Jak zhakowano współczesnego człowieka?

Udostępnij dalej

Jak s

 

Czy do człowieka, można się włamać? Jak to systemu komputerowego? Czy można przejąć nad nim kontrolę i wykorzystać dla własnych celów? Czy człowiek posiada ukryte „bramki” albo mechanizmy, które haker może wykorzystać? I co dalej? – o tym będzie ten tekst.

Współczesność zapewnia ludziom poziom życia, swobody, ilości wolnego czasu i możliwości działań oraz rozwoju jak to nie miało miejsca nigdy w historii. MAMY wszystkiego więcej i więcej do wyboru, pod ręką, dostępnego. „Widzimy” też ze swojej perspektywy, jak mizerne w porównaniu do naszego musiało być życie tych, w przeszłości. Bez praw, wolności. Smartfon? Komputer? Wolny czas? Żarty.

Ale… nie jesteśmy szczęśliwi, będąc coraz bardziej wolni, konsumując coraz więcej, coraz więcej chorujemy – choroby „cywilizacyjne” są de facto epidemią, ale cicho, ale oficjalne czynniki cicho, ale więcej trzeba pieniędzy na „opiekę zdrowotną” – coraz bardziej jesteśmy rozdrażnieni – stopień konfliktowości relacji i interakcji międzyludzkich osiągnął dawno niewidziany poziom, prymitywny hejt w różnym natężeniu staje się powszechnym elementem wypowiedzi i zachowań – coraz bardziej jesteśmy nieszczęśliwi – depresja osiąga rozmiary nienotowane, samobójstwa są mierzalnym składnikiem zgonów, chęć życia znajduje spełnienie w legalizacji eutanazji z powodów „bólu emocjonalnego”.

Coś więc z nami, z ludźmi i społeczeństwami współczesności jest nie tak. Za dużo przygnębienia i smutku, za dużo agresywnych postaw, za dużo stanów chorobowych, za dużo depresji i specjalistów od jej leczenia. Taki czas – ktoś wzruszy ramionami. Pada – powie inny – no i 5 stopni. Czy to możliwe, żeby wszystkie te zjawiska miały jakąś wspólną przyczynę? Jakiś czynnik, gdzieś tam, który zmienia funkcjonowanie, samopoczucie i zdrowie ludzi. Czy widok młodych, idących przez ulicę z twarzą wpatrzoną w mały ekran, niczym w hipnozie, nie jest przerażający?

A wszystko to… dla zysku

W latach sześćdziesiątych, przemysł branży cukierniczej w USA „zasponsorował” pewnych naukowców znaczną sumą pieniędzy. Jeden z nich został potem wysokim urzędnikiem państwowym, który w imieniu państwa formułował opinie i zalecenia zdrowotne. Wtedy właśnie po raz pierwszy decyzją tego „zasponsorowanego” człowieka, usunięto ze źródłowej opinii stwierdzenia o szkodliwości cukru i… zaczęła się jego „druga kariera”.

Winne wszystkiemu, to znaczy otyłości, zawałom serca i chorobom cywilizacyjnym zostały tłuszcze zwierzęce (smalec, masło). Mniej tłuszczu! – powiedział światowy wzorzec mądrości i tłuszcz w diecie ludzi, został zastąpiony węglowodanami – w szczególności cukrem oraz tłuszczami nienasyconymi omega 6 (większość olejów roślinnych).

W międzyczasie, koncerny spożywcze prowadząc zażartą walkę o udział w rynku, odkryły uzależniający wpływ cukru na psychikę człowieka. Chcesz wyciąć konkurencję? Musisz dodać cukier, bo… to działa! Więc cukru było coraz więcej i więcej, tłuszczów zwierzęcych się wystrzegano, a efektem był zastraszający wzrost otyłości.

Jak walczyć z otyłością

Tego skoku ilości osób otyłych nie dało się zignorować, bo rodziło to szereg problemów osobistych i społecznych, więc pochylono się nad otyłością, by wtyłumaczyć ludziom, skąd się ona bierze i jak z nią walczyć.

Otyłość bierze się z nierównowagi pomiędzy energią spożytą w postaci jedzenia a zużytą w trakcie codziennej aktywności. Jesz za dużo, ruszasz się za mało, więc… – tyjesz! Myliłby się ten, kto pomyślałby, że uświadamianiem ludziom tej „prawdy” zajęli się tylko państwowi urzędnicy. O nie, pojawił się ktoś o nieporównanie większych zasobach i zdolności oddziaływania – przemysł spożywczy!

Coca-Cola wyemitowała spot reklamowy, który powtarzany nieprzeliczalną ilość razy, pozwalał ludziom „zrozumieć” mechanizmy tycia. Zacytujmy:

Możemy pokonać otyłość, jeśli wszyscy zaczniemy działać, w oparciu fakt, który podsuwa zdrowy rozsądek: Każda kaloria liczy się niezależnie od tego, skąd pochodzi, włączając w to Coca-Colę i wszystkie inne możliwe źródła kalorii.

Ta kampania reklamowa Coca-Coli ugruntowała w świecie jej główną tezę marketingową koncernu: „Każda kaloria liczy się niezależnie od tego, skąd pochodzi”. Jedno z największych i zgubnych dla ludzi kłamstw na temat diety.

Kto jest winny?

Tak więc, skoro każda kaloria liczy się tak samo i skoro chodzi o bilans energii, to za dużo jesz i za mało się ruszasz, więc tyjesz, a to jest TWOJA WINA, bo to skutek twoich działań i zachowań, o których ty – możesz przecież decydować.

Winnymi więc otyłości i powiązanych z nią wszystkich problemów stali się LUDZIE. Kto w ten sposób uniknął obwinienia? Tak… dziesięć koncernów żywieniowych, które kontrolują 90% produkcji żywności na świecie. Oni wskazali winnego, w oparciu o „zdrowy rozsądek”.

Na czym polega uzależnienie czyli dopamina głupcze!

Ludzki organizm jest układem samoregulującym się, której to samoregulacji służy szereg czynników, substancji biochemicznych i mechanizmów. Substancją „motywującą” człowieka do podjęcia działań jest „dopamina”. Jej wydzielenie do organizmu wywołuje odczucie przyjemności, skłaniające do dążenia w kierunku działań wiążących się z emisją dopaminy. Co powoduje wydzielenie tego neuroprzekaźnika? Sex, a w szczególności jego zapowiedź, jedzenie, a w szczególności bliska jego perspektywa, narkotyki, w tym heroina i oczywiście… cukier! Przy czym cukier, głównie ze względu na zawartość fruktozy.


Eric Clapton, mówiący, że jego uzależenia narkotykowe i alkoholowe zaczęły się od … cukru

Dopamina jest „nośnikiem” oczuć przyjemności i statysfakcji, ale tej satyfakcji chwilowej. Dopamina POBUDZA komórki układu nerwowego. Powoduje ich aktywność i przepływ ładunku elektrycznego. Gdy mamy wyrzut dopaminy, to poprzez pobudzenie neuronów, doświadczamy przyjemności!

Co jeśli chcemy „ponownie”? Ponownie neurony zostaną POBUDZONE, ponowny przepływ ładunków, ponowne poczucie przyjemności.

Kłopot w tym, że nie da się pobudzać neuronu w nieskończoność, gdyż ma on swoją „wytrzymałość” i najzwyczajniej się „przepali”/”przeciąży”/umrze. W związku z tym, po każdym pobudzeniu, neurony zmniejszają na swojej powierzchni liczbę receptorów dopaminowych, to znaczy zmniejszają swoją wrażliwość na dopaminę, tak żeby nie doprowadzić do samoprzeciążenia.

W związku z tym, następny wyrzut dopaminy sprawi nam MNIEJSZĄ przyjemność niż poprzedni. To naturalny mechanizm zabezpieczający komórek nerwowych. Ponieważ jednak chcemy odczuwać ZNÓW, tą samą przyjemność, to by ją uzyskać zwiększamy ilość dopaminy.

Sytuacja się powtarza i pojawia się mechanizm uzależenienia. Chcemy więcej i więcej. Zalewamy neurony dopaminą by osiągnąć znów przyjemność. Wracamy i powtarzamy zachowanie. Mówią nam, że możemy siebie kontrolować. Otóż tylko do pewnego stopnia. Mechanizmy biochemicznopsychiczne są po to właśnie, by kierować organizmem, pomijając jakieś intelektualne decyzje. Musimy prowadzić życie seksualne, musimy sie odżywiać i… o dziwo, musimy wchodzić czasem w sytuacje groźne – takie sytuacje też prowadzą do zwiększenia wydzielania dopaminy.

Jak wpomóc, eskalować i wykorzystać nałóg – włam

Drugim neuroprzekaźnikiem wywołującym pozytywnie odbierane przez człowieka odczucia jest – serotonina. Oddziaływanie serotoniny na układ nerwowy wywołuje odczucia szczęścia i stabilnego zadowolenia. Serotonina, której znaczna część (literatura mówi, że nawet większość) wytwarzana jest w jelitach, działa na komórki nerwowe ŁAGODZĄCO. Neuron pod działaniem serotoniny przechodzi w stan ODPOCZYNKU. Nie ma więc niebezpieczeństwa „przeciążenia”, nie zachodzi zmniejszanie wrażliwości neuronów na serotoninę. Nie ma potrzeby „następnej większej dawki”, bo każda będzie dawała – taki sam efekt.

Serotonina to hormon, który sprawia, że wstajesz i… czujesz się szczęśliwy. Patrzysz na dzień i przyszłość z optymizmem. Zajmujesz się kolejnymi obowiązkami. Wszystko jest okej.

Ale… nie jest okej. Ilość ludzi przygnębionych, smutnych, o ciemnych myślach, o stanach przed depresyjnych i stwierdzonej depresji stale się ZWIĘKSZA. Ilość pacjentów poradni, lekarzy i psychoterapeutów też się zwiększa. Coś jest źle. Co może sprawiać, że źle się czujemy? Dlaczego serotonina nie przynosi efektu?

Otóż – serotonina nie zmniejsza wrażliwości neuronu na swoje działanie, nie zmniejsza ilości receptorów serotoniny, jakie dany neuron ma czynnych i do dyspozycji, ale dopamina to właśnie robi, oprócz zmniejszenia ilości receptorów dopaminowych zmniejsza ilość tych, umożliwiających „odczuwanie” serotoniny. Tak, każda doznawana „przyjemność” czyni nas trochę mniej zdolnymi do odczuwania „szczęścia”. Bez owej „przyjemności” stajemy się – smutni i przygnębieni. A jest to skutkiem doświadczania owej przyjemności, a więc wydzielania dopaminy dającej jej odczucie.

I tu pojawia się tutołowa hakerka czy inaczej mówiąc włam. Oszustwo, wprowadzenie ludzi w błąd, by wykorzystać ich uzależnienie, od bodźców skutkujących wydzielaniem dopaminy.

Przemysł, głównie spożywczy, faszerujący konsumentów cukrem, postanowił wmówić ludziom, że PRZYJEMNOŚĆ TO SZCZĘŚCIE.

Te dwa pojęcia, drogą wytrwałej pracy nad percepcją i umysłami ludzi, zostały w ich świadomości ZAMIENIONE. Jesteś przygnębiony? Jesteś zdołowany, choć żresz jak świnia nasze produkty? Jesteś nieszczęśliwy? Wiemy to! Mamy na to receptę! Nasz produkt da ci SZCZĘŚCIE! SPRÓBUJ!

I pojawiła się plejada reklam, nazw, tytułów, gdzie produkty dające ewidentną przyjemność, przedstawione zostały jako dające szczęście. Człowiek szukający jednak szczęścia, sięgał po te produkty, bo tak przecież je mu reklamowano: Happy Meal – McDonalda, Happy Hour – to drinki alkoholowe, Road to Happiness – McKeloggs, czy wreszcie najdłuższa kampania reklamowa naszych czasów, a więc „Open Happiness” – firmy, jakże by inaczej, Coca-Cola.

Przygnieceni negatywnymi stanami ludzie, zostali popchnięci do zachowań, które ich negatywny stan jeszcze bardziej pogłębiały, za cenę chwilowej ulgi w wyniku przyjemności. Ale dzięki temu – rosła sprzedaż, zyski na akcję, pensje zarządu i udział w rynku. U progu wieku XIX człowiek spożywał rocznie i przeciętnie w skali populacji ok 2 kg cukru. Obecnie jest to ok 52 kg. Twierdzić, że organizm nadal będzie w równowadze przy 25 krotnym zwiększeniu podaży jednego składnika, to wielki optymizm.

Koncerny więc, dla zwiększenia własnych zysków, doprowadziły u ludzi do pomylenia PRZYJEMNOŚCI i SZCZĘŚCIA. Red Bull wypuścił reklamę „Szczęśliwa 24:00”. Jaki k****a musisz być szczęśliwy jak idziesz o północy kupować Red Bulla? Co to ma wspólnego ze szczęściem?

Ale przemysł spożywczy nie jest jedynym wykorzystującym ciąg uzależenienia dopaminowego. Bardzo podobnie funkcjonuje przemysł technologii informacyjnych, przykuwając uwagę, wzrok i świadomość konsumentów (coraz młodszych) do ekranów i swoich produktów. Sean Parker, jeden ze wspóltwórców (wczesny inwestor) facebooka, powiedział, że: Celowo wykorzystaliśmy ludzką wrażliwość i mechanizm odczuwania przyjemności. Zaprojektowaliśmy facebooka tak, aby maksymalnie konsumować twój czas, twoją uwagę, twoją świadomość. Dostajesz trochę dopaminy za każdym razem, gdy ktoś polubił lub skomentował twój post, zdjęcie, cokolwiek, sprawi, że będziesz tworzył więcej „kontentu”, co da ci więcej „lajków” i komentarzy; i tak jesteś uzależniony. (tłumaczenie ze znaczenia nie dosłowne)

Użytkownicy facebooka wg różnych badań, mimo, że zawierają „znajomości” i tworzą „grupy”, nie czują się lepiej. Całkiem odwrotnie, mierzony w różnych badaniach stopień statysfakcji z życia, stopień poczucia szczęścia, ulega obniżeniu na skutek korzystania z „platform społecznościowych”. Facebook sprzyja depresji i zwiększa brak zadowolenia z siebie. Jedna z naukowców badająca ten problem napisała, że stajemy się „Razem samotni”.

Podobną rolę, choć w oparciu o inny sposób oddziaływania, bo tym razem chodzi o mechanizm stresu i jego chormon – kortyzol, pełnią „media informacyjne”. Negatywne przeżycia, odczucie sytuacji „walcz albo uciekaj”, wspomaga w mózgu emisję i dystrybucję dopaminy. Więc jednocześnie odczuwamy emocje odczuwane jako negatywne i chęć powtórnego ich doświadczenia. Wracamy myślami do dręczących nas wspomnień, mimo, że to nas dołuje. Sięgamy i otwieramy jątrzące i budzące u nas zdenerwowanie i reakcje „walcz albo uciekaj” strony i artykuły, bo szeroko otwarta kortyzolem ścieżka dopaminowa, do tego właśnie nas skłania w sferze podświadmościowej, „podkorowej”. Dlatego jeśli chcesz by ludzie częściej otwierali twoją stronę, to: jątrz, denerwuj, generuj i eskaluj konflikty, skłaniaj do nich. Efekt? Dużo odwiedzających i odsłon.

Podsumowanie, no i co dalej?

Biznes rozmaitego rodzaju, od technologicznego przez spożywczy, ale też i ten substancji zakazanych, wykorzystuje u ludzi dopaminową ścieżkę doświadczania przyjemności. Chroniczna przyjemność, wchodzi w konflikt ze zdolnością czucia szczęścia i zadowolenia, zostawiając ludzi w stanach depresji i przygnębienia. Biznes wykorzystuje ten stan, reklamując swoje produkty, jako te, które przyoszą SZCZĘŚCIE. U ludzi dochodzi do pomylenia uczucia szczęścia i przyjemności, przez co, to pierwsze, zaczyna być „nieznane”, a to to drugie, staje się przedmiotem, niekończącej się wyczerpującej i niszczącej pogoni „za szczęściem”, które obiecują reklamy.

Ludzie stają się emocjonalnie rozbici, chorzy, uzależnieni (od substancji i technologii), w depresji i… koniec końców – NIESZCZĘŚLIWI.

Co możemy zrobić?

Co nam może przynieść pomoc?

Ograniczenie ilości dopaminy i kortyzolu w naszym organizmie, a więc ograniczenie przyjemności (wiem, wiem to okropne i głupie) oraz stresu.

1. Zmiana diety, okresowe posty, wyłączenie – choćby czasowe – tych jej elementów dających największą przyjemność – CUKIER!

2. Ograniczenie ilości razy i czasu korzystania z „mediów społecznościowych”, korzystania z komórki w innych celach niż prowadzenie rozmów. Relax, w dowolnej postaci. W postaci ćwiczeń fizycznych, spokojnego spaceru bez specjalnego celu, bycia z przyrodą.

3. Religia w jej duchowym i społecznym zakresie, w takim, który daje w efekcie empatię, współczucie z ludźmi, postawy wzajemnego szacunku, chęci pomocy, sprzyja emisji serotoniny i budowaniu poczucia równowagi, zadowolenia i szczęścia. Ale też odwrotnie, religijny fundamentalizm i tzw. zeal (agresywny zapał), to możliwy wylew dopaminy i wszystkich z tym związanych konsekwencji.

4. Ostatecznie pozytywne jest dla nas, bycie z drugim człowiekiem. Zwykłe pozdrowienie twarzą w twarz, kilka słów, uprzejmych, wzajemnych. Jesteśmy organizmami społecznymi. Istniejemy w relacjach do innych. Nie zamieniajmy ich w niekończące się krytki, potępienia, konflikty czy próby uzskania przewagi lub odniesienia zwycięstwa. Traktujmy ludzi jak siebie. Niby to jakieś nawet przykazanie religijne, a taka prosta i praktyczna prawda. Prawda, która okazuje się być dla nas korzystna. Prawda, której praktykowania czytającym i sobie życzę.

———————————————————————————————————————–

Autor nie jest specjalistą. Większość tez i informacji pochodzi z wystąpienia dr. Lustiga {LINK}
Mój blog nt diety jest {TUTAJ}
Mój audiobook do posłuchania za free jest {TUTAJ} lub {TUTAJ}


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *