Harvey Weinstein na stosie MiTuizmu

Udostępnij dalej

Harvey Weinstein na stosie MiTuizmu

 

Obrzydliwy facet. Kwintesencja hollywoodu. Świnia wykorzystująca kobiety i ludzi, mająca władzę tworzenia ich karier, w jakimś sensie życia. Samiec/wieprz alfa, top cywilizacji, człowiek szczytu wpływów, powodzenia, konsumpcji wszystkiego. Nie, nie miał pociągu do nieletnich jak Epstein. Ale to kwestia bardziej jeszcze chorych i patologicznych preferencji.

Pakt

W jakiś sensie – w jakim? – Wenistein podpisał pakt ze złem. Niczym bohater „Fausta” Goethego, przyjął ofertę diabła, księcia tego świata. Przeszedł na stronę ciemności i dostał wszystko, o czym mógł tylko marzyć. Władzę, pozycję, potęgę i rzekę pięknych kobiet, które – być może – same pchały mu się do łóżka. Takie były warunki kontraktu. Problem skutków, karmy, „sądu”, zawsze w takich przypadkach jest w „protokole dodatkowym”, niejawnym, dopisanym gdzieś na drugiej stronie kartki drobnym druczkiem.

Więc każdy kto się staje worem konsumpcyjnym, wciągającym świat do swego wnętrza i naśladującym tym samym swego „ojca” – „Diabła macie za ojca” – mówił Jezus, każdy przeżywający w ten sposób orgazm konsumpcji, a więc napawania się tym, czym może zawładnąć, co może mieć, czego może doświadczyć i co może poddać własnej kontroli, zaciąga zobowiązanie, dług, wierzytelność, która go może pogrążyć. O tego typu ludziach tak mówi Bóg:

Niewolnicy chciwości, przez chuć i złość trawieni, uczciwość lekko sobie ważąc, bogactwa ku zmysłów uciesze, nieprawnie gromadzą i mówią: „otom dziś zdobył tę rzecz pożądaną, jutro zdobędę nową; dziś dóbr mam tyle, jutro chcę posiąść ich więcej; (…) Przez egoizm i poczucie swej siły opętani, powodowani swych gniewów i chuci gwałtownością, a zapalczywym uniesieni zuchwalstwem, gardzą Mną w sobie samych i w innych. Tych nienawistnych, mściwych, okrutnych, najnikczemniejszych spośród ludzi, w coraz to bardziej mroczne rzucam Ja łona.

Czy to Bóg chrześcijan tak „mówi”? Czy to Bóg zaściankowego i głupiego katolicyzmu? Nie. To słowa tekstu powstałego 300 lat przed Chrystusem, to słowa cywilizacji i religii, która nie znała Boga Abrahama. To słowa Kriszny, ze świętej księgi hinduizmu – Bhagavad Gity.

Więc Harveya należy potępić. I spieszą teraz na wyprzódki gwiazdki – czy nie zaczyna to brzmieć obrzydliwie? – Hollywood. Wieszają go publicznie wszyscy. Ni stąd, ni zowąd, zło wychyliło swój prześmiewczy pysk i pokazało Harweyowi drugą stronę kontraktu i tę klauzulę o cenie. Swojego „żołnierza” złożyło w ofierze, poświęciło pionka, by osiągnąć więcej, by demontować dalej, budowlę cywilizacji, by niszczyć ten kwiat kultury, by zdławić tę krainę wolności jaką była i ciągle częściowo pozostaje zachodnia cywilizacja. Choć… coraz mniej.

Wątpliwości

87 kobiet oskarżyło Weinsteina o przestępstwa seksualne. Prokuratura wzięła się ostro do roboty i… pominęła 81 z nich, wybierając dwa do aktu oskarżenia plus cztery jako przypadki „wspomagające” i mające „ilustrować” przestępcze zachowania Weinsteina. Pierwsza ze wspomagających pań odtwarzała z pamięci zdarzenie, o które nie było przedmiotem oskarżenia, a które wg. tej Pani zdarzyło się… 27 lat temu.

Z pozostałych trzech pań „wspomagających”, w zeznaniach pierwszej prokuratura znalazła takie luki, że początkowo z nich zrezygnowała. Potrzebne było 55 (słownie: pięćdziesiąt pięć) wizyt terapeutycznych i dopiero po nich, pani składała zeznania. Trzecia pani opowiedziała napastowanie różnym osobom w postaci trzech sprzecznych ze sobą wersji. Ostatnia miała problemy z pamięcią, błędnie podała szczegóły anatomii oskarżonego, zaś jej zeznaniom zaprzeczyła inna, zobowiązana do zeznań pod przysięgą. („the other woman, testifying for the defense under subpoena, forcefully denied her claims„)

Zeznania dwóch głównych poszkodowanych, również obciążone były wątpliwościami. Pierwsza z nich, swój kalendarz w tygodniu,w  którym miał mieć miejsce gwałt, ozdobiła serduszkami i słowami „kocham”, „kocham”, „kocham”. Gdy w skrajnie negatywnych barwach odmalowała zachowanie oskarżonego na procesie, została skonfrontowana z treścią swoich emaili, w których pisała [do niego] “lots of love” (dużo miłości) lub “totally bummed to have missed you.” (mój świat się rozpada bo cię nie ma).

Druga oświadczyła w sądzie, że kłamała. Kiedy i kogo okłamywała? Swoje przyjaciółki, swojego chłopaka, swojego „life coacha”, swoją matkę, siebie samą, gdy w zachowanych emailach i rozmowach telefonicznych twierdziła, że Weinstein „nadaje jej wartość”, „rozumie ją”, że go kocha. Po domniemanym gwałcie, zdecydowała się zostać w Nowym Jorku na noc, by móc następnego dnia wziąć udział w testach aktorskich i… by świętować urodziny Weinsteina przypadające właśnie na ten dzień. Wspomniana przez Mann (nazwisko pokrzywdzonej) jej przyjaciółka, została wezwana na świadka przez obronę i w trakcie składania zeznań w sądzie zaprzeczyła w mniejszym lub większym stopniu jej twierdzeniom.

Rzeczywistość

Weinstein został skazany na 23 lata więzienia, co w połączeniu z jego wiekiem oraz faktem, że toczy się wobec niego dodatkowe postępowanie, oznacza w praktyce – dożywocie. Czy jest winien? Być może. Czy zasłużył sobie? Możliwe. Ale problem nie jest z samym Weinsteinem, problem jest z nami, z naszą kulturą i cywilizacją, którą najpierw rozsadzał konsumpcjonizm, a teraz zabijają ciemne duchy MiTuizmu, gretowskiego ekologizmu, propagandy zrównania człowieka ze zwierzęciem, którym trzeba się zająć, którego trzeba kontrolować, który nie ma większej wartości niż krowa, szczur, kto wie… może bakteria. Ot, element ekosystemu.

Problem jest w tym, że to, o co oskarżony jest Weinstein, jest ponoć dość częstą praktyką. Wszyscy tak robią, szczególnie w pewnych środowiskach – głosi potoczna znajomość życia: ” – Zatrudnieni, częściej kobiety, coraz częściej uważają usługi seksualne za inwestycję w karierę i zawodową przyszłość – uważa prof. Jędrzejko. – Propozycje składane są najczęściej mężczyznom między 30 a 55 rokiem życia. Oni też najczęściej z nich korzystają. Jako, że jest to zjawisko związane z korzyścią materialną, a dotyczy sfery intymnej, można je nazwać prostytucją sponsorowaną.

To dane i obserwacje z Polski i z korporacji. W Hollywood? No bądźmy rozsądni. Aktora idąca do łóżka z producentem lub reżyserem dla kariery? To wyjątek? 87 kobiet oświadczyło, że miało seks z Weinsteinem. Czy dzięki temu właśnie, robiły karierę? Oczywiście, że tak, czasem nawet sporą. Jeśli tak właśnie zrobiły to wyeliminowały one  w ten sposób uczciwe i porządne rywalki. Więc co mają teraz zrobić? Przyznać się? Jedyne wyjście to ogłosić, że były gwałcone. W przeciwnym razie, za prof. Jędrzejko, ktoś mógłby stwierdzić, że sprzedawały swoje ciało w zamian za korzyści.

Cywilizacja i kultura

Dlaczego właściwie żyjemy, jak żyjemy? Dlaczego mamy szkoły i uniwersytety? Dlaczego mamy wolność wypowiedzi? Dlaczego szanujemy każdego człowieka i każde życie ludzkie? Dlaczego możemy pojechać, gdzie chcemy, próbować zawodu, jaki chcemy wykonywać? Dlaczego polecieliśmy w kosmos, wynaleźliśmy penicylinę, stworzyliśmy muzykę? Dlaczego ludzie mieszkający w izolowanych miejscach bywają do dziś – ludożercami, prymitywnymi istotami, które w półnagiej egzystencji finalizują swój los? A my? A my czytamy Sokratesa, Cycerona, Aureliusza, św. Augustyna, Cervantesa, Sienkiewicza, Herberta. Nie biegamy z dzidą po lesie. Ale…czy czytamy?

Nasze życie, sposób w jaki żyjemy, nie wziął się znikąd. „Słodkie owoce wolności”, o których pisze Herbert, nie rosną na drzewach ani nie leżą w trawie. Są one osiągnięciem, skutkiem pracy i wytrwałości ludzkości rozkładającej się na wieki i mielenia. Gimnazja i Akademię zakładali Grecy na blisko 500 lat przed chrześcijaństwem. To jak traktujemy ludzi, to jest siebie nawzajem, budowane było od czasów Sumeru, poprzez prawo Rzymu, poprzez obdarzenie każdego człowieka godnością, a przez to wymogiem szacunku przez chrześcijaństwo.

Nasze życie jest skutkiem budowania konstrukcji społecznej, percepcyjnej i aksjomatycznej. Konstrukcji, której fundamentami są pewne, w sumie aprioryczne, zasady i wartości. Ponieważ, w sumie zakładamy i wierzymy, bo dowodu na to nie mamy, że KAŻDY CZŁOWIEK NA PRZYRODZONĄ I NIEZBYWALNĄ WARTOŚĆ/GODNOŚĆ, to ową niezbywalną godność przypisujemy nawet przestępcy.

Ale i ta zasada, chroniąca nas wszystkich zbudowana została na wcześniejszych. I oto 380 lat przed Chrystusem Arystoteles, rozważając problem orzekania o winie oskarżonego – pisał: „Każdy z nas wolałby raczej uwolnić winnego, niż skazać niewinnego„. I chociaż praktyka prawna imperium rzymskiego często polegała na orzekaniu na podstawie oskarżenia, to żyjący 500 lat po Arystotelesie cesarz Trajan wyraził ponownie jego myśl w ten, słynny, sposób: „lepiej jest wypuścić bez kary kogoś, kto wyrządza zło przestępstwem, niż skazać niewinnego„.

Tak oto przez wieki, stopniowo i powoli kształtowała się w cywilizacji zachodniej fundamentalna zasada „in dubio pro reo” (wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego) oraz zasada domniemania niewinności. Wbrew kłamliwej legendzie średniowiecze z jego inkwizycją papieską – była różna od królewskiej, bo podległa władzy kościelnej – wprowadziło dalsze wzmocnienie ochrony człowieka, a więc wprowadziło do prawa: obrońcę z urzędu, kategorię niepoczytalności uwalniającej od odpowiedzialności oraz dwu-instancyjność postępowania. Podtrzymało też zasadę „in dubio pro reo„.

W końcu drugie tysiąclecie naszej ery rozpoczęliśmy nie „od początku”, tylko jako kontynuatorzy wszystkiego tego, co co zostało zbudowane przed nami. Rozpoczęliśmy je, w cywilizacji, w której godność i wolność człowieka znalazły kształt w mechanizmach naszej rzeczywistości społecznej. A jednak. A jednak procesy rozpadu nigdy nie śpią, nie zasypiają, nie umierają. Kultura nie jest diamentem, który raz stworzony cieszy oczy. Jest ona ogrodem, który trzeba pielęgnować i chronić przed chwastami. Jest brzegiem morza, który trzeba umacniać przed próbującym go zniszczyć chaosem. Jest zadaniem wymagającym poświęcenia i wysiłku, przedłożenia go ponad egoistyczne dbanie o siebie z pominięciem wszystkiego innego. Droga egoizmu, to droga do jaskini, do dżungli, droga powrotu do stanu pierwotnego i zwierzęcego. Droga Harveya Weinsteina.

Więc w procesie hollywodzkiego producenta, wydaje się mamy prawo powiedzieć, połamano zasady tworzące kręgosłup naszej rzeczywistości. To oskarżony dowodzić musiał swojej niewinności. To na nim spoczywał ciężar dowodu. Ostatecznie wątpliwości, nie brano pod uwagę na korzyść obwinionego, ale przeciwnie, na korzyść oskarżenia. Nieracjonalne, oparte wyłącznie o subiektywne świadectwa, słowo przeciw słowu, często w sprzeczności z innymi słowami oskarżających. Niczym w czasach polowania na czarownice, gdzie przesąd, uprzedzenia i czyjś interes stawiano ponad rozumem, zasadami i godnością człowieka.

Harveya Weinsteina nie wsadzono na stos, ale na stertę. Nie zostanie spalony, tylko być może na nim zgnije. Może i przejrzy na oczy, co byłoby dla niego korzyścią. Ale nam to zdarzenie zabiera gwarancje procesowe. Niszczy porządek i zasady, które były naszymi murami, naszymi falochronami przeciw tsunami totalitaryzmu, przeciw porywom ciemnoty, przeciw huraganom chaosu, nienawiści lub pogardy.

Destrukcja i powrót do pierwotności

Trwa jakaś ofensywa przeciw wszystkiemu, co było. Przeciw tej ludzkiej, cudownej solidarności między kobietami i mężczyznami. Przeciw ludzkiej wolności i godności. Wszystko w atmosferze emocjonalnego szaleństwa, wszystko „w obronie właśnie godności”, rozumianej opacznie, na odwrót. „Kiedy kobiety wypowiadają SWOJĄ prawdę, stary porządek się wali” – ogłosiła Lisa Bloom, która doprowadziła do zwolnienia znanego komentatora Fox News, Billa O’Reily’ego. Zgadza się. Stary porządek się wali.

Tyle, że ten „stary porządek”, to monogamiczne małżeństwo, to wierność, to solidarność kobiet i mężczyzn „przeciw światu”. Stary porządek to niedopuszczalność wizyt pani u pana po godzinie 21 czy samotnie w jego pokoju hotelowym. No bo „po co”? W szachy tam będą grać? Debilne, feministyczno-transgenderyczne wyparcie naturalnej skłonności do siebie kobiet i mężczyzn, następujące po wcześniejszym zdjęciu kagańców moralnych, tworzy nowe, sztuczne sytuacje i rodzi absurdalne skutki.

Stary porządek, był porządkiem. Choć z wadami, które jakoś tam można poprawiać, to jednak tworzył ramy ludzkiego życia. Wyrastał z długiego ciągu rozwoju kultury, która zmieniając się, ale poprzez dodawanie i uściślanie, wszystkim ludziom tworzyła lepsze warunki życia. Kluczem było życie, rodzina i solidarność wewnątrz niej. Rodzinę jako strukturę społeczną zaczęto dekonstruować poprzez prawa dziecka oraz wolność związków, tak że są kraje, gdzie już trudno zgadnąć, kto z kim ma dziecko, a Państwo ze swymi instytucjami wkracza bez wahania pomiędzy rodziców a dzieci.

Zerwano solidarność między kobietami a mężczyznami, przedstawiając mężczyzn, którzy byli i pozostają największymi przyjaciółmi i wielbicielami kobiet, jako tyranów, dyktatorów i krzywdzicieli. Więc teraz w „związkach” każdy dba o własny egoistyczny interes, o „karierę”,  o zaspokojenie – często wygenerowanych lub wymyślonych – potrzeb własnych. Trwa licytacja, rywalizacja, kontrola uzysku z relacji z drugim człowiekiem.Trwa konflikt. Maleje trwałość i liczba małżeństw. „Dziwne”.

Ludzie, którym odbiera się już nawet zwykłą tożsamość płciową, stają się samotni – Szwecja wygrywa w statystykach niechcianego celibatu – odrębni, niezakorzenieni w ludzkich relacjach z innymi, w relacjach stanowiących dla człowieka oparcie we wszystkich sytuacjach życiowych. Człowiek zostaje sam. Inni to konkurenci i potencjalni rywale. Więzi z drugim człowiekiem, z rodziną zastępowane są więziami z Państwem, z korporacją, z instytucją.

Właśnie odbiera się ludziom tworzone od starożytności procesowe gwarancje domniemania niewinności, rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego, złożenia ciężaru dowiedzenia winy na oskarżycielu. Cofamy się w rozwoju, do czasów pierwotnych, do zwierząt, do kiedyś.

Więc nie ma się co martwić, gdy przyszli po jakiegoś Weinsteina, łamiąc zasady cywilizacji. Stary porządek się wali, gdy zeznaje kobieta SWOJĄ prawdę. – Gdy przyszli po komunistów, milczałem – mówił zwykły Niemiec. – Gdy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Gdy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto by zaprotestował. Dzisiaj to dzisiaj, co będzie jutro – zobaczymy.

Razem

Tymczasem nad Wisłą, rząd Jarosława Morawieckiego przyjął projekt ustawy „antyprzemocowej”, sprowadzający się do tego, że wystarczy wezwać policję, oskarżyć – de facto – mężczyznę o przemoc domową i bez dochodzenia, procesu i przesłuchań, policja na miejscu podejmuje decyzję o natychmiastowej eksmisji – de facto – mężczyzny z mieszkania, de facto – na zawsze.”Gdy kobiety mówią SWOJĄ prawdę, stary porządek się wali”. Oczywiście w innych krajach takie prawo już obowiązuje i oczywiście liczba konfliktów i rozwodów jest tam wyższa, zaś biorąc pod uwagę „zaciekłość” nacji polskiej, to nowe rozwiązanie jeszcze szybciej rozwali stary, zbędny porządek, w którym babcia była święta, dosłownie i przenośni, dziadek był mądry, rodzicie wielcy, a dziecko upragnionym szczęściem wszystkich. Porządek, w ramach którego rodzina siadała przy stole, w piecu paliły się brewiona. Gdzieniegdzie była elektryczność, gdzieniegdzie lampa naftowa opowiadała ludziom historie. I w powietrzu unosił się ten niesamowity zapach i smak, bycia razem. Bycia razem, które tworzy DOM, które jest schronieniem i jakąś twierdzą w życiu, w czasie, w tej wielkiej podróży, jaką po oceanie istnienia, wszyscy odbywamy. Lepiej podróżować razem niż oddzielnie. Rekiny to wiedzą. My też nie zapominajmy.

 


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *