braku patogenów, tak jak w zdrowe państwo, to nie jest takie, w którym nie dochodzi do przestępstw. Zdrowie to stan równowagi, zapewnianej przez armię organizmu czyli układ odpornościowy. To ta „armia”, na bieżąco i przez całe życie lata po państwie i gdy wykryje jakąś inwazję, to rozpoczyna działania „bojowe”.

Jednak gdy armia jest źle wytrenowana, gdy żołnierze mają „omamy wzrokowe”, bo nie dostali jedzenia albo za dużo było alkoholu, to zaczyna to wojsko działać destrukcyjnie. Zamiast wejść do budynku, w którym „zabarykadował się terrorysta”, to decyduje iż całe miasto będzie obiektem nalotów dywanowych i… zaczyna się cytokinowy sztorm.

Zjawisko burzy lub sztormu cykotynin, polega na tym, że komórki odpornościowe uwalniają nadmierne ilości białek zwanych cykotyninami. Te białka z jednej strony powodują stan zapalny zainfekowanych komórek, w celu obrony przed infekcją, z drugiej strony aktywują/przywołują następne komórki odpornościowe, które uwalniają znów, za wiele cykotynin, bo armia pijana,,układ odpornościowy w złym stanie.

W końcu organ, w którym ma miejsce infekcja jest niszczony przez własny układ odpornościowy. Przez tzw. sztorm cytokinowy. I to bywa, często, bezpośrednia przyczyna śmierci, a nie sama infekcja.

Co pomaga i co szkodzi naszej armii?

Sprawność i efektywność układu odpornościowego zależy od różnych czynników. Jednym z nich jest właśnie obecność w organizmie witaminy D. Ta witamina, to rodzaj żywności dla komórek odpornościowych. Jest ona obecna w niektórych rodzajach pożywienia, ale głównym jej źródłem są procesy w skórze człowieka, które zachodzą pod wpływem promieniowania słonecznego.

Witamina D

Więc, gdy słońca brak i gdy nie przebywamy na otwartym powietrzu wystawiając swój organizm na działanie promieni słonecznych, to nie dochodzi w organizmie do syntezy witaminy D, rejestrujemy wysokie deficyty tej witaminy, a układ odpornościowy staje się armią scherlałych żołnierzy, którzy na odczepnego odpalą swoje bazookie gdzie popadnie.

Stres

Drugim czynnikiem wpływającym na efektywność układu odpornościowego jest stres. Ściślej hormon stresu tj. kortyzol. Ten hormon powoduje osłabienie i demoralizację „naszej armii obronnej” i ludzie przeżywający dłużej trwający stres, stają się podatni na choroby.

Przyczyny stresu bywają różne. Z pewnością jest to przeżywany stan bezpieczeństwa lub zagrożenia. Gdy postrzegamy otoczenie jako zagrażające nam, automatycznie produkujemy kortyzol i osłabiamy układ odpornościowy. Dzieje się tak, bo jeśli zagrożenie jest prawdziwe, to nie czas zajmować się chorobami, tylko walką z owym zagrożeniem. Tygrys za rogiem, mamut na ścieżce, wilki nieopodal, wymagają wydajności od serca, układu krwionośnego i mięśni. Stąd reszta stawiana jest na „wstrzymanie”.

Relacje międzyludzkie

Innym ważnym elementem generującym stres lub pozwalającym go niwelować są relacje międzyludzkie. Człowiek w wymianie i kontaktach z innymi ludźmi znajduje środowisko mu właściwe, zapewniające poczucie przynależności i bezpieczeństwa. Nie z przypadku podstawową karą za ciężkie przestępstwa jest uniemożliwienie winnym, dalszych relacji z ludźmi. To owszem prewencja, ale i gorzka odpłata.

Aktywność fizyczna i kontakt z naturą

Jeszcze innym elementem redukcji stresu są ćwiczenia i przebywanie na świeżym powietrzu, wśród natury.

Koniec epidemii i efekty naszych działań

Więc na koniec przychodzi takie pytanie, czy dobrze jest dla nas, gdy zostajemy w domu, zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia? Przecież de facto wzmacniamy te wszystkie czynniki, które osłabiają nasz układ odpornościowy. Z pewnością z jednej strony zmniejszamy prawdopodbieństwo zainfekowania się. Z drugiej strony w przypadku złapania wirusa, nasza obrona może być o wiele słabsza i relacjonowane przypadki wskazują na to, że ciężkie powikłania występują u osób o osłabionym układzie odpornościowym.

Mamy dalej unikać słońca, pogłębiając nabyte w zimie niedobory witaminy D? Mamy unikać spacerów i kontaktu z naturą? Mamy się dobrowolnie aresztować, przecinając codzienne więzi i interakcje międzyludzkie? Mamy się bać, pod wpływem lawiny „obrazów śmierci” serwowanej do naszych oczu i umysłów, przez media?

Czy może to wszystko to działania, pogłębiające brak równowagi naszego organizmu. Degradujące armię, która powinna nas bronić. Wystawiające nas na sytuację, gdzie nasz układ odpornościowy zamiast radzić sobie, jak to robi na co dzień, z nieskończoną liczbą przypadków różnych infekcji, zrezygnuje albo oszaleje i zacznie niszczyć nasze ciało, tak że na wszystko będzie za późno?

Być może „odpowiedzialne” rozporządzenia pana ministra i działania polityków „rządu” poszły nieco zbyt daleko. Być może chcą nas przymusowo zaszczepić jesienią, nawet jeśli szczepionki będą jakości tych przeciw świńskiej grypie. Być może przydałoby się nieco rozsądku, w tej rozemocjonowanej atmosferze. Rozsądku, który nie minimalizuje zagrożenia, ale pozwala się nim zająć racjonalnie, to jest efektywnie. To ważne, bo same dobre „intencje” nie są wystarczające. Na szczęście wkrótce maj i czerwiec; i jak co roku epidemia zacznie wygasać. Tym razem powiemy, że to dzięki nam. Dzięki temu żeśmy spaprali gospodarkę, zepsuli sobie życie na parę miesięcy. Żeśmy się bali. Będziemy się mogli pochwalić! Ale to w lecie, gdy naturalne procesy przyrody sprawią jak zawsze, że infekcja przeminie. Tylko ta cena…


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *