#01 Post Zbyszka wg Dąbrowskiej

Udostępnij dalej

#01 Post Zbyszka wg Dąbrowskiej

 

Udało się. Taka prawda. Ze sporym lękiem przystąpiłem wczoraj do jednodniowego postu Zbyszka wg Dąbrowskiej. Niby prawie jak co roku, ale wciąż – silne obawy i negatywne emocje. Zaletą tego postu (jednodniowego postu Zbyszka wg Dąbrowskiej) jest jego dostosowanie do psychiki człowieka. Oczywiście chodzi o mnie, a nie o jakiegoś człowieka ganiającego z maczugą po Australii, jeżdżącego na mamucie po Syberii, czy analizującego przepływy finansowe na Wall Street.

Więc mój post trwa jeden dzień i jest to jego przełomowa i największa zaleta. Wszystko ustawia tak, że jest jakaś szansa, że da się radę, jednocześnie minimalizuje prawdopodobieństwo porażki. I oto – wygrałem! Przeprowadziłem mój post. Garść faktów – niektóre zaskakujące:

Czas trwania postu: 1 dzień.

Co jadłem:

– śniadanioobiad / wszystko na surowo:

  • dwie papryki
  • kapusta kiszona – 15 dkg
  • pomidor
  • sałata lodowa
  • mix sałat z biedronki
  • dwa ząbki czosnku

– obiadokolacja

  • dwie małe marchewki – na parze
  • dwie małe pietruszki – na parze
  • cebula – na parze
  • papryka – surowa
  • kapusta kiszona – 10 dkg

Dodawałem kapusty kiszonej, żeby smaku trochę złapać, plus posypałem wszystko curry, taką przyprawą z lidla. Kapusta też ze sklepu, a nie robiona samemu. Tak wymyśliłem, tak się zrobiło. Do picia wyłącznie woda i to w dużych ilościach.

Efekty:

Już w połowie dnia lekki niepokój i brak komfortu „bycia”. Wieczorem ewidentny spadek energii i fizyczno-psychicznych predyspozycji. Tak – chciało mi się jeść i organizm trochę się wkurzył.  Zaobserwowałem dość zdumiewające jego zachowanie, tzn. zaczął się proces zrzucania wody. Żeby tylko w tradycyjny sposób, to zero problemów, ale sprint o dwunastej w nocy do toalety, to już trochę kwestia z innej półki czyli – biegunka. Sumując, lekki spadek samopoczucia, szczególnie w drugiej połowie dnia. Silne odwodnienie i biegunka.

  • waga: X – 2,5 kg – wiem, przerażające wskazanie, chyba niemożliwe, może waga nawaliła
  • samopoczucie: -2 (w skali od -10 do +10)
  • forma psychofizyczna: -3 (w skali od -10 do +10)

Więc skoro obserwowane efekty są negatywne, to… po cholerę? O przepraszam. Poprawię się. Czy było coś pozytywnego? Otóż – spojrzałem na ekran z wiadomościami i poczułem odpychanie w stosunku do tych o polityce. Może to jest tak, że jak ludziom jest wygodnie, w miarę ciepło, w miarę komfortowo, to szukają umysłem tego, czym mogliby się zająć, tego co „ważne”. I dawaj tam, konsumować informacje co tam Trump, co tam Grodzki, co tam ten i ów, i kto co powiedział, i jaka gwiazd,a i Harry pod butem Meghan rzucający w rozpaczy rodzinę.

Ale to wszystko wraz z postem przesuwa się tak z 4 metry poza taką półprzeźroczystą, ale ciemną kurtynę, staje się mniej wyraźne, nieciekawe, nieatrakcyjne. Nagle na plan pierwszy wysuwa się „co ja”. Jakie ja mam „problemy”, co ja ze sobą – mogę zrobić itd. To jest drobne ale bardzo wyraźne przesunięcie uwagi, myślenia, odczuwania i świadomości. Tak jakby post – był czasem poświęconym sobie. Takim wybudzeniem się z psychozy zajmowania się światem i innymi. Więc – tu się powtórzę, bo kiedyś to pisałem – podstawowym efektem postu jest efekt psychologiczny. Śmieszne.

Pozostaje odtrąbić sukces mojego jednodniowego postu. Nie macie pojęcia, jak to pozytywnie znów działa na psychikę. Wziąłem się za coś. Za coś trudnego. Coś przeciwnego moim naturalnym skłonnościom i predyspozycjom i… sukces! I każdy to może zrobić, zrobić dla siebie. Oderwać swój ***** od tego, do czego popycha nas szukanie przyjemności i satysfakcji i zrobić coś przeciwnego – pościć.

Post ma jeszcze mnóstwo innych efektów, ale o tych może innym razem, jeśli w ogóle nastąpi. Na dziś, coś zrobiłem. Coś wbrew sobie. Dałem radę, dobiegłem o północy, przetrwałem trudniejsze chwile. Czas się brać do bieżących obowiązków. Ty też to możesz zrobić. Pościć. Jeden dzień. Pomyśl!


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *