Mowa Olgi Tokarczuk – czucie nowym paradygmatem człowieka

Udostępnij dalej

Mowa Olgi Tokarczuk – czucie nowym paradygmatem człowieka

 

Z tekstami i przekazem osób – dla których głównym kontekstem poznawczym, narzędziem „dotykania rzeczywistości” w swoim przekazie jest czułość – zwykle mam kłopot. Ten kłopot wynika z pytania czy „CZUCIE”/czułość to jest to samo co „rozum”? Czy kierując się rozumem, kierujemy się czuciem? Czy czucie to wyższa jakaś forma rozumu, która rozum obejmuje, przenika, przekracza, nie tracąc nic z jasności obrazu tworzonego przez rozum właśnie, a dokładając nowe, niezbadane rzeczy?

Na pierwszy rzut oka, są to z jednej strony podejścia – kierowanie się czułością lub rozumem – inne, z drugiej, w osobie każdego człowieka się łączą. To znaczy człowiek racjonalny zachowuje jak najbardziej uczucia i wrażliwość, ujmując je lepiej lub gorzej w jakieś ramy wynikające z racjonalnego, rozumowego oglądu rzeczywistości. Z drugiej strony osoba kierująca się czułością, wyraża treści dostrzegane w tej właśnie perspektywie, używając rozumu do formułowania zdań i myśli.

Inne zatem będą efekty i treść, gdy pierwszeństwo dawać będziemy czułości, inne gdy rozumowi.

Ten „tajemniczy”, „niezwykły”, „cudowny” czuły narrator OT, okazuje się być figurą niezwykle znaczącą. To nie jest konstrukcja, będąca li tylko elementem konstruktywnym literatury. OT rozciąga pojęcie literatury na samą „treść rzeczywistości”. Właściwie w jej perspektywie rzeczywistość jawi się jako literatura, a literatura jako rzeczywistość postrzegana przez czwartoosobowego czułego narratora. Narratorem OT stają się wszyscy jednocześnie, jednocześnie zanurzeni w czuciu, jednocześnie poprzez owo czucie dostrzegający, że „moje i twoje zaczyna być dyskusyjne”.

Doskonałe przytoczenie przez blogerkę Intuicję nauk papieża Franciszka jeszcze dobitniej uwypukla współczesne przesłanie dla świata i ludzi, przesłanie, że istotą ich życia powinna być czułość, powinno być współodczuwanie z cierpiącym, powinno być ostatecznie CZUCIE. Tak oto dokonuje się tektoniczne przesunięcie koncepcji człowieka, który był do tej pory określany jako Homo sapiens – a zatem CZŁOWIEK MYŚLĄCY. Olga Tokarczuk, papież Franciszek, jak się wydaje reprezentują nową rzeczywistość, w której człowiek nie ma byś już MYŚLĄCY, tylko ma być CZUJĄCY. Taka jest postulowana zmiana widzenia, bycia, samo-identyfikacji człowieka.

Postulat zastąpienia MYŚLENIA CZUCIEM, odnajdziemy w nieskończonej ilości docierających do nas przekazów i informacji. Odnajdziemy go w systemach prawnych, w regulacjach społecznych, gdzie CZUCIE staje się najwyższą wartością, a czułość, rozumiana jako wrażliwość na CZUCIE innych, staje się nie tylko najwyższym obowiązkiem człowieka, ale egzekwowaną wobec niego powinnością.

Ów problem, o którym pisałem na wstępie, problem z przekazem osób kierujących się w formułowaniu tego przekazu – czułością, polega właśnie na tym, że ten przekaz nie bazuje na rozumie. Że rozum odgrywa w jego formułowaniu rolę drugorzędną, narzędziową i liczy się czy CZUJESZ co autor chciał przekazać, a nie czy ROZUMIESZ. Właściwie to CZUCIE stało się zamiennikiem ROZUMIENIA. Jeśli CZUJESZ to właśnie ROZUMIESZ, jeśli nie ROZUMIESZ, to znaczy, że NIE CZUJESZ – mówi nam świat, Olga Tokarczuk, być może nawet papież Franciszek.

Problem jednak wraca i sprowadza się do tego, że przyłożywszy kryteria racjonalności do wypowiedzi formułowanych „w tonacji czucia”, otrzymuje się zbiór rozbieżnych, czasem sprzecznych, elementów, nie tworzących racjonalnej całości. Tych elementów jest z reguły wiele – czułość domaga się wyrazu – a próba odnalezienia sensu i racjonalności kosztuje tak dużo, że w większości przypadków ludzie dają sobie z tym spokój, polegając na czuciu, proponowanym przez ekspertów, legitymujących się w różny sposób, już to własnymi deklaracjami czułości, już to certyfikatem lub nagrodą, pozycją, urzędem itp.

Ale do rzeczy:

Blogerka Intuicja pisze, że forma eseju/wypowiedzi/wystąpienia pani OT jest po prostu świetna. Jak uzasadnia tą ocenę?

Doskonale łączy precyzję wyrażania myśli (trzymając się schematów – „umysł męski”) z miękkością /czułością właśnie/ zamykania tych myśli w, było nie było, formalnie ograniczonej przestrzeni, jaką jest zdanie („umysł kobiecy”), a to daje nam pełnię, w dodatku w idealnych (na moje nieprofesjonalne oko) proporcjach.

Przekładając na język konkretów, świetność formy pani OT polega na tym, że łączy ona dwie sprawy:

– precyzję wyrażania myśli
– miękkość zamykania tych myśli w zdaniach.

Pytanie, co jest precyzyjnego w sformułowaniu: „z miękkością /czułością właśnie/ zamykania tych myśli w, było nie było, formalnie ograniczonej przestrzeni, jaką jest zdanie”? Czy to sformułowanie pozwala na precyzyjne zrozumienie czegokolwiek poza tym, że zdanie ma być zamknięte? Co to znaczy – zamknięte z miękkością? Otóż, precyzyjnie, nie znaczy to NIC. Dokładnie nic. Nie istnieje dający się wskazać obiektywny desygnat zbioru tych słów. Wszystko opiera się na „CZUCIU” występującym w następstwie „czułości”, wskutek którego, przeżywająca CZUCIE osoba, ma WRAŻENIE, że myśli o czymś konkretnym i w dodatku „precyzyjnie”.

Jak można ocenić PROPORCJE łączenia „precyzji wyrażania myśli” z „miękkością ich zamykania w zdaniu”? Czy to w ogóle są jakieś proporcje? Czy może wystąpić np. więcej miękkości w zamykaniu zdania w stosunku do precyzji wyrażania myśli? Jak to zmierzyć? Jak ocenić? Bo blogerka Intuicja ocenia, że te proporcje są idealne. To znaczy jakie? 50/50? Jakie jest znaczenie słowa „proporcje” i co ono oznacza? Czy możliwe jest racjonalne – zostawmy już precyzję – zastosowanie tego słowa w przytoczonym zdaniu?

Wydaje się, że w perspektywie CZUCIA i czułości, nie tylko „moje i twoje zaczyna być dyskusyjne” ale wszystko zaczyna być dyskusyjne. I tak, nadzieję wyraża blogerka i OT, w ten właśnie sposób zbliżamy się do siebie „szukając podobieństw”.

Tymczasem zbliżanie się do siebie NIE POLEGA na szukaniu i odnajdowaniu podobieństw, ono polega na miłości, która różnice właśnie czyni pięknymi i wartościowymi. Jedność między ludźmi może być dwojakiego rodzaju. Pierwszy rodzaj to jedność ideologów, zbrodniczego systemu komunistycznego, głosicieli tych, co znają nasze powinności i właściwy kształt naszej psychiki i tożsamości. Pierwszy rodzaj to UJEDNOLICANIE ludzi, bo sobie podobni, stają się jednością.

Drugi rodzaj jedności, to jedność muzyki, to jedność melodii, o której tak pięknie pisał Platon w dialogu „Uczta”. W takiej jedności jej elementy MUSZĄ BYĆ RÓŻNE, bo melodia – to jest miłość – właśnie tych różnic potrzebuje, bo te różnice są wartościami i miast być opozycją, stają się uzupełnieniem, nie mogą bez siebie istnieć, bez destrukcji symfonii, muzyki, itd.

Można odnieść wrażenie, że osoby kierujące się w percepcji „czułością” i „CZUCIEM”, postrzegają świat w sposób tak celnie przez noblistkę krytykowany. Właśnie świat jako zbiór odrębnych cząstek, ludzi, którzy z racji bycia odrębnymi nie osiągają jedności, są w tym swoim istnieniu odrębnym i różnym, przyczyną dysharmonii, więc trzeba ich zmienić. Drogą do zmiany ma być wszczepienie im czułości, co te różnice „rozpuści” i nastąpi postulowane „nieustanne odnajdowanie podobieństw”. Gdybyż takie osoby potrafiły poza owo fragmentaryzujące postrzeganie świata wyjść, to zobaczyłyby coś OPRÓCZ różnych od siebie ludzi, oprócz odrębnych nut zobaczyłyby „melodię”, dla której te różnice są zaletami, upodabnianie elementów zabójstwem całości, a negacja różnic tworzeniem chaosu, nieładu, szumu.

 

Tak więc wypada się zastanowić nad sensem określenia czułości preferowanego przez obie panie:

Czułość jako współodczuwanie, uważne wsłuchanie się w kogoś, przyjazne wejście w jego świat z myślą „nieustannego odnajdywania podobieństw” (a więc wciąż „jestem tobą, a mną będziesz ty”…)

Otóż nie. Współodczuwanie jest poszukiwaniem piękna różnic, które mogą się uzupełniać. Nie „jestem tobą, a mną będziesz ty”, ale jestem sobą i kocham cię, bo NIE JESTEŚ MNĄ, bo jesteś niemal innym światem i dlatego właśnie jesteś wspaniały/wspaniała i dlatego cię kocham. To są fundamentalne różnice w podejściu i percepcji do ludzi, do wspólnoty, do relacji międzyludzkich, do rzeczywistości. I nie od rzeczy proponowane jest inne podejście od dotychczasowego.

Warto poczynić jeszcze uwagę, że myśl – w zasadzie – NIGDY NIE ZAMYKA SIĘ W ZDANIU. Pomysł, że myśl zamyka się w zdaniu, może powstać w umyśle osoby, poddanej słusznie krytykowanemu przez OT, destrukcyjnemu wpływowi internetu i powodzi informacji. Ów wpływ, tsunami informacyjne, rozbił świadomość i uwagę ludzi, stworzył gatunek człowieka – czytelnika nagłówków. Wysiłkiem staje się dla niego dotarcie do końca jednego akapitu. Prześledzenie i zrozumienie całości jest w zasadzie niemożliwe i składa się – co znów słusznie krytykowała noblistka – ze zbioru ZDAŃ,  w których zamknięte są jakieś myśli. Taka koncepcja, taka opinia, że myśl zawiera się w zdaniu, to przejaw nowoczesności, nowego podejścia do treści i przekazu. W dawnym, myśli zamykała się dopiero w całym utworze, w całym tekście. Zdania, akapity, rozdziały, owej myśli nie zamykały, tylko ją niosły, budowały, pielęgnowały, aż ukazana w pełni i jasno stawała się dla odbiorcy, czytelnika widoczna.

Intuicja pokazuje też religijny wymiar przekazu pani OT.

OT dotyka w gruncie rzeczy sprawy dla chrześcijaństwa podstawowej – wyjścia poza własne ego, poza cielesność, spojrzenia z szerszej perspektywy, nie tylko z własnej, dzięki czemu lepiej zaczynamy rozumieć rzeczywistość (rozumieć więcej), dostajemy szansę na zbliżenie się do siebie, na odpowiedzialność, wreszcie na zjednoczenie – „rozróżnienie na „moje” i „twoje” zaczyna być dyskusyjne” .

Intuicja, być może w ślad za OT, definiuje NA NOWO to, co jest sprawą podstawową dla chrześcijaństwa. Wyrażając się bowiem w liczbie pojedynczej oraz operując określeniem „podstawowa”, wskazujemy na jakiś JEDEN fundament, na jedną podstawową sprawę, która owo chrześcijaństwo definiuje. Tym czymś niestety, nie jest – zdaniem pań – JEDNA sprawa. Otrzymujemy bowiem zbiór, chciałoby się napisać komplet, ale niezbędna byłaby komplementarność elementów zbioru, to jednak niekoniecznie ma miejsce.

A więc zdaniem Pań, podstawowymi – liczba mnoga – sprawami dla chrześcijaństwa są:

– wyjście poza własne ego
– wyjście poza cielesność
– spojrzenie z szerszej perspektywy

Dzięki temu zaczynamy lepiej rozumieć rzeczywistość, dzięki m.in. wyjściu poza cielesność, i dostajemy szansę, której nie mieliśmy bez wyjścia poza cielesność i bez spojrzenia z szerszej perspektywy, na zbliżenie się do siebie.  To zbliżenie się do siebie ludzi, w tak właśnie „chrześcijańsko” rozumiany sposób, wcale proste nie jest. Bo jak się mieli/mają zbliżyć do siebie górnicy, rolnicy, gospodarz i gospodyni na 20 hektarowym gospodarstwie, gdzie 18 krów, dwa konie, stado owiec i reszta przychówku, a w lecie żniwa? Jaki się mieli i mają zbliżać, jeśli nie wychodzą poza… cielesność, ego i nie spoglądają z szerszej perspektywy?

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

Wypada uzupełnić, że sprawą PODSTAWOWĄ dla chrześcijaństwa NIE JEST wyjście poza własne ego, wyjście poza cielesność ani spojrzenie z szerszej perspektywy. To są sprawy WTÓRNE I DRUGORZĘDNE dla chrześcijaństwa. Sprawą PODSTAWOWĄ dla chrześcijaństwa jest RELACJA CZŁOWIEKA Z BOGIEM w osobie Pana Jezusa. Ponieważ Pan Jezus istnieje we wszystkich, to niejako równolegle i w nieusuwalnym następstwie, tą sprawą podstawową jest również RELACJA z innymi ludźmi.

Kwestie wychodzenia i spojrzenia, są wyłącznie następstwem i skutkiem owej sprawy podstawowej. Odwracanie spraw i ich kolejności jest błędem, prowadzącym do następnych błędów. Wspomniane postawy, owszem są sprawą podstawową dla buddyzmu, pewnych zakresów hinduizmu, dla ideologii tzw. new age. To właśnie ten adres. Nie chrześcijaństwo.

Wypada się wreszcie odnieść do cytatu przypisanego – prawdopodobnie zasadnie – papieżowi Franciszkowi:

„Teologia powinna komunikować konkretność Boga, który jest Miłością. Czułość natomiast pozostaje najlepszym: „konkretem egzystencjalnym”, aby ukazać naszym czasom uczucie, którym Bóg nas ogarnia – mówił Papież podczas spotkania z uczestnikami kongresu: „Teologia czułości Papieża Franciszka”, który odbywa się w Asyżu.”

Pomijając znów brak precyzji czy niedostatek formy związany z zastosowaniem „aby”, wypada zauważyć, że pojęcie „uczucie” ma szerszy/inny zakres znaczeniowy niż słowo „miłość”. Nie wchodząc w definicyjne niuanse, uczucie nie równa się miłość, mówiąc uczucie, nie mówimy miłość, chyba, że precyzja i rozum zostaną zastąpione czułością, której pobudzone receptory, dadzą nam wrażenie, że to przecież „to samo”.

A więc Bóg ogarnia nas MIŁOŚCIĄ, a nie jak pisze papież Franciszek „uczuciem”. To NIE JEST to samo.

W temacie precyzji i rozumu, kłania się też zbitka „konkret egzystencjalny”. Czy są egzystencjalne „nie konkrety”? Oto jest pytanie. Ale w świecie „CZUCIA” i czułości, niestosowne, bo… „nie czujesz”?

Przyjmijmy, że chodzi po prostu o konkret, o jakiś odczuwalny przez innych i doświadczany przez nich obiektywnie element rzeczywistości. Nasuwa się pytanie, czy „czułość” pozostaje właśnie NAJLEPSZYM KONKRETEM aby ukazać naszym czasom MIŁOŚĆ, którą Bóg nas ogarnia?

Otóż, Pan Jezus w czasie bytności swej na ziemi w ludzkim ciele, dość jasno i dobitnie opisał owe KONKRETY,  w jakich wykazuje się MIŁOŚĆ do ludzi. Nigdy nie była to postulowana przez świat mediów, gazet, stron internetowych, papieża, noblistki i blogerki CZUŁOŚĆ. Pan Jezus wskazywał jasno na DZIAŁANIE, a nie na czułość, która jest przecież jakąś formą odnoszenia się do rzeczywistości, jakimś stanem lub predyspozycją wewnętrzną.

To syn, który się opamiętał i PRZYNIÓSŁ OJCU KUBEK WODY. To ci, co dali jeść głodnemu, przyjęli wędrowca, odwiedzili w więzieniu. To heretyk i obcy, który ZAJĄŁ SIĘ POSZKODOWANYM. To konkretne wymierne DZIAŁANIA zwrócone ku DOBRU LUDZI, obrazują MIŁOŚĆ BOGA DO NAS. Nie czułość.

Czułość jest darem i czułość jest ważna. Niesłychanie ważna jest empatia, opatrywana raczej błędnie przez noblistkę słowem „czułość”. Niemniej jednak bardzo słusznie OT podkreśla wagę empatii, zdolność do współ-cieszenia się z ludźmi i do współ-smucenia z nimi. Owo współodczuwanie jest oczywiście elementem MIŁOŚCI, tej dość dziwnej relacji, która zawsze stwarza, która zawsze pielęgnuje, zawsze szuka dobra w drugim. Tego, tej empatii, bardzo nam w dzisiejszych czasach potrzeba.

Jednak wydaje się, że stawianie CZUCIA przed rozsądkiem i rozumem to błąd. Rozsądek i rozum bowiem również są jakoś elementami i niezbędnymi narzędziami MIŁOŚCI. Nie od rzeczy istnieje w Biblii opis Mądrości, która tańczyła przed Bogiem, zanim stworzył świat.

Dzisiaj CZUCIE i czułość staje się wręcz pałką do walki z ludźmi. Bo nieskończona ilość „mniejszości” CZUJE SIĘ urażona czymś tam, bo ten czy ów człowiek CZUJE SIĘ urażany. Więc wprowadza się prewencyjną cenzurę negatywną słów, zabija się wolność myśli, przypisuje się ludziom nienawiść, zmusza się ich do wyrażania poglądów i stosowania nawet słów, których nie chcą wyrażać ani stosować. Powiedzieć, że CZUCIE staje się narzędziem i pretekstem do miękkiego terroru, to nie jest wcale niedorzeczność „Terroryzm i dyktatura czucia” {LINK do tekstu na moim blogu domowym}.

Ale to jest jak zwykle sprawa równowagi, której utrata, wskutek nieracjonalnego przewartościowania jednej strony, prowadzi łatwo do nieszczęścia i upadku. Potrzebujemy, czucia i rozumu, czułości i rozsądku. Wiemy przecież, że bez czułości matki, dziecko się prawidłowo nie ma szansy rozwinąć, z kolei wychowanie bazujące głównie na czułości wobec dziecka, nie uwzględniające dyscypliny, stawiania racjonalnych wymagań i stosowania czasem nawet kar, prowadzi do powstania człowieka nowoczesnego, neurotycznego narcyza, widzącego w swojej czułości ostateczne kryterium oceny świata, zdarzeń i ludzi.

Wydaje się, że OT napisała artykuł programowy, przesłanie Czułości i CZUCIA. Nie jest to jednak, jak odczuwa blogerka Intuicja, rzecz głęboko chrześcijańska. Jest to postulat redefinicji kultury i chrześcijaństwa, redefinicji samego człowieka. Postulat wielkiego prądu umysłowego, który warto postrzegać w znacznie szerszym kontekście, aniżeli tylko perspektywa pojedynczej mowy „noblowskiej” czy tekstu blogerskiego.

Nie dajmy się zwariować. Nie redefiniujmy chrześcijaństwa. Kochajmy się, ale nie uczuciowo, tylko rzeczywiście, tj. wyrażając tę miłość w rzetelnym wykonywaniu tego, co nam przychodzi wykonać, w pomocnej dłoni dla innych ludzi, w szukaniu ich i swojego dobra.

Literatura zaś jest przebogata i prawdę mówiąc, to wszystko w niej już było, może poza nieistniejącym nigdy i nigdzie czwartoosobowym narratorem, który przecież jest narratorem normalnym, ludzkim, takim który już był, takim, który jest i takim, który jeszcze będzie. Bo ludzka wrażliwość ocaleje, bo są w nas te iskry nieskończoności, które młodego, nieświadomego niczego chłopca prowadzą nad brzeg morza o zachodzie słońca i każą mu patrzeć. Niczego nie tłumacząc, niczego nie wyjaśniając, bo w tym wzroku i widoku, i tu ma rację noblistka, wszystko pozasłownie po prostu JEST.

 


Udostępnij dalej

One thought on “Mowa Olgi Tokarczuk – czucie nowym paradygmatem człowieka

  1. Przyznam się, że nie słuchałem mowy pani Tokarczuk podczas wręczania nagród Nobla z literatury, ale domyślam się, że chodzi o Mickiewiczowską dychotomię czucie i wiara, a mędrca szkiełko i oko. Pani Tokarczuk pominęła ważny element wiary. W obliczu laicyzacji współczesnego świata taka postawa nie dziwi mnie. Przeważa postawa naukowego sceptycyzmu i podważanie wszystkiego, czyli jednak szkiełko i oko, a nie czucie i wiara. Tak to czuję.

    Na marginesie dodam, że podobno jakiś Szwed, podczas ceremonii wręczania nagrody, oskarżył Poskę o kolonializm, uprawianie niewolnictwa i antysemityzm, co prawdopodobnie było powtórzeniem tez pani Tokarczuk. Większość komentatorów, których uwagi czytałem, uważa, że pani Tokarczuk ma na myśli chłopów pańszczyźnianych. Jednak ja uważam, z uwagi na pochodzenie pani Tokarczuk, że ona ma na myśli Ukrainę. To nieważne, że podobno jej ojciec Polak musiał się ponoć ukrywać w skrytce pod podłogą u babci Ukrainki poddczas rzezi Wolyńskiej.

    Z uwagi na najnowszy ranking ADL (liga antydefamacyjna), oskarżenie Polski o antysemityzm mnie nie dziwi. To nieważne, że na zachodzie są codziennie antysemickie incydenty, a w Polsce ani jednego w skali roku. To Polska ma być sprawcą zagłady żydów. Przypomina mi się świetny film pt. „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Ale obecnie nie mogę potraktować takich oskarżeń jako komedię, to mi bardziej przypomina horror poprzedzajacy kolejną wojnę światową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *