Rozłam w Kościele Katolickim – co wybrać?

Udostępnij dalej

Rozłam w Kościele Katolickim – co wybrać?

 

Obecny kierunek rozwoju Kościoła katolickiego to decentralizacja doktrynalna i dynamiczna interpretacja prawd wiary i moralności. Właściwie nie słychać już głosów, które kwestionowałyby taką wizję przyszłości katolicyzmu na świecie. Ukrytą schizmę mamy od kilkudziesięciu lat. Niestety, od dawna nie ma już jednego ogólnoświatowego modelu wiary katolickiej” – ks. prof. Andrzej Kobyliński

 

Szybkimi krokami zbliża się rozłam w Kościele Katolickim. W Austrii katolicki ksiądz pobłogosławił „małżeństwo” dwóch pań. W Polsce profesor teologii publicznie oświadczył, że modli się o szybką śmierć papieża Franciszka, jeśli ten się nie nawróci i nie spotkał się ten profesor, z żadnymi karami ze strony episkopatu. W Niemczech właśnie teraz dokonywana jest reforma samej struktury kościoła, w ten sposób, że nie tamtejszy episkopat będzie podejmował decyzje w sprawach kościoła Niemiec, ale ciało złożone w połowie z biskupów a w połowie ze świeckich i można łatwo przewidzieć kierunek zmian, jaki owo ciało wprowadzi do praktyki i nauczania kościoła katolickiego w Niemczech.

Po czyjej stronie się opowiedzieć? Jakie stanowisko zająć? Czy stanąć po stronie konserwatywnej części kościoła, czyli „żeby było, tak jak było”? Czy przyłączyć się do postępu, obejmując miłością uchodźców, elgiebetystów i matkę Ziemię?

I prawdę mówiąc wybór wcale prosty nie jest, bo obie strony mają swoje wady ale mają i zalety. I marzyłaby się jakaś trzecia, na którą jakby nie ma miejsca w starciu sił, jakie obserwujemy.

Trudno się identyfikować ze stroną konserwatywną. Trudno, albowiem konserwatyści w kościele ów kościół „zjudaizowali”. Odtworzyli w nim zasady, mechanizmy i charakter kościoła starotestamentalnego ( obecny judaizm znacznie się różni od tamtego). I tak oto kościół z narodem i naród z kościołem, co było fundamentem religii mojżeszowej, a co było absurdem w chrześcijaństwie, nie tylko pierwszych wieków. I tak oto warstwa kapłańska, jak w religiach pogańskich i jak w judaizmie starotestamentalnym, gdzie plemię Lewiego nie posiadało i nie uprawiało ziemi, bo było wybraną częścią narodu, wybraną do kapłaństwa i z byli oni kapłanami lub sługami świątyni.

Pierwsi chrześcijanie znali więc instytucję i postać kapłana, tego wybranego, który składa Bogu ofiary, który pośredniczy pomiędzy Bogiem a ludem. Znali tę instytucję i ją odrzucali. Wśród pierwszych chrześcijan nie było kapłanów. Byli, wybierani przez lokalne społeczności starsi i nadzorcy (presbytoros i episcopus) do wykonywania niezbędnych czynności, nie byli jednak w żadnym przypadku kapłanami, tj. odrębnym stanem wybranym do czynności w zakresie kultu religijnego. Pierwsi chrześcijanie mieli jednego kapłana – był nim Jezus Chrystus, nie składali ofiar, bo jedyną i ostateczną ofiarę złożył Jezus i nie potrzebowali pośredników pomiędzy sobą a Bogiem, bo zasłona przybytku rozdarła się na dwoje w momencie śmierci Pana Jezusa.

Ta zasłona oddzielała ludzi od Boga, od Bożej Obecności, jaka przebywała tylko w „Świętym Świętych” tj. w centralnym pomieszczeniu Świątyni jerozolimskiej.  Cała idea i perspektywa widzenia rzeczywistości starożytnego judaizmu opierała się o postrzeganie ludzi jako winnych, grzesznych, niegodnych kontaktu z Bogiem. Bóg był tylko w Świątyni zbudowanej w miejscu, od którego zaczęło się tworzenie świata, w miejscu, gdzie Abraham miał składać Izaaka w ofierze. Ludzie mogli tylko w wyniku procesów oczyszczenia prowadzonych i nadzorowanych przez kapłanów, zbliżać się jakoś do Boga, ale nigdy nie mogli się do tego Boga, który mieszkał w Świątyni zbliżyć w pełni – nie byli tego godni.

Pan Jezus tę rzeczywistość, to podejście i to postrzeganie odwrócił i unieważnił. „Zaprawdę powiadam wam przyjdzie czas, już jest, gdy ani na tej górze, ani w Świątyni ludzie nie będą oddawać czci Bogu, ale w duchu i w prawdzie”. Zganił uczniów, którzy oddzielali od niego dzieci. Sam we własnej osobie udawał się do domów grzeszników. Grzeszność człowieka nie była barierą dla spotkania Bóg człowiek.

Tę barierę jednak tradycyjny kościół katolicki zaczął odbudowywać. Zaczął uczyć ludzi, że są niegodni, winni, grzeszni i brudni. Zaczął warunkować kontakt z Bogiem szeregiem czynności oczyszczających, których „nadzorcami” byli kapłani. Kapłanami mianowali się starsi i nadzorcy, po tym, gdy władca Imperium Rzymskiego uczynił chrześcijaństwo religią państwową i starsi kościoła ze zwykłych ludzi obciążonych obowiązkami względem wybierającej ich wspólnoty, prześladowanych i ściganych przez władze państwowe, stali się dostojnikami państwa, z czym wiązała się pozycja społeczna, a w przypadku starszych nadzorców także bogactwo.

I tak oto powstał stan duchowny, jaki znamy dzisiaj, pojawili się kapłani w kościele, których wcześniej w nim nie było, bo obowiązywało „powszechne kapłaństwo chrześcijan” i był jeden kapłan Pan Jezus. Nastąpił rozdział społeczeństwa chrześcijańskiego na stan kapłański/duchowny oraz świecki. Zmianie uległo sama treść słowa „kościół”, które to słowo do tego czasu oznaczało po prostu zgromadzenie chrześcijan (kościół – geck.  ecclessia = zgromadzenie). Od tej pory „kościół” używano na określenie instytucji tworzonej przez stan duchowny.

Typowy wierny z jednej strony nie potrafi się umiejscowić po którejś ze stron w Kościele Katolickim, z drugiej jest – na koniec dnia – jego zawziętym członkiem. Wydaje się, że kościół się po raz n-ty rozpada. Zmian w Kościele było dużo. Ten najpierwszy oczekiwał przyjścia Pana Jezusa już teraz, za życia swoich wiernych. Tak to wynikało z zapowiedzi Chrystusa, tak te zapowiedzi odczytywali ci, którzy mieli z nim bezpośredni kontakt, czyli Apostołowie.

Więc pierwszą zmianą było zrozumienie, że Pan jednak nie jest „blisko”. Że owo blisko, wcale nie oznacza czasu życia pokolenia ludzki, tylko w ogóle nie wiadomo ile, więc praktyka pierwszych chrześcijan, by sprzedawać majątki i całość pochodzących ze sprzedaży pieniędzy oddawać chrześcijańskiej gminie, okazała się błędem, który owszem zjednał wielu wiernych, bo ówczesne zgromadzenie chrześcijan dawało utrzymanie wszystkim wstępującym, ale doprowadził do pauperyzacji i katastrofy finansowej ówczesnych chrześcijan. Więc… trzeba było to zarzucić i wrócić, częściowo, do rzeczywistości, polegającej na indywidualnym staraniu się o środki do życia.

Przez pierwsze dwa-trzy wieki chrześcijaństwo w zasadzie istniało bez zmian. Chrześcijanie zakładali „kościoły”, a więc lokalne gminy chrześcijańskie. Wybierali w nich sobie starszych (presbyteros) oraz nadzorcę gminy (episcopus). Musieli być to ludzie budzący szacunek i zaufanie tej lokalnej / najczęściej o zakresie miejscowości, osady, miasta / społeczności.

Chrześcijanie byli prześladowani, a owi wybrani starsi i nadzorcy, ryzykowali szczególnie wiele, bo to ich w pierwszej kolejności ścigano, krzyżowano, więziono, wieszano. Gdy człowiek godził się na taką funkcję, to de facto, podpisywał zaocznie na siebie wyrok więzienia lub śmierci. Oczywiście kościoły starały się chronić swoich starszych, ale wielu z nich zapłaciło życiem za tę funkcję.

Msza święta – z greckiego eucharystia – stopniowo przestała być tym, czym była pierwotnie – ucztą pańską dla wszystkich chrześcijan, a stała się ofiarą, jaką składał kapłan Bogu w imieniu pozostałych. Kościół  – tu już jako instytucja tworzona przez stan duchowny – dbał o jakość przekazywanej świeckim wiernym nauki, stąd nie trudno spotkać człowieka w wieku 70 lat, który całe swoje życie chodził do kościoła, i nigdy nie słyszał o tym, że biskup to powinien być mąż jednej żony, utrzymywać dom w szacunku i porządku, bo jeśli o własny dom nie potrafi zadbać, to jak powierzyć mu opiekę nad kościołem?

Ale ani biskup to już nie był biskup, o którym pisał św. Paweł Apostoł, ani kościół, to nie był kościół, o którym pisał św. Paweł. Oba te pojęcia straciły swoją pierwotną treść i znaczenie i w to miejsce powstała nowa, inna treść, która dla pierwszych chrześcijan byłaby niezrozumiała.

I nie usłyszy ów 70-letni wierny świecki, kim była święta Perpetua. Zapytany otworzy usta i nie będzie w stanie nic powiedzieć. – Pewnie jakaś święta – może wykrztusi. A że była to żona św. Piotra Apostoła (św. Piotr był żonaty), skały na której miał powstać kościół, to już wiedział nie będzie, bo kościół, tj. instytucja tworzona przez osoby duchowne zadbała, by się o tym nie dowiedział.

Reformacja, a współczesne postępowe skrzydło kościoła wydaje się zmierzać trochę w jej kierunku, próbowała wrócić do pierwszych zasad. Do nauk Apostołów do pisma świętego. Niestety, ewidentne przekroczenia owych „pierwszych zasad” – Kobiecie nauczać nie pozwalam – pisał Apostoł, kapłaństwo kobiet, „wolna amerykanka” w akceptacji dowolnych obyczajów i postępowania, stanowiąca znów ewidentne przekroczenie tych pierwszych zasad, brak głębokiej duchowości zastąpionej użytecznością, spowodowały, że i kościoły reformowane nie wydają się idealnym miejscem na wyznawanie chrześcijaństwa. Tyle, że są ich dosłownie tysiące, więc może każdy sobie znaleźć coś, co mu będzie odpowiadać.

I tu widzimy drugą stronę KK jaka może się wyłonić w wyniku rozłamu. Stronę postępową. Stronę, która owszem, przywraca równowagę pomiędzy duchowieństwem a świeckością, która osłabia pedagogikę obwiniania i potępiania, która stara się kłaść nacisk na istotę chrześcijaństwa, a więc na relację z Bogiem i z ludźmi, a nie dewocję i religijny zeal, ale z drugiej strony nie posiada jasnego kanonu tego, co wolno, a co nie. Nie posiada „szaleństwa świętości” właściwego pewnym przejawom życia tradycyjnego Kościoła Katolickiego. Idzie na układy ze światem, z jego wymaganiami, poddaje się świadomie lub nieświadomie jego presji. Nie tworzy – co może bardzo ważne – spójnej organizacji, zdolnej zajmować niezależne od otoczenia decyzje i wytyczać niezależne od niego kierunki.

Postępowa strona sporu w KK, wydaje się być skazana nieodwołalnie na drogę do Sodomy. Na postęp, w którym nie ma granic ani barier. Na skupienie się na uczuciowości i utylitarności. Na stanie się ostatecznie PRZEDMIOTEM w wielkich rozgrywkach o umysły i serca ludzi, które prowadzą siły, o jakich nie mamy pojęcia. Jeszcze trochę i będziemy mieć jak protestanci, księży kobiety, w dodatku rozwódki. I mogą one, a przynajmniej znaczna ich część, nauczać pięknych i dobrych rzeczy. Niestety w pakiecie będzie prędzej czy później leading pastor kościoła św. Pawła w Malmoe i „Raj” w tym kościele.

Fomunizm, elgiebetyzm, uchdźcostwo i czczenie matki Ziemi i to wszystko w kontekście jedyniesłusznej uczuciowości –  jawią się jako główne kierunki ideowe nowoczesnego i postępowego Kościoła Katolickiego, w Polsce pod wezwaniem niektórych „ojców”  i portalu deon.pl. Postępowy katolicyzm jest o dziwo jeszcze bardziej agresywny wobec inaczej myślących, niż strona przeciwna. To skądinąd zrozumiałe, bo rozum – bóg konserwatystów, jednak nakłada jakieś ramy na zachowania, zaś czucie – bóg postępowców, żadnych ram już nie nakłada i można jechać na całego w imię Pana Boga.

Pytanie jak się odnaleźć w tej rzeczywistości zapoczątkowanej przez Pawła VI jego encykliką „Humane Vitae”, wzmocnionej „teologią wyzwolenia” z Ameryki Południowej, osiągającej swoje apogeum za pontyfikatu papieża Franciszka i zmian pentekostalnych. Stoimy przed wielkimi przemianami. Te przemiany odbiją się w naszym życiu – tu mowa o chrześcijanach – i naszym podejściu do spraw religii i wiary. Jest wiele dobrego w jednej i w drugiej stronie. Jest i wiele złego. Sprawy nie wydają się cichnąć, ich bieg wyraźnie przyspiesza, nie ma silnej ręki św. Jana Pawła II, jest presja ze wszystkich stron i odśrodkowe ruchy wewnątrz samego KK.

I na końcu jest człowiek, często jeszcze nieświadomy tego, co się dzieje, ale ostatecznie to on zostanie podstawiony wobec pytań i konieczności. I będzie musiał wybrać drogę, może trochę kościelną – tu znów w rozumieniu instytucji religijnej, bo takie rozumienie zostało nam narzucone – a może trochę własną, to znaczy będzie sam siebie musiał zapytać, o cel własnego życia, o jego sens, o swoją relację z Bogiem i z ludźmi, ale tak uczciwie, bez suflerów w sutannach, bez podpowiedzi autorytetów telewizyjnych, w prostym dialogu lub monologu, sam na sam z niesiągalnym Bogiem.


Udostępnij dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *